Reklama

Reklama

Jan de Zeeuw: Robert Lewandowski jest dla reprezentacji bezcenny

- Reprezentacja Polski świetnie wypadła w eliminacjach do Euro 2016, ale w finałach musi zagrać jeszcze lepiej. Kadra jest mocno uzależniona od Roberta Lewandowskiego. To niewiarygodny piłkarz, ale obawiam się, co będzie jeśli na Euro go zabraknie. Przecież może przytrafić mu się kontuzja, a dobrego zastępcy nie widzę. Adam Nawałka musi mieć plan awaryjny - mówi w rozmowie z Interią były dyrektor reprezentacji Polski, Holender Jan de Zeeuw.

Euro 2016. Sprawdź terminarz - kliknij tutaj!

Interia: Niespełna 100 dni zostało do rozpoczęcia Euro 2016. Polska tak wielu zawodników europejskiej klasy nie miała od lat. Kadra jest dziś mocniejsza niż na poprzednich wielkich turniejach?

Jan de Zeeuw: - Patrzę na zachwyty kibiców ostrożnie. Polacy świetnie wypadli w eliminacjach, ale turniej we Francji to będzie znacznie wyżej zawieszona poprzeczka. Czytam na forach, że kibice widzą drużynę w czołowej czwórce, ale dla mnie to nie jest ten poziom. Pamiętajmy, że reprezentacja Polski jest mocno uzależniona od Roberta Lewandowskiego. To, co on robi jest niewiarygodne, jest dla tej drużyny bezcenny. Linia obrony i pomoc to dla mnie znaki zapytania.

Reklama

CZYTAJ WYWIAD DALEJ. CZY KADRA NA ME WYJDZIE Z GRUPY? KLIKNIJ!

Lewandowski zajął ostatnio czwarte miejsce w wyścigu o Złotą Piłkę. Polak może powalczyć w przyszłym roku o coś więcej?

- Czwarte miejsce dla Lewandowskiego to wielki sukces. Wydaje mi się, że on jest w tym momencie minimalnie gorszy niż Luis Suarez, ale ogólnie na liście najlepszych piłkarzy świata umieściłbym go gdzieś na pozycjach 5-8. Jestem pod wrażeniem tego, jak Robert gra w reprezentacji Polski. Pamięta pan mecz ze Szkocją w Glasgow? Przecież to było przegrane spotkanie! A tu w ostatniej akcji Lewandowski strzela gola. Niebywałe.

Napastnik Bayernu daje kolegom z kadry Polski impuls do lepszej gry?

- Oczywiście. Widać to było w Glasgow, ale też w kilku innych meczach ostatnich eliminacji. Ja się tylko boję, co będzie jak Lewandowski doznałby kontuzji, bo nie widzę dla niego zastępcy. A przecież uraz jest możliwy. Robert zagrał w tym sezonie już prawie 40 meczów, do końca maja będzie ich pewnie 60. Taka dawka niejednego zwaliłaby z nóg.

- Ludziom wydaje się, że robota piłkarza to tylko trening, a potem 90 minut na boisku, ale to nie jest tak. Najlepsi zawodnicy oprócz ogromnej ilości meczów mnóstwo podróżują - te samoloty, odprawy i hotele mogą człowieka zmęczyć. Trzeba być przygotowanym na to, że na Euro Lewandowski przyjedzie zmęczony lub z urazem.

Jeśli piłkarzowi Bayernu przydarzy się kontuzja, to teoretycznie zastąpić go może Arkadiusz Milik. To talent na miarę "Lewego"?

- Z Milikiem jest tak, że w Polsce jesteście nim zachwyceni, a w Holandii spadła na niego parę tygodni temu fala krytyki. On pasuje do Lewandowskiego, ale w systemie Ajaksu - gdzie to on ma być wysuniętym napastnikiem - sobie nie radzi. Na dzisiaj to nie jest chłopak, który sam wygra mecz, ale to może jeszcze się zmienić, bo on jest młody. Milik to inny typ zawodnika niż Lewandowski i jeśli miałby zastąpić Roberta na Euro, to sądzę, że by tego nie udźwignął.

CZYTAJ WYWIAD DALEJ. CZY KADRA NA ME WYJDZIE Z GRUPY? KLIKNIJ!

- Reprezentacja Polski świetnie wypadła w eliminacjach do Euro 2016, ale w finałach musi zagrać jeszcze lepiej, żeby osiągnąć sukces. Kadra jest mocno uzależniona od Roberta Lewandowskiego, to niewiarygodny piłkarz, ale obawiam się, co będzie jeśli na Euro go zabraknie. Przecież może przytrafić mu się kontuzja, a dobrego zastępcy nie widzę - mówi w rozmowie z Interią były dyrektor reprezentacji Polski, Holender Jan de Zeeuw.

Widzę, że do wielkich oczekiwań związanych z występem reprezentacji na mistrzostwach Europy, podchodzi pan raczej sceptycznie?

- Może nie sceptycznie, ale staram się trzeźwo patrzeć na sytuację. Mam kilka poważnych obaw związanych z kadrą. Po pierwsze, o czym już wspomniałem - dyspozycja fizyczna Lewandowskiego. 

- Po drugie, nie widzę w drużynie środkowego obrońcy, który umiałby rozegrać piłkę od tyłu. Niech pan popatrzy - Glik? Pazdan? Szukała? Ani jeden tego nie potrafi i to dla Adama Nawałki na pewno jest ból głowy.

Ostatnio dużo się mówi o tym, że Polska ma pokolenie młodych zdolnych piłkarzy, jak Kapustka, Linetty czy Drągowski. Myśli pan, że któryś może zrobić dużą karierę?

- Ja tych wielkich talentów jakoś nie widzę. Nie chcę wyjść na jakiegoś mądralę z zagranicy, ale Ekstraklasa to wciąż są piłkarskie peryferia. Zresztą liga holenderska też traci na znaczeniu. Angielski średniak Everton dostaje 120 mln euro rocznie za prawa do transmisji, a taki Ajax - 8 mln euro. To jest przepaść, która w kolejnych latach będzie się pogłębiać.

- Polskie kluby dostają jeszcze mniejsze pieniądze niż te w moim kraju. Do czego zmierzam? Jeśli w którymś z polskich lub holenderskich klubów pojawi się talent, to od razu jest przechwytywany przez mocniejsze zespoły. Jeśli piłkarz ma 23-24 lata i dalej gra w Polsce, to znaczy, że na topowy poziom jest za słaby.

Drużyna Adama Nawałki na Euro wyjdzie z grupy?

- Jest jeszcze za wcześnie, by o tym mówić. Coś więcej będzie można powiedzieć po marcowych sparingach. W jakich nastrojach będą piłkarze? Czy są gotowi do walki z najlepszymi? Zawodnicy i trener Nawałka mają teraz przed sobą trudne zadanie - muszą zapomnieć o udanych eliminacjach i przygotować na ciężką próbę. Niech mi pan uwierzy, na Euro wszystko będzie inaczej niż w ostatnich miesiącach. Wszystko!

Co dokładnie ma pan na myśli?

- Presję, zmęczenie, ogromne oczekiwania. Pamiętam, jak na Euro 2008 graliśmy z Niemcami i mieliśmy okazję na to, by wyjść na prowadzenie. Jacek Krzynówek nie trafił jednak w bramkę w sytuacji, w jakiej normalnie strzeliłby gola z zamkniętymi oczami. Podszedłem do niego po meczu i pytam: Jacek, co się stało? A on mówi: nie wiem, noga zadrżała. I to jest właśnie to, o czym mówię. Nawałka musi sprawić, żeby zawodnicy byli w stanie we Francji zagrać swój najlepszy futbol. Nie chodzi o to, żeby zagrać tak, jak w eliminacjach. Trzeba się zaprezentować 15-20 procent lepiej. Wtedy będzie szansa na sukces.

Rozmawiał: Bartosz Barnaś

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje