Jak fałszywy gwizdek może zepsuć piękny mecz
"Sędziowanie meczu było skandaliczne" - narzekał po wtorkowym meczu z Ciarko KH Sanok trener hokeistów Comarch/Cracovii Rudolf Rohaczek. Nie przypuszczał jednak, że w środę zobaczy jeszcze gorszy sędziowski kabaret!

Rywalizacja hokeistów Comarch/Cracovii z Ciarko KH Sanok toczy się na rzadko spotykanym na krajowych lodowiskach poziomie. Szkoda tylko, że momentami psuje ją fałszywie brzmiący gwizdek arbitrów. W Krakowie szczególnie mylił się Tomasz Radzik.
Rok temu PZHL wprowadził drugiego sędziego głównego. Miało być lepiej, ale często niestety jest tylko drożej dla klubów.
Sędzia Radzik po raz pierwszy zagapił się, gdy przegapił ewidentny faul na zmierzającym do krążka Krystianie Dziubińskim w I tercji (7. minuta). Działo się to kilka metrów od niego, musiał to widzieć. Prawdziwą szopkę urządził jednak w końcówce meczu. Najpierw wyrzucił do boksu kar Petra Valczaka, choć ten czysto ciałem zaatakował Krzysztofa Zapałę.
Chwilę później nie mogliśmy uwierzyć własnym oczom. Sanok rozgrywał przewagę, przy krążku był Zapała, gdy jeden z hokeistów "Pasów" złapał jego kij. Karę dostał ... Zapała!
- Być może faulu nie było w obu przypadkach, a tak wyglądało, jakby kara została oddana - skomentował zajście drugi trener sanoczan Marcin Ćwikła.
Pytanie tylko, czy sędzia błędem musiał naprawiać błąd w tak ordynarny sposób?
To nie koniec kompromitacji arbitrów (w tym wypadku wina spada również na drugiego głównego - Zbigniewa Wolasa). W III tercji obaj panowie pozwolili drużynie z Sanoka na wzięcie dwóch czasów, choć przepisy pozwalają na zaledwie jeden!
- Pierwszy raz w życiu widziałem coś takiego - kręcił głową Rudolf Rohaczek, trener Cracovii.
Obserwuję na żywo sporo meczów hokejowych w Polsce, w Czechach i na Słowacji. Takiego kabaretu, w jaki przemienia hokej sędzia Radzik nie ma nigdzie!
Kluby żalą się, że wnioskują do PZHL-u, by chociaż w meczach o najwyższą stawkę wyznaczać najlepszych fachowców, a jeśli u nas ich brakuje, sprowadzać ze Słowacji, Czech - wszystko bezskutecznie. Komu na tym zależy, aby jeszcze bardziej psuć polski hokej? Słowacy w swej ekstralidze mieli dzisiaj zaledwie dwa mecze, więc z chęcią by nam przysłali arbitrów za te same stawki, jakie mają Polacy. Korzyść byłaby podwójna - mecze nie byłyby wypaczane, a na dodatek polscy arbitrzy mogliby się uczyć od lepszych. To nie przypadek, że od czasów Jacka Chadzińskiego nie mamy sędziego, który byłby powoływany na MŚ gr. A.
Na Polaka w światowej sędziowskiej elicie czekamy dłużej, niż na awans reprezentacji do tego grona. Chadziński był na MŚ gr. A w Helsinkach, w 1997 r., a reprezentacja Wiktora Pysza awansowała do elity cztery lata później. Tymczasem zamiast szkolić dobrych sędziów, PZHL foruje "Radzików". Gratulujemy dobrego samopoczucia! Trenerom, hokeistom, a przede wszystkim sponsorom i kibicom nie jest do śmiechu.
Nie musimy się godzić na taki stan rzeczy. Kilkanaście lat temu mieliśmy nie tylko Chadzińskiego, ale też Krzysztofa Rzerzychę, Krzysztofa Karasia, Krzysztofa Zawadzkiego, a jeszcze wcześniej mentora polskiego środowiska sędziowskiego - ś.p. Bogdana Tyszkiewicza. Każdemu z nich zdarzały się słabsze mecze, ale na ogół trzymali dobry, europejski poziom. Teraz mamy kłopoty ze znalezieniem obsady na dwa półfinały. W Krakowie kabaret, wiele źródeł donosi, że w Tychach także kara nałożona na Milana Baranyka wzięta była z sufitu, a w jej efekcie JKH Jastrzębie zdobyło gola na wagę dogrywki i wygrało w rzutach karnych. Bawmy się tak dalej...
Autor: Michał Białoński
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje