Reklama

Reklama

Diamentowa Liga: Lićwinko czuje stres przed pierwszym startem

Halowa mistrzyni świata w skoku wzwyż Kamila Lićwinko (Podlasie Białystok) sobotnim startem w mityngu Diamentowej Ligi w Eugene zainauguruje letni sezon. Przyznała, że czuje stres przed pierwszym występem i liczy na wynik 1,92 m.

- Lekka adrenalina pojawia się już teraz, ale to działa na mnie mobilizująco. Cieszę się zatem, że jest, ale na nic wielkiego na razie nie liczę. Dopiero schodzimy z ciężkiego treningu, więc tej świeżości nie ma. Poza tym czeka mnie długi lot, zmiana strefy czasowej i klimatycznej. Sama ciekawa jestem, jak na to zareaguję - przyznała Lićwinko.

Dlatego też nie stawia sobie zbyt wygórowanych celów. - Nie wiem w tej chwili na co mnie stać, ale wiem, że może być różnie. Chciałabym skoczyć 1,92 m, wtedy będę zadowolona. To minimum na mistrzostwa Europy w Zurychu i dzięki temu mogłabym spokojniej podejść do kolejnych występów - dodała.

Reklama

A w nich chciałaby powtórzyć wynik z hali i skoczyć w tym sezonie dwa metry. - To może nawet nie cel, a marzenie. Wiem, że jestem w stanie to zrobić. Wydaje mi się, że postęp w treningu jest, ale wszystkie tabelki i porównania trzyma trener. Czuję się dobrze, ale niczego nie obiecuję - zaznaczyła.

Przygotowania nie przebiegały bez zakłóceń. Po halowych mistrzostwach świata w Sopocie, gdzie Lićwinko wraz z Rosjanką Marią Kuczyną stanęła na najwyższym stopniu podium, poddała się leczeniu mięśnia dwugłowego uda.

- Podano mi komórki macierzyste, przez sześć tygodni odpoczywałam, ale teraz nie ma już śladu - podkreśliła.

Później wyjechała na jedyne zagraniczne zgrupowanie do włoskiej Formii. Tam spędziła trzy tygodnie. - Resztę czasu byłam a Białymstoku. Nie potrzebuję przygotowywać się na wyjazdach, skoro u siebie mam bardzo dobre warunki. Jest hala, mamy też stadion, siłownię. Nic więcej mi nie trzeba - oceniła.

Lićwinko liczy na to, że forma powinna przyjść na początku czerwca, ale nie w pierwszych startach. - Jak nabiorę świeżości. W tym sezonie nie było żadnych problemów z mityngami. Zaproszenia same spływały, nie musiałam się o nic starać. To miłe. Zwłaszcza że jeszcze w zeszłym roku tak nie było - powiedziała.

Lepiej było już po mistrzostwach świata w Moskwie, gdzie zajęła siódme miejsce. Po sukcesie pod dachem może w zawodach wybierać. Dlatego w cyklu Diamentowej Ligi na pewno polscy kibice zobaczą ją wielokrotnie.

- Będę w Eugene, Oslo i Paryżu. Pozostałe mityngi jeszcze nie zostały potwierdzone. Muszę też w pewnym momencie trochę zwolnić, by odpowiednio przygotować się do mistrzostw Europy, ale nie mogę się już doczekać tych startów w tak silnej obsadzie. To dla mnie ogromne wyróżnienie, że mogę rywalizować z najlepszymi zawodniczkami na świecie - dodała.

W Eugene na listach startowych znalazły się nazwiska bardzo utytułowanych zawodniczek, m.in. wszystkich medalistek z londyńskich igrzysk - Rosjanki Anny Cziczerowej, Amerykanki Brigetty Barrett i Rosjanki Swietłany Szkoliny, brązowej medalistki mistrzostw świata Hiszpanki Ruth Beitii. Będzie także czwarta w Sopocie Justyna Kasprzycka (AZS AWF Wrocław).

Do Stanów Zjednoczonych Lićwinko leci wraz ze swoim mężem i trenerem Michałem. Po starcie wracają do kraju i 7 czerwca czeka mistrzynię Uniwersjady start w Memoriale Janusza Kusocińskiego w Szczecinie. Polskim kibicom Lićwinko zaprezentuje się ponadto w mityngu w Opolu (15 czerwca), mistrzostwach Polski w Szczecinie (29-31 lipca) i Memoriale Kamili Skolimowskiej w Warszawie (23 sierpnia).

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje