Reklama

Reklama

Tabela Ekstraklasy mogłaby wyglądać inaczej, gdyby nie pięć tych rzeczy

Sezon 2021/2022 przeszedł do historii. Po kilku dniach można ocenić go już na spokojnie, z nieco innej perspektywy. Zastanówmy się więc, dlaczego mistrzem został Lech Poznań, a nie Pogoń Szczecin, która jeszcze 8 kwietnia liderowała w lidze.

Ostatecznie "Portowcy" uplasowali się na trzecim miejscu, powtarzając tym samym osiągnięcie z zeszłego roku. Kibice przyjęli to dość ambiwalentnie. Z jednej bowiem strony medal cieszy, ale z drugiej - apetyt rośnie przecież w miarę jedzenia.

Ekstraklasa: Dlaczego Pogoń Szczecin nie została mistrzem Polski?

Poniżej przedstawiamy pięć powodów, dla których - według nas - tytuł przeszedł Pogoni koło nosa.

1.     Zabrakło zimowych wzmocnień

Zimowe okienko transferowe nie było w wykonaniu Pogoni spektakularne. Ściągnięto Kacpra Kostorza i Wahana Biczakczjana, jednak te transfery należy traktować raczej w kontekście budowania kadry na przyszły sezon. Ormianin miał co prawda piorunujące wejście do ligi (dwa kolejne gole i trzeci, który ostatecznie został zaliczony jako samobój Rafała Strączka), ale później spuścił z tonu. Kostorz rozegrał z kolei zaledwie kilka epizodów, nie wyróżniając się niczym szczególnym. Co nawet gorsze, w styczniu Pogoń sprzedała Kacpra Kozłowskiego, a przez kolejne miesiące nie objawił się żaden młodzieżowiec, który potrafiłby wywrzeć na zespół taki wpływ. Przypomnijmy, że w tym samym czasie Lech zdołał zachować do końca sezonu Jakuba Kamińskiego.

Reklama

2.     Zabrakło mentalności

To wielowątkowy problem Pogoni Szczecin. W lipcu zespół rozpocznie jubileuszowy, pięćdziesiąty sezon na poziomie ekstraklasy. "Portowcy" są marką, bez której trudno wyobrazić sobie dzisiaj polską ligę. Nigdy w historii nie sięgnęli jednak po tytuł. Pusta gablota przyprawia w Szczecinie o kompleksy. Na domiar złego piłkarze z Pomorza Zachodniego nie potrafili zdobyć także Pucharu Polski.

Odstawiając na bok wątki historyczne, wydaje się, że także obecnej kadry zabrakło siły mentalnej. Na trzy kolejki przed końcem Michał Kucharczyk otwarcie wypalił przed kamerami TVP Sport, że nawet wygranie wszystkich meczów do końca nie dałoby zespołowi wiele...

Zobacz TOP 5 bramek i interwencji z Ligi Mistrzów - obejrzyj już teraz!

3.     Zabrakło pomocy w defensywie

Przed sezonem 2021/2022 Pogoń zupełnie przebudowała swoje skrzydła. Podstawową parą na flankach byli Kamil Grosicki i Jean Carlos Silva. Obaj nie są szczególnie chętni do pracy w defensywie, co wiele razy kosztowało drużynę utratę gola. Kiedy dodamy do tego słabsze sezony w wykonaniu Jakuba Bartkowskiego i Luisa Maty, dostajemy odpowiedź, dlaczego z zespołu z najlepszą defensywą rok temu, zrobiła się ekipa, która notorycznie traciła, a gra na zero z tyłu przychodziła wielkim trudem. Wydaje się, że także Dante Stipica - choć wciąż wybija się w Ekstraklasie - zaliczył mały regres względem edycji 2020/2021.

4.     Zabrakło skuteczności

To sprawa dosyć paradoksalna, bo mówimy o zespole, który był drugi w klasyfikacji strzelonych goli - 63 w stosunku do 67 Lecha Poznań. "Portowcy" potrafili rozbijać 4-1 Jagiellonię, 5-1 Lechię czy 3-1 Legię. Problem polegał jednak na tym,  że jednocześnie piłkarze Runjaica mieli ogromne trudności, aby wbić bramki takim drużynom, jak Wisła Płock (0-1, 1-2), Radomiak Radom (1-1) czy Cracovia (1-1, 1-1). Szczecinianie mieli wielokrotnie olbrzymią przewagę i kreowali mnóstwo sytuacji, ale skuteczność była dramatyczna. Wygląda na to, że ściągnięcie napastnika jest priorytetem.

5.     Wróciły demony Kosty Runjaica

To punkt, który trudno wyjaśnić. Wydaje się, że nie potrafiłby zrobić tego sam Kosta Runjaic. Niemiec po raz kolejny przegrał sezon w samej jego końcówce. Trzy ostatnie kolejki - trzy remisy. Sezon temu? Cztery ostatnie kolejki - dwie porażki i dwa remisy.

Problem nie dotyczy tylko Ekstraklasy. Kiedy Runjaic pracował w Kaiserslautern, sytuacja była identyczna. Na cztery kolejki przed końcem zespół zajmował miejsce premiowane awansem do Bundesligi. Wszystko przegrał jednak w końcówce, notując dwa remisy i dwie porażki. 

Jakub Żelepień, Interia 

Reklama

Reklama

Reklama