Reklama

Reklama

Władimir Kliczko pokonał Bryanta Jenningsa

Władimir Kliczko (64-3, 53 KO) po raz kolejny obronił pasy federacji WBA, WBO i IBF wagi ciężkiej, ale niepokonany dotąd Bryant Jennings (19-1, 10 KO) sprawił mu więcej kłopotów niż można było się spodziewać.

Pretendent zaczął tak jak zapowiadał, ale nie udawało mu się przedrzeć przez zasięg ramion mistrza. Kliczko już w drugiej rundzie starał się zepchnąć rywala do odwrotu, jednak ten dzielnie przeciwstawiał się faworyzowanemu Ukraińcowi. Po minutowej przerwie jab Kliczki coraz częściej dochodził głowy challengera, a do tego wszystkiego doszedł jeszcze bardzo mocny prawy krzyżowy. Pięściarz z Filadelfii przyjmował wszystko bez zmrużenia oka i starał się wywierać pressing. Podobny przebieg miała również kolejna odsłona. Coraz bardziej sfrustrowany Jennings strzelał raz na jakiś czas obszernym sierpowym, lecz Władimir pozostawał skoncentrowany i bezbłędny. W piątej odsłonie obrońca tytułów coraz mocniej rozbijał gardę oponenta, ten natomiast szukał swojej szansy w klinczu krótkimi uderzeniami.

Reklama

Amerykanin nieoczekiwanie wrócił udaną dla siebie rundą szóstą. Podkręcił tempo, wyprowadzał mnóstwo ciosów i choć zdecydowana większość z nich pruła powietrze bądź spadały na gardę, to dwa prawe doszły szczęki Kliczki. W nowojorskiej Madison Square Garden rozległo się głośne "USA, USA". Niesiony dopingiem challenger nieźle rozpoczął kolejne starcie, prowokował mistrza uśmieszkami, lecz w końcówce już trochę spuścił z tonu. W ósmej rundzie Władimir uspokoił już sytuację swoim lewym prostym, lecz o dominacji nie mogło być mowy. Co najwyżej nieznacznej przewadze. W dziewiątej sędziowie mogli nawet opowiedzieć się za Bryantem, lecz w końcówce zainkasował potężny prawy krzyżowy. O dziwo jednak nie zrobił on na nim większego wrażenia.

Ukrainiec na początku dziesiątej rundy dostał ostrzeżenie za trzymanie i klinczowanie, co na ringu niemieckim raczej byłoby niemożliwe. Między linami rozgorzała wyrównana walka. Kliczko cofał się, ale dobrze pracował na nogach. Jennings nie sięgał go swoimi sierpami, za to w klinczach pozostawał bardzo groźny. Władimir przebudził się w ostatnich trzech minutach. Ciosami prostymi rozmontował defensywę twardego i zaskakującego dobrego Jenningsa. A gdy zabrzmiał ostatni gong, obaj podnieśli ręce do góry w geście triumfu. Sędziowie opowiedzieli się za Kliczką, ale miał dziś przeprawę znacznie cięższą niż można było się spodziewać. Oficjalna punktacja - 118:109 i dwukrotnie 116:111.

- Nie zawsze wszystko układa się tak, jak sobie zaplanowałeś. Miałem inny plan na ten pojedynek, ale Jennings to bardzo waleczny i ambitny zawodnik. Trudno go było trafić - ocenił mierzący 198 cm Ukrainiec.

39-letni Kliczko jest niepokonany od 11 lat; ostatniej porażki doznał w 2004 roku z rąk Amerykanina Lamona Brewstera. W sobotę stoczył 67. walkę, z czego 64 wygrał, w tym 53 przez nokaut.

Ukrainiec po raz 18. z rzędu skutecznie bronił tytułu mistrza świata wywalczonego w kwietniu 2006 roku.

Dziewięć lat młodszy Jennings, który przygodę z pięściarstwem zaczął dopiero w 2010 roku, w 20. zawodowej potyczce doznał pierwszej porażki. Wcześniej wygrał m.in. z Arturem Szpilką.

- On pokazał wszystkie swoje atuty, ale nie mam wrażenia, by jakoś szczególnie mnie zranił - zaznaczył Jennings. 

Dowiedz się więcej na temat: Kliczko | Bryant Jennings

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama