Partner merytoryczny: Eleven Sports

Samobóje i to w hokeju!

Nieco wcześniej, niż się ktokolwiek spodziewał zakończył się sezon w Polskiej Lidze Hokejowej. Jaki był?

Obejrzałem pasjonujące play-offy. Po raz pierwszy w życiu przekonałem się, że na dwadzieścia pare sekund przed końcem III tercji można odrobić stratę dwóch goli, by wygrać w karnych i tak odmienić losy rywalizacji o mistrzostwo kraju (ComArch/Cracovia pokonała 5:4 GKS Tychy).

Play-off pokazał, że nie trzeba włączać nSportu, czy NACN (stacje, które pokazują NHL), by zobaczyć hokej prowadzony w szybkim tempie, z pomysłowymi akcjami. Podczas walki o medale okazało się, że ledwie zmodernizowane hale w Tychach i Krakowie są za małe, by pomieścić wszystkich chętnych.

Kilku rzeczy nie rozumiem jednak. Niby w hokeju nie ma goli samobójczych, a jednak w Polsce są takowe. W wykonaniu organizatorów, a nie hokeistów. "Samobója" strzelił sobie ten, kto wymyślił, że cztery mecze o mistrzostwo Polski, a więc spektakle, na które czeka się cały rok, zostaną rozegrane w ciągu pięciu dni.

W kolano strzeliła sobie Cracovia po zdobyciu mistrzostwa Polski. Najwspanialsza chwila w roku dla krakowskiego hokeja, a tu jakiś zamordysta z zarządu klubu lub jego okolic wymyślił, by po meczu dziennikarzy nie dopuścić do zawodników i trenerów. Słusznie, a nuż któryś rozjuszony żurnalista pobiłby jeszcze takiego Daniela Laszkiewicza i mielibyśmy ambaras! Oniemiałem, gdy dwóch ochroniarzy (jeden dwumetrowiec) wykręciło ręce red. Andrzejowi Stanowskiemu z "Dziennika Polskiego", bo ten ośmielił się przekroczyć o 10 m wyznaczoną strefę. Pomylicie się, jeśli pomyślicie, że red. Stanowiska biegł z bejsbolem na jakiegoś VIP-a. On po prostu chciał poprosić o wywiad prof. Janusza Filipiaka.

W skali kraju hokej medialnie jest już na tyle słaby, że nie może sobie pozwalać na tego typu wpadki.

Półfinały, a także finały pokazały, że wprowadzenie drugiego sędziego głównego nie poprawi ogólnie słabego sędziowania na taflach PLH. Denerwujące jest to, że zazwyczaj arbitrzy "pękają" pod presją wywieraną przez kibiców i hokeistów. Nawet trzech sędziów głównych nie wpłynie na poprawę sędziowania, jeśli będą kiepskimi fachowcami.

W finale style sędziowania były skrajne. Przez szacunek dla rozjemców, nie chcę wymieniać pary, która prowadziła pierwszy mecz. Wolałbym, żeby praca sędziów na polskich taflach wyglądała tak, jak "gwizdany" przez parę Pahucki - Meszyński drugi finał w Krakowie: pełen spokój, do boksu kar odsyłanie wtedy, gdy nastąpiło przewinienie, a nie gdy publiczność, bądź hokeiści z boksu krzyknęli "Eeeej!".

Polski hokej potrzebuje więcej dobrych sędziów. Na razie mamy ich za mało, żeby obsadzić wszystkie mecze tylko jednym arbitrem, więc cóż dopiero mówić o dwóch!

INTERIA.PL

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij
Masz sugestie, uwagi albo widzisz na stronie błąd?Napisz do nas
Dołącz do nas na:
instagram
  • Polecane
  • Dziś w Interii
  • Rekomendacje