Reklama

Reklama

Legendy żużla: Piotr Baron wiecznie czwarty. Największe sukcesy przyszły po zakończeniu kariery, choć trenerem roku został przez pomyłkę

Piotr Baron był jednym z najbardziej pechowych żużlowców w historii. Jego karierę hamowały, a ostatecznie przerwały kontuzje. Miał talent, ale nie zdobył zbyt wielu medali. Często zajmował najgorszą dla sportowca lokatę tuż za podium. Na największe sukcesy musiał czekać do zakończenia kariery i objęcia Fogo Unii Leszno w roli szkoleniowca. Trenerem roku został jednak jeszcze w czasach Betard Sparty Wrocław. Inna sprawa, że wygrał przez pomyłkę Michała Probierza, który pomylił nazwiska i zamiast Pawła Barana wywołał do tablicy Barona.

Jako ośmiolatek jeździł na wuesce, jako szesnastolatek pokonał Golloba

Reklama

Piotr Baron już od najmłodszych lat przejawiał ogromny talent motocyklowy. Jak wspomina twórca strony speedway.hg, już w wieku ośmiu lat dosiadał motocykla WSK o pojemności skokowej 125 centymetrów sześciennych. Jego sąsiadem na toruńskim Kaszczorku był zaś Jan Ząbik, który nakłonił go do dołączenia do szkółki Apatora.

Starty w lidze rozpoczął w sezonie 1990. Należał do tak zwanego "złotego pokolenia" toruńskiego speedwaya - niemalże wraz z nim do żużla wkraczali Tomasz Bajerski, Jacek Krzyżaniak czy Krzysztof Kuczwalski. Już pierwszy rok startów okazał się dla Barona ogromnym sukcesem - zdobył z Apatorem Drużynowe Mistrzostwo Polski i został najlepszym juniorem w plebiscycie Przeglądu Sportowego. Za najważniejszy jego bieg w tamtej kampanii uważa się ostatni wyścig domowego meczu z Polonią Bydgoszcz, w którym nieopierzony nastolatek pokonał Tomasza Golloba.

Kolejny sezon przyniósł pierwszą zmianę barw klubowych Barona. Wraz z trenerem Ząbikiem przeniósł się wówczas do Grudziądza. Starty w najsłabszym z kujawsko-pomorskich klubów nie trwały jednak długo - do sezonu 1992 przystąpił już jako zawodnik Sparty Wrocław.

Wiecznie czwarty i kontuzjowany

Osiem lat startów na Dolnym Śląsku było zdecydowanie najlepszym etapem w karierze Barona. W swoich dwóch pierwszych sezonach, jako osiemnasto- i dziewiętnastolatek zajmował szóste miejsce w finałach IMP. W latach 1993 i 1994 zwyciężał kolejno Brązowy i Srebrny Kask. Wówczas właśnie pojawił się jego największy problem - "wieczne bycie czwartym". Miejsca tuż za podium zajął w finale IMŚJ 1993 w Pardubicach oraz MIMP 1994 w Tarnowie.

Wciąż był szargany najróżniejszymi kontuzjami, które coraz bardziej hamowały jego karierę. Po jednej z nich - złapanej w wyniku wypadku na początku 2000 roku - nie był w stanie wywalczyć sobie z powrotem miejsca w składzie Sparty. Wrócił do Grudziądza. Nigdy jednak nie osiągnął już dawnej dyspozycji. Sezon 2001 spędził w Opolu, by w 2002 wrócić do Wrocławia i tam zakończyć karierę.

Największe sukcesy po zakończeniu kariery

Po odłożeniu kevlaru na kołek nie rozstał się jednak ze środowiskiem. Praktycznie od razu zaczął pełnić funkcję telewizyjnego eksperta. Od 2011 roku pełnił funkcję trenera Betard Sparty Wrocław, z której wywiązywał się bardzo dobrze. Najpierw pomagał wrocławianom w utrzymaniu ligowego bytu, a w 2014 roku w zdobyciu srebrnego medalu DMP. Baron został wówczas wybrany najlepszym szkoleniowcem w lidze. Tajemnicą poliszynela jest, iż wtedy najlepszym trenerem został wybrany Paweł Baran z Unii Tarnów, ale odczytującemu wyniki trenerowi piłkarskiemu Michałowi Probierzowi pomyliły się nazwiska i zamiast Barana wyczytał Barona. Kiedy obierał on nagrodę na telebimie pokazywano Barana fetującego dobre wyniki Unii Tarnów, którą wówczas prowadził. 

Jego przygoda z Wrocławiem zakończyła się po półfinale play-off sezonu 2016. Stadion Olimpijski był wówczas remontowany i Sparta odbywała swoje mecze domowe na poznańskim Golęcinie. Niestety mecz ze Stalą Gorzów zakończył się totalną kompromitacją i porażką 29:49. Barona zastąpił Rafał Dobruki.

Ta z pozoru przykra decyzja otworzyła Baronowi drzwi do największych sukcesów w karierze. Bezpośrednio po odejściu ze Sparty zastąpił Adama Skórnickiego na stanowisku menedżera Fogo Unii Leszno. Byki pod jego wodzą dosłownie zmiatają konkurencję - we wszystkich 5 sezonach pod jego wodzą Unia stawała na najwyższym stopniu podium. Co prawda niektórzy twierdzą, że zespół ze Strzeleckiej to samograj, jednak prawdziwi eksperci zauważają, że właśnie takie zbieraniny gwiazd to największe wyzwanie dla szkoleniowca, który musi utrzymać wszystkich w ryzach i skupić całą drużynę na pracy dla wspólnego dobra.

Zobacz Sport Interia w nowej odsłonie!

Sprawdź!


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama