Reklama

Reklama

Puchar Hopmana. Czy mamy się czym podniecać?

Polska w finale nieoficjalnych mistrzostw świata w tenisie! Na pierwszy rzut oka brzmi bardzo fajnie, ale jak przyjrzymy się, o co tak naprawdę chodzi w rywalizacji o Puchar Hopmana, to mina nam nieco zrzednie. To bardziej zabawa niż walka na całego.

Oficjalnymi drużynowymi mistrzostwami świata jest dla panów Puchar Davisa i Puchar Federacji dla pań. Tam jesteśmy w drugiej lidze światowej. Panowie w walce o baraż o miejsce w Grupie Światowej zebrali we wrześniu poważne lanie od Australijczyków, z kolei siostry Radwańskie i spółka wywalczyły awans do Grupy Światowej II.

W Pucharze Hopmana każdy kraj reprezentuje kobieta i mężczyzna. Po grze singlowej wychodzą oni na kort w grze mieszanej. I to właśnie mikst dostarcza zawodnikom najwięcej frajdy. Światowa czołówka nie ma za bardzo możliwości rywalizacji w tej odmianie tenisa i mecze traktuje bardziej jako zabawę. Turnieje mieszane odbywają się praktycznie tylko na igrzyskach olimpijskich i w Wielkim Szlemie, a wtedy najlepsi są skupieni na grze pojedynczej i ewentualnie deblowej. Wystarczy powiedzieć, że dla Grzegorza Panfila start w Pucharze Hopmana był pierwszym zetknięciem z mikstem, a Agnieszka Radwańska zaliczyła zaledwie kilka spotkań w tej konkurencji. - Oprócz startu w Londynie, miksta grałam dobre parę lat temu i to, jeśli się nie mylę, tylko dwa razy w życiu - powiedziała krakowianka.

Reklama

Do tego wyniki w Pucharze Hopmana nie są zaliczane do rankingów ATP i WTA. Nawet złoty medal wywalczony przez Panfila nie przesunie go w zestawieniu najlepszych tenisistów świata nawet o pozycję. Pomoże jednak "wyrobić" sobie nazwisko. Panfilowi już teraz łatwiej będzie o zaproszenia na bardziej prestiżowe turnieje, a być może nawet dostanie "dziką kartę" i wystąpi w kwalifikacjach do Australian Open. W jego przypadku finanse też mają swoją wagę. W razie wygranej z Francuzami na jego konto wpłynie 150 tysięcy dolarów. To więcej niż zarobił przez całą karierę.

26-letni zawodnik Górnika Bytom to jednak wyjątek, bo w Perth od lat przyjeżdżają najlepsi. W ostatnich dziesięciu latach w finale grały takie tuzy światowego tenisa jak Serena Willimas, Novak Djoković, Andy Murray, Justine Henin, Tommy Robredo, Marat Safin czy Petra Kvitova.

Co ich skłania do wybrania zmagań w Perth zamiast punktowanych zawodów w Dausze, Brisbane czy Auckland? Oczywiście kasa. Choć oficjalnie dla najlepszego miksta przewidziane jest 300 tysięcy dolarów do podziału, to każdy tenisista otrzymuje indywidualnie wynegocjowane startowe. Ile zaproponowano Radwańskiej, Sztepankowi czy Tsondze, nie wiadomo, ale na pewno są to porównywalne kwoty do tych, które mogli otrzymać w punktowanych turniejach. W Brisbane pula nagród wynosi milion dolarów, a w Dausze o 200 tysięcy dolarów więcej.

Kolejnym plusem udziału w Pucharze Hopmana jest lokalizacja. Wiadomo, że najważniejszą styczniową imprezą jest Australian Open w Melbourne. A gdzie można lepiej oswoić się z inną strefą czasową i klimatem, niż na turnieju mniejszej rangi rozgrywanym w tym samym kraju. Jeśli do tego kasa się zgadza, to nie pozostaje nic innego, jak stanąć w szranki o miano nieoficjalnego mistrza świata w mikście.

Puchar swoje imię zawdzięcza Harry’emu Hopmanowi, legendzie australijskiego tenisa. Zmarły przed 29 laty zawodnik był jednym z najwybitniejszych tenisistów w historii. Przed wybuchem II wojny światowej siedem razy zwyciężał w turniejach wielkoszlemowych. Najlepiej radził sobie właśnie w grze mieszanej. Cztery triumfy w Melbourne odniósł, grając w parze ze swoją żoną Neil Hall Hopman. Harry’emu nie było dane doczekać zawodów swojego imienia. Zmarł w 1985 roku, a pierwsze nieoficjalne mistrzostwa świata w mikście odbyły się cztery lata później.

Żywą maskotką turnieju jest jego druga żona, Lucy. To właśnie poruszająca się na wózku inwalidzkim staruszka z burzą siwych włosów wręcza główne nagrody zwycięzcom. Miejscowi kibice szaleją na jej punkcie, nazywając Lucy "Queen of the Cup".

Być może główną nagrodę z rąk "Królowej" odbiorą dziś Agnieszka Radwańska i Grzegorz Panfil. Początek meczu z Francją o godz. 10.30.

Autor: Krzysztof Oliwa

Wasze komentarze
No hate

Wyrażaj emocje pomagając!

Grupa Interia.pl przeciwstawia się niestosownym i nasyconym nienawiścią komentarzom. Nie zgadzamy się także na szerzenie dezinformacji.

Zachęcamy natomiast do dzielenia się dobrem i wspierania akcji „Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy” na rzecz najmłodszych dotkniętych tragedią wojny. Prosimy o przelewy z dopiskiem „Dzieciom Ukrainy” na konto: ().

Możliwe są również płatności online i przekazywanie wsparcia materialnego. Więcej informacji na stronie: Fundacja Polsat Dzieciom Ukrainy.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy