Reklama

Reklama

Nielba Wągrowiec przed trudnym wyzwaniem po awansie do ekstraklasy

Pozyskanie nowych zawodników, ale przede wszystkim większych środków finansowych to nowe i niełatwe wyzwania przed działaczami Nielby Wągrowiec, która po dwuletniej przerwie wróciła do ekstraklasy piłkarzy ręcznych.

Nielba to wizytówka wielkopolskiego szczypiorniaka. W 2009 roku wągrowiczanie po raz pierwszy w historii awansowali do elity, w której występowali przez trzy kolejne sezony. W miniony weekend dość nieoczekiwanie po raz drugi ograli w barażach 10. drużynę ostatniego sezonu ekstraklasy - Piotrkowianina Piotrków Trybunalski.

Reklama

- Nie ukrywam, że liczyliśmy na bezpośredni awans z pierwszego miejsca w I lidze. To się nie udało, ale najważniejsze, że cel postawiony przed sezonem zrealizowaliśmy. Czekaliśmy na ten sukces, bowiem kibice w Wągrowcu przez te kilka lat przyzwyczaili się do ekstraklasy. W pierwszej lidze, mimo że wygrywaliśmy mecz za meczem, nie mogliśmy liczyć na wysoką frekwencję - powiedział wiceprezes ds. piłki ręcznej wągrowieckiego klubu Zbigniew Stanisławski.

Jednym z ojców sukcesu Nielby jest bardzo doświadczony szkoleniowiec Zbigniew Markuszewski, który objął zespół już w trakcie rozgrywek. Poprzedni trener Paweł Noch w październiku ubiegłego roku przyjął ofertę Stali Mielec.

- Ten awans do także zasługa i praca trenera Nocha, ja ją po prostu dokończyłem. Nie ukrywam, że rywalizacja w barażach, najpierw pierwszoligowych (wyeliminowali wcześniej wicemistrza I ligi innej grupy - KSSPR Końskie - PAP), a potem z Piotrkowianinem była bardzo trudna - ocenił Markuszewski, który kilkanaście lat temu z powodzeniem prowadził w ekstraklasie inny wielkopolski zespół - Metalplast Oborniki.

- Nie byliśmy faworytem, a za Piotrkowianinem przemawiało także doświadczenie. Rozegrali sporo spotkań z bardzo mocnymi rywalami. Może zbyt łatwo uwierzyli, że z pierwszoligowcem sobie poradzą. Dlatego nasz awans oceniam w kategoriach wykonania 200 procent normy - dodał.

Szkoleniowiec, który już podpisał kontrakt na kolejny sezon, nie ukrywa, że drużynie przydałyby się wzmocnienia. Jego zdaniem drużyna dysponuje zbyt krótką ławką.

- To, że wygraliśmy i to dwa razy z Piotrkowianinem, nie jest równoznaczne z tym, że obecnym składem dalibyśmy radę utrzymać się w ekstraklasie. Były to tylko dwa mecze i 10 zawodników może zagrać dwa dobre mecze. Ale taka skromna grupa ponad 30 spotkań już nie rozegra. A co by było w przypadku kontuzji? Na szczęście one nas ominęły. Bez względu na to jak się potoczą rozmowy z potencjalnymi sponsorami, na pewno zagramy w ekstraklasie - podkreślił.

Markuszewski przyznał, że nie zamierza jednak robić żadnej rewolucji kadrowej: "Nie oczekuję zbyt wiele, chcę maksymalnie dwóch średniej klasy zawodników, do tego dołączymy kilku utalentowanych juniorów. Jestem realistą i zdaję sobie sprawę, że nie będziemy mieli jakiegoś wielkiego budżetu".

Wiceprezes Nielby zapowiedział już, że większość zawodników, którzy wywalczyli awans, pozostanie na kolejny sezon. Wielu z nich, jak choćby Adrian Konczewski, Łukasz Białaszek, Bartosz Świerad, Michał Tórz czy Paweł Smoliński doskonale pamięta występy na boiskach ekstraklasy. Obecnie klub rozmawia z potencjalnymi sponsorami, ale nie jest to łatwe zadanie. 27-tysięczny Wągrowiec jest najmniejszym ośrodkiem w polskiej ekstraklasie i pozyskanie partnerów do współpracy nie jest łatwe.

- Jesteśmy na etapie poszukiwania środków i szukania sponsorów. Liczymy, że sukces sportowy przełoży się też na sukces organizacyjny. Nie da się ukryć, że koszty utrzymania zespołu w ekstraklasie są dużo wyższe. Oprócz opłat, dochodzą zdecydowanie dalsze wyjazdy. Martwi mnie jedynie, że nasza hala może pomieścić niecałe tysiąc osób. A chętnych na oglądanie Vive Kielce czy Wisły Płock będzie znacznie więcej - podsumował Stanisławski.

Dowiedz się więcej na temat: Nielba Wągrowiec | ME w piłce ręcznej mężczyzn

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje