Reklama

Reklama

Bogusław Kaczmarek: Piłka nożna to nie jest program "Mam Talent"

- Piłka nożna to nie jest program "Mam Talent". Wrodzone predyspozycje to podstawa, ale ważne jest też to, jak utalentowany zawodnik zostaje poprowadzony. Znałem już wiele cudownych dzieci polskiej piłki, które potem przepadały. Kilku z tych zawodników - jak Dawid Janczyk czy Mirosław Pękala - mogło zrobić zawrotne kariery - mówi w rozmowie z Interią były trener m.in. Lechii Gdańsk i asystent Leo Beenhakkera, Bogusław Kaczmarek.

Interia: Sukces w futbolu to dwie składowe - talent i ciężka praca. Który element jest pana zdaniem istotniejszy?  

Reklama

Bogusław Kaczmarek: Piłka nożna to nie jest program telewizyjny "Mam Talent". Nie ma uniwersalnej recepty na sukces. Bez talentu nie będzie wielkiego zawodnika, podobnie nawet największy talent bez odpowiedniego charakteru nie ma szans. 

- To, co kryje się pod słowem "talent", to dla piłkarza przede wszystkim predyspozycje fizyczne. Do tego trzeba jeszcze charakteru i pracowitości. Talent to tylko baza, fundament. Bardzo ważna jest także nadbudowa. 

- Powiem obrazowo: z talentem jest jak z rośliną. Najpierw trzeba dać jej szansę i zasadzić. Potem ukierunkować, podlać, a czasem zasilić nawozem. Jeszcze raz powtórzę: talent to ważna rzecz, ale jeszcze ważniejsze jest to, co się z tym talentem dzieje. 

A zatem nie będzie znakomitego zawodnika bez trenera, który pomoże mu zrealizować potencjał?

- Nie tylko trenerzy, ale też rodzice i menedżerowie prowadzący młodego zawodnika, mają potężny wpływ na jego rozwój. Otoczenie zawodnika odgrywa ogromną rolę w jego sukcesie. Umiejętności czysto piłkarskie są niezbędne, ale równie istotne jest to, żeby spotkać ludzi, którzy będą potrafili pokierować talentem.

- Znałem już wiele cudownych dzieci polskiej piłki, które miały zbawić naszą reprezentację. Niejednokrotnie to były talenty na europejską skalę, ale wiele z nich przepadło, bo zabrakło kogoś, kto potrafiłby ich poprowadzić. 

- Niektórzy - jak Maciek Terlecki - zbyt szybko wyjechali zagranicę. U innych zawiodła psychika. Młodzi kibice nie pamiętają już pewnie Mirosława Pękali, a to był nieprawdopodobny talent. Błyszczał w polskiej lidze, trafił nawet do kadry narodowej. Przegrał jednak z alkoholem i wylądował na piłkarskim śmietniku. Każdy zawodnik to inna historia.

Jaka jest dziś optymalna droga rozwoju dla utalentowanego zawodnika z Polski?

- Obecnie młodzi piłkarze mają dwie możliwości. Mogą zostać w Polsce i poprzez grę w coraz mocniejszych klubach zapewnić sobie transfer zagraniczny - taką drogą poszli m.in. Robert Lewandowski czy Kuba Błaszczykowski. Druga opcja to wyjazd za granicę do akademii mocnego klubu - tę ścieżkę wybrali m.in. Wojciech Szczęsny, który trafił do Arsenalu i Grzegorz Krychowiak, który przeszedł do Bordeaux.

Mieli zbawić polski futbol, ale przepadli. Zmarnowane talenty - kliknij!

Wielu zdolnych Polaków, którzy w młodym wieku trafili do zagranicznych klubów, przepadło. Przykładów zawodników, którzy zmarnowali kariery, jest mnóstwo, ale najbardziej spektakularny był upadek Dawida Janczyka...

- Wielka szkoda, bo to był niezwykle zdolny zawodnik, który szybko się uczył. Podam panu przykład - przed MŚ U20 w Kanadzie Janczyk, który już wtedy był w orbicie zainteresowań Beenhakkera, dostał od Holendra kilka wskazówek dotyczących ustawienia. Szybko zrozumiał swoją rolę w drużynie i na turnieju radził sobie znakomicie.

- Dzisiaj ktoś powie, że to niepoważne porównanie, ale na młodzieżowych MŚ w 2007 roku Janczyk grał podobnie do Sergio Aguero. Polak dawał sygnały, że może być znakomitym zawodnikiem. A potem co? Wyjazd do Rosji, problemy z alkoholem, próba odbudowy kariery w Belgii, a na koniec kompletna klęska. Przykre.

Gwiazdy młodzieżowych reprezentacji często nie potrafią osiągać sukcesów w dorosłej kadrze...

- Rzeczywiście. Wielu młodych-zdolnych chłopaków odchodzi na Zachód, bo wypychają ich tam menedżerowie szukający łatwego zysku. Biorą prowizje, a potem zostawiają piłkarzy na lodzie.

- Z drugiej strony zdarzają się przecież zawodnicy, którzy w młodzieżowej piłce nie zaistnieli, ale potem zrobili piękne kariery. Przykładem może być Jerzy Dudek, który długo byłw prowincjonalnych klubach, a potem grał w Feyenoordzie, Liverpoolu czy Realu Madryt. Podobnie było z Przemysławem Tytoniem. U tych chłopaków decyduje dobra mentalność - takie przekonanie, że chociaż nie byli dostrzegani, to są wartościowymi zawodnikami. Poza tym obaj mieli dobrych doradców, dzięki którym ich kariery nabrały rozpędu.

Interesujące wnioski nasuwa zestawienie składu reprezentacji Polski z MŚ U-20 z 2007 roku z Brazylią, którą wówczas pokonaliśmy 1-0 po bramce Grzegorza Krychowiaka. Okazuje się, że mieliśmy wtedy lepszy zespół, ale to "Canarinhos" mieli wybitne indywidualności (m.in. Marcelo, Willian, David Luiz, Alexandre Pato, Jo).

- Temat jest mi bliski, bo tamtą drużynę prowadził Michał Globisz, z którym od lat jesteśmy przyjaciółmi. Krótko przed rozpoczęciem turnieju nasza "młodzieżówka" miała obóz we Włocławku, na którym byłem obecny wspólnie z Leo Beenhakkerem. To był dobry moment, żeby poznać lepiej tych chłopaków. Byli tam m.in. wspomniany wcześniej Janczyk, ale też Jarosław Fojut, Patryk Małecki czy Łukasz Janoszka. To byli utalentowani chłopcy, ale z różnych względów nie zdołali przebić się na wysoki poziom.

- Z tamtej reprezentacji Polski dzisiaj w mocnych klubach są tylko Krychowiak, Szczęsny i Tytoń. Tymczasem wiele odkryć tamtego turnieju grających w innych reprezentacjach potem zrobiło zawrotne kariery - grali tam przecież Sergio Aguero, Alexandre Pato, Edinson Cavani, Luis Suarez czy Arturo Vidal. Gołym okiem widać zatem, że wielu utalentowanych polskich zawodników ma problem z tym, by przeskoczyć z wieku juniora do dorosłej piłki.

Mieli zbawić polski futbol, ale przepadli. Zmarnowane talenty - kliknij!

Robert Lewandowski długo nie był dostrzegany przez trenerów młodzieżowych reprezentacji, a dzisiaj jest jednym z najlepszych piłkarzy świata. Jak mu się to udało?

- Rewelacyjna mentalność, wysokie umiejętności, a do tego dobry doradca. Powiem panu, że już przed Euro 2008 mówiłem Leo Beenhakkerowi o tym, że "Lewy" - grający wtedy jeszcze w Zniczu Pruszków - to zawodnik gotowy do gry w kadrze.

- Na turniej w Austrii i Szwajcarii nie dostał jeszcze powołania, ale parę tygodni później zadebiutował w reprezentacji. Co było dalej, wiemy doskonale. Najpierw transfer do Lecha Poznań, potem Borussia Dortmund, do której trafił, choć wiem, że miał dużo bardziej atrakcyjne oferty pod względem finansowym z Turcji i Rosji. Miał jednak mądrego mentora w osobie Czarka Kucharskiego i postawił na sportowy rozwój.

Transfer na Zachód to dla wielu utalentowanych polskich zawodników bolesne zderzenie z rzeczywistością. Wielu wraca z podkulonym ogonem do Ekstraklasy. Nie wszystkim udaje się ponownie wyjechać.

- Pobyt w zagranicznym klubie to dla naszych zawodników próba umiejętności sportowych, ale też charakteru. Dla wielu to pierwsza okazja, aby przekonać się, jak naprawdę wygląda profesjonalna piłka.

- Taki Kamil Glik jako nastolatek trafił wspólnie z Krzysztofem Królem do szkółki Realu Madryt, ale obaj równie dobrze mogliby sobie pójść na zakupy do supermarketu Real, bo do drużyny "Królewskich" jest stamtąd równie blisko. Nawet grając w juniorach w Hiszpanii Glik miał okazję zobaczyć poważny futbol. Potem wrócił do Polski, a z Ekstraklasy ponownie odszedł do Włoch, gdzie radzi sobie już znakomicie.

Czy dzisiaj dostrzega pan na polskich boiskach utalentowanych zawodników, którzy mogą zrobić wielkie kariery?

- Trudno jest mi wskazać takich graczy. Niestety, Ekstraklasa nie jest dobrym miejscem dla młodych talentów. Dopóki nie ograniczymy napływu do polskiej ligi chłamu z zagranicy, który blokuje miejsca dla naszych zdolnych chłopaków, to o talenty będzie trudno.

Rozmawiał Bartosz Barnaś

Czytaj także:

Mieli zbawić polski futbol, ale przepadli. Zmarnowane talenty - kliknij!

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje