Reklama

Reklama

Nowy sezon Ekstraklasy bez Michała Żewłakowa, Frankowskiego czy Reissa

Inny regulamin to nie jedyna zmiana w nowym sezonie piłkarskiej ekstraklasy. Kibice nie zobaczą już na ligowych boiskach kilku zawodników, którzy przez lata byli wiodącymi postaciami, m.in. Michała Żewłakowa, Tomasza Frankowskiego czy Piotra Reissa.

37-letni Żewłakow debiutował w rodzimej ekstraklasie prawie 20 lat temu. Później na 13 lat zniknął z krajowych boisk, ale w 2011 roku wrócił. Łącznie rozegrał 123 spotkania, wieńcząc karierę dubletem w barwach Legii Warszawa.

Reklama

- Każdy chciałby kończyć karierę w takich okolicznościach. Zdobyliśmy mistrzostwo i Puchar Polski, a kibice w ostatnim meczu zapewnili niesamowitą oprawę, za co bardzo im dziękuję. Lepszego scenariusza nie mogłem sobie wymarzyć. Jestem spełniony, a nie rozżalony. Nie kończę jako piłkarz anonimowy i to daje mi dużą satysfakcję - powiedział Żewłakow.

Zawodnik nie ma wątpliwości, że podjął właściwą decyzję.

- Czuję, że to jest ten moment. To, co kiedyś mnie cieszyło, czyli codzienna praca, teraz przychodziło mi z coraz większym trudem. Nie da się też ukryć, że przybywa lepszych ode mnie, młodszych zawodników. Zajmą miejsce nie tylko moje, bo na zakończenie kariery zdecydowało się jeszcze kilku piłkarzy mojego pokolenia - dodał.

Porównując warunki, w jakich rozpoczynał i kończył przygodę z futbolem, zwrócił uwagę przede wszystkim na infrastrukturę i... liczbę obcokrajowców.

- Infrastruktura zmieniła się niemal całkowicie. Powstało wiele pięknych stadionów. Teraz jest też znacznie więcej obcokrajowców. Polska liga powoli się rozwija, ale o prawdziwej wartości krajowych rozgrywek świadczą występy drużyn w europejskich pucharach. Mam nadzieję, że Legia zaprezentuje się bardzo dobrze - zaznaczył Żewłakow, który będzie dyrektorem sportowym Legii.

Jeszcze w trakcie ostatniego sezonu umowę z Koroną Kielce zakończył jego brat bliźniak - Marcin. Poszedł jednak inną drogą niż Michał i często udziela się jako ekspert telewizyjny.

W niedzielę po raz ostatni zagrał w meczu ligowym kapitan Jagiellonii Białystok Tomasz Frankowski.

- Trochę żal, że nie zakończyłem zdobyciem bramki, ale ważne, że była asysta, zwycięstwo i trochę radośniejsze wakacje dla nas i dla naszych kibiców. Teraz nieco odpocznę po, tak myślę, nieźle wykonanej pracy, a po wakacjach zastanowię się, co robić w przyszłości - powiedział po spotkaniu z Ruchem Chorzów (1-0).

38-letni piłkarz zdobył w polskiej ekstraklasie aż 168 goli. Nic dziwnego, że przylgnął do niego przydomek "Franek łowca bramek". Lepszy od niego dorobek mają tylko Ernest Pohl (186) i Lucjan Brychczy (182).

To w Jagiellonii Frankowski debiutował w ekstraklasie w 1992 roku, w tym klubie zdobył mistrzostwo Polski juniorów, a później w jego barwach został królem ligowych strzelców, podobnie jak trzykrotnie w Wiśle Kraków, z którą odniósł największe sukcesy. Za granicą występował we Francji, Japonii, Hiszpanii czy USA.

Wielkie pożegnania miały miejsce w niedzielę w Poznaniu, gdzie zakończyli karierę Piotr Reiss i Serb Ivan Djurdjević. Ten pierwszy, nazywany często żywą ikoną Lecha, 20 czerwca skończy 41 lat i jak przyznał, jest to najwyższy czas, by powiesić buty na kołku. Obok Frankowskiego był do tej pory drugim aktywnym wciąż członkiem "Klubu 100", zrzeszającego strzelców co najmniej stu goli w ekstraklasie.

Po swoim ostatnim spotkaniu w ekstraklasie z Koroną Kielce, dziękował fanom "Kolejorza".

- Pamiętam, jak pierwszy raz przyszedłem na ten stadion, trochę inaczej wyglądał, ale wy zawsze tu byliście. Jestem dumny, że wychowałem się w takim mieście, gdzie są wierni kibice - mówił wzruszony wieloletni kapitan zespołu.

Jak podkreślił, decyzja o zakończeniu kariery nie była łatwa.

- Dojrzewałem do tego, a podjąłem decyzję wspólnie z najbliższymi i na pewno już jej nie zmienię. Będzie mi trochę przykro, ale pewien etap w moim życiu się kończy - podkreślił lechita, który łącznie wystąpił w 327 spotkaniach ekstraklasy i zdobył 109 goli. Był m.in. królem strzelców w sezonie 2006/07.

Piłkarz prowadzi Akademię Reissa, która szkoli już nawet czteroletnich adeptów futbolu. Marzy, by w przyszłości któryś z jego wychowanków trafił do Lecha, a może nawet do reprezentacji kraju.

Djurdjević w Lechu grał przez sześć sezonów. Bardzo szybko zyskał sympatię kibiców, być może dlatego, że po kilku miesiącach pobytu w Poznaniu mówił już dobrze po polsku. Pożegnania, jakie zgotowali mu sympatycy wicemistrza kraju, nie miał chyba żaden z obcokrajowców grających na polskich boiskach.

- Ktoś mnie kiedyś spytał, czy miałem udaną karierę? Jeśli grasz w takim klubie jak Lech, na pięknym stadionie, przy takich kibicach, to musi być to wspaniała kariera - przyznał 36-letni Serb, który podczas pobytu w Polsce ukończył szkołę trenerów i posiada licencję UEFA A. W Lechu ma pracować z młodzieżą.

241 meczów w polskiej ekstraklasie rozegrał Serb Aleksandar Vuković. Związany długo z Legią Warszawa wiosną zakończył karierę w barwach kieleckiej Korony. Teraz ma współpracować ze stołecznym klubem.

Przez dwa sezony jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci ligi był jego rodak Danijel Ljuboja. Z Legią rozstał się jednak w mało przyjemnych okolicznościach. Został odsunięty od zespołu po nocnym wypadzie do klubu, gdzie świętował zdobycie Pucharu Polski. Wrócił w ostatniej kolejce, by pożegnać się z kibicami, którzy zgotowali mu owację. Z prezesem Bogusławem Leśnodorskim rozstał się jednak w chłodnej atmosferze.

Nie wiadomo, jaka będzie sportowa przyszłość 35-letniego Kamila Kosowskiego, który w polskiej ekstraklasie rozegrał 222 spotkania.

- Najprawdopodobniej już nie będę grał, ale nie chcę tego mówić dzisiaj, bo jest trochę za szybko, za gorącą mam głowę, żeby składać jakieś deklaracje. Wszystko na to wskazuje, że skończę karierę, ale dajmy sobie jeszcze może tydzień na przemyślenie - zaznaczył w niedzielę Kosowski, po ostatnim występie w barwach "Białej Gwiazdy".

O kontynuowaniu kariery sportowej nie zdecydował też jeszcze inny związany przez wiele lat z Wisłą Kraków piłkarz 36-letni Radosław Sobolewski.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje