Reklama

Reklama

Lotto Ekstraklasa. Nowe transfery, stare problemy

Zimowe okienko transferowe wystartowało niespełna tydzień temu. Kilka klubów Ekstraklasy zdążyło już zakontraktować nowych zawodników. Furorę robi Legia Warszawa, która nie uczy się na swoich błędach i znów pozyskuje zagranicznego piłkarza o niepewnej formie.


Reklama

Lotto Ekstraklasa - sprawdź terminarz, wyniki oraz tabelę!

Latem Legia Warszawa ściągnęła do siebie m.in. Hildeberto, Cristiana Pasquato oraz Armando Sadiku. Albańczyk miał być lekarstwem na kontuzję Miroslava Radovicia, który po odejściu Nemanji Nikolicia występował w ataku stołecznej drużyny.

U Jacka Magiery grywał więcej niż 22-letni Jarosław Niezgoda. Za zaufanie odwdzięczył się... dwoma trafieniami w Ekstraklasie. Za kadencji Romeo Jozaka, usiadł na ławce rezerwowych i nie strzelił już ani jednego gola w lidze. W pierwszym składzie częściej grywał Niezgoda - efekt pięć bramek.

Eduardo jak Ljuboja?

"Wojskowi" nie uczą się jednak na błędach. Zimowe okienko, które ruszyło pełną parą, rozpoczęli od zakontraktowania prawie 35-letniego (!) Eduardo. Brazylijczyk z chorwackim paszportem w przeszłości był wielką gwiazdą. Grał w Szachtarze Donieck i Arsenalu Londyn, błyszczał w reprezentacji Chorwacji. Wszystko 10 lat temu...

Ostatni sezon spędził w rodzinnych stronach. Rozegrał 12 meczów (z czego zaledwie sześć w lidze) i nie strzelił ani jednej bramki. Na koncie ma jedynie asystę - mizernie jak na typową "9" (środkowego napastnika).

Zakontraktowanie Eduardo ma zwolenników, którzy argumentują, że kiedy Legia kupowała Danijela Ljuboję również nie brakowało głosów krytyki. Serb sezon przed transferem na Łazienkowską występował jednak w podstawowym składzie klubu z Ligue 1 (w Nicei rozegrał 30 meczów, w których zdobył pięć bramek i zaliczył asystę).

Kupują obcokrajowców, a sprzedają... Polaków

Na piłkarzu takim jak Eduardo Legia już nie zarobi. Wśród dziesięciu najdrożej sprzedanych w historii zawodników "Wojskowych" nie ma ani jednego piłkarza, który przekroczył "trzydziestkę". Co więcej, poza Vadisem Odjidją-Ofoe (28 lat) i Nemanją Nikoliciem (29 lat), żaden z zawodników nie przekroczył 25. roku życia. 70 procent najdroższych transferów stanowili Polacy - oprócz Vadisa i Nikolicia jedynym obcokrajowcem, który załapał się do czołowej "10" był Ondrej Duda.



Prezesi i dyrektorzy sportowi polskich klubów narzekają, że polscy piłkarze są za drodzy. "Trudno wykupić zawodnika ze słabszego klubu" - powtarzają jak mantrę. Tymczasem najdroższe transfery do Legii stanowią Pasquato, Dominik Nagy, Artur Jędrzejczyk, Ivica Vrdoljak, Thibault Moulin. Z pięciu zawodników - jeden Polak.

"Wojskowi" nie są wyjątkiem. Z dziesięciu lechitów, którzy kosztowali najwięcej znalazło się zaledwie dwóch polskich zawodników - Rafał Murawski i Maciej Gajos. Po stronie najdroższych sprzedaży odwrotnie - obcokrajowców trzech wśród czołowej "10".

Oczywiście, trafiają się i tacy zagraniczni piłkarze, na których kluby zarabiają. Przykładem może być Duda czy Petar Brlek z Wisły Kraków. Tylko, że ci piłkarze nad Wisłę trafili w młodym wieku - Słowak miał 19 lat, a Chorwat 22.

W zimowym okienku transferowym kontrakty z klubami Ekstraklasy podpisało dziewięciu zawodników. Aż siedmiu z nich to obcokrajowcy (pięciu z nich ma 27 lat lub więcej). Ciekawe ilu z nich odejdzie potem z zyskiem...

Kamil Kania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje