Reklama

Reklama

Marcin Krukowski mierzy w rekordowe rzuty... trenując skok o tyczce

Oszczepnik Marcin Krukowski mierzy w tym sezonie w rekordowe rzuty. Dla urozmaicenia na jednym z treningów spróbował swoich sił w... skoku o tyczce. Raczej nie zmieni specjalności, bo z wiarą podchodzi do tego, że będzie w stanie w Tokio w 2021 roku osiągnąć 90 m.

Krukowski rozpoczął kilka dni temu obóz w Centralnym Ośrodku Sportu w Spale. Razem ze swoim trenerem i ojcem w jednej osobie — Michałem Krukowskim — starają się dopracować każdy najdrobniejszy element, bo światowa czołówka w oszczepie jest na bardzo wysokim poziomie.

Reklama

"Chciałbym w tym roku, chociaż w jednym starcie, pokazać, na co naprawdę mnie stać. Celuję w taki mityng, w którym wszystko złoży się w całość i wtedy można myśleć o poprawieniu rekordu Polski i rzucie na odległość ok. 90 metrów. Za wiele tych startów nie będzie, ale słyszymy, że może na przełomie sierpnia i września będzie można zmierzyć się ze światową czołówką" - powiedział Krukowski.

Dotychczas w tym roku startował dwa razy i w obu mityngach przekroczył granicę 80 m. 82,85 uzyskane w Kielcach to wynik niezły, ale jak sam przyznaje najlepszy polski oszczepnik ostatnich lat — sporo jest jeszcze do poprawy.

"Nie mogę się jeszcze poskładać technicznie na najwyższych prędkościach. To jednak przyjdzie. Robimy swoje. Najważniejsze, że jestem zdrowy" - ocenił zawodnik stołecznej Warszawianki.

Dla urozmaicenia w czwartek na treningu w Spale spróbował swoich sił... w skoku o tyczce. To pokłosie małego zakładu z rekordzistą Polski Piotrem Liskiem, który wrzucił kiedyś do mediów społecznościowych jedno z ćwiczeń tyczkarzy.

"Napisałem w komentarzu, że to łatwizna i przedszkole. Lisek odpowiedział, że nie dam rady tego zrobić. Wjechał mi na ambicję, więc musiałem spróbować" - powiedział Krukowski.

W rolę trenera wcielił się wieloboista Paweł Wiesiołek, który w tym roku skoczył o tyczce 5 metrów. Krukowskiemu szło naprawdę nieźle i pokazał, że z jego koordynacją jest bardzo dobrze.

"Nie brakuje mi też odwagi, bo to w tyczce najważniejsza cecha. Pewnie kilka treningów pozwoliłoby mi na skoczenie ponad trzech metrów, ale raczej nie wyżej. A te chłopy skaczą po 6 metrów. To kosmos. Wisieć głową w dół na tej wysokości to nie taka prosta sprawa jak się wydaje. Trzeba mieć stalowe nerwy" - ocenił oszczepnik.

Dodał jednak, że ma nadzieję na rewanż i próbę Liska w rzucie oszczepem, bo przedstawiciele tych dwóch specjalności lekkoatletycznych od lat przekomarzają się, która konkurencja jest trudniejsza.

Lisek skomentował spalskie próby Krukowskiego.

"Na pewno pokazał, że jest bardzo sprawny. To na plus. Wieloboistą mógłby być, ale żeby zostać tyczkarzem trzeba wielu lat treningów. Byłem jednak zaskoczony, bo i salto zrobił bez problemu" - powiedział z uśmiechem Lisek.

Ocenił, że on pewnie rzuciłby oszczepem z 40 metrów, więc także ok. połowy tego, co może zrobić Krukowski, więc w zasadzie jest prawie na remis.

Sam Krukowski przyznał, że zawodu i fachu nie zmienia, bo w oszczepie idzie mu całkiem dobrze.

"W tym roku wychodzi na to, że imprezą docelową będą mistrzostwa Polski we Włocławku. Wystartuję tam, bo mam fajną serię zwycięstw w tych zawodach i chcę ją podtrzymać. Najważniejsze są jednak igrzyska. Oby nie było tak, że z cyklu czteroletniego zrobił się pięcioletni, a zaraz okaże się, że ośmioletni. Wierzę, że tak nie będzie. Nie jestem jednak epidemiologiem, więc nie chcę się w tej kwestii mądrzyć" - podkreślił Krukowski.

Autor: Tomasz Więcławski



Dowiedz się więcej na temat: Marcin Krukowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje