Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne ME: Fala dyskwalifikacji pierwszego dnia rywalizacji

Źle wyprofilowane wiraże to temat numer jeden pierwszego dnia 21. lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Helsinkach. Odczuli to przede wszystkim czterystumetrowcy. W eliminacjach doszło na tym dystansie do sześciu dyskwalifikacji.

"Nie wiem, kto dopuścił ten stadion do zawodów lekkoatletycznych. Gdy wychodzi się na prostą, są trudności z utrzymaniem się na torze. Człowiek bardziej myśli o tym, by nie przekroczyć linii, aniżeli o rywalizacji" - podkreślił brązowy medalista mistrzostw świata z Osaki (2007) Marek Plawgo (Warszawianka), który czasem 50,96 dostał się do półfinału 400 m przez płotki.

Reklama

Nie narzeka za to jego koleżanka Tina Matusińska (AZS AWF Katowice). "Jestem niska, a taki profil jest dla mnie idealny. Nie muszę walczyć z bieżnią, dlatego mam nadzieję na bardzo dobry wynik. Jednak jeśli sędziowie będą nadal tak restrykcyjni to może dojść do sytuacji, że niepotrzebne będą półfinały, bo wszyscy zostaną wykluczeni" - zaznaczyła.

Najtrudniej pierwszego dnia mieli czterystumetrowcy. Nie wszyscy potrafili poradzić sobie ze specyficznym wyjściem z wirażu. Z 38 startujących zdyskwalifikowano sześciu, w tym dwóch, którzy wygrywali swoje serie.

"Nie przypominam sobie takiej sytuacji. Oczywiście jest bardzo trudno, ale nie można również przesadzać. W hali jest jeszcze gorzej, a wszyscy biegają i nikt nie narzeka. Jak ktoś jest dobrze przygotowany i skoncentrowany, to nie ma problemu. Najtrudniej będą miały sztafety 4x100 metrów" - uważa Marcin Marciniszyn (WKS Śląsk Wrocław).

Najbardziej odczuli to Polacy, którzy startowali na pierwszym torze. Piotr Wiaderek (AZS AWFiS Gdańsk) z trudem dostał się do półfinału, a Szymon Krawczyk (AZS AWF Wrocław) został zdyskwalifikowany.

"Nie walczyłem z przeciwnikami, a z torem. Rzucało mną strasznie i bałem się, że popełnię gdzieś błąd" - przyznał.

Takie wiraże to wyzwanie przede wszystkim dla sprinterów, którzy zgłoszą się na 200 m. Z tego względu wycofał się obrońca tytułu Francuz Christophe Lemaitre.

"Nie pamiętam na stadionie tylu dyskwalifikacji. Zdarzało się to natomiast w zawodach w hali. Chociażby w mistrzostwach Europy w Sztokholmie, ale kłopot dotyczył wówczas 200 metrów. Wydaje mi się, że problem polegał przy wejściu na wiraż. Zawodnicy bali się, że w późniejszej fazie biegu wypadną z toru i już na początku go przekraczali" - powiedział sędzia międzynarodowy IAAF Janusz Rozum.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje