Reklama

Reklama

Marcin Stefański: Wtorkowy mecz będzie kluczowy

W półfinale play-off koszykarze Stelmetu Zielona Góra remisują z Treflem 1-1 a kolejne dwa spotkania odbędą się w Sopocie. - O czwartkowym meczu nie myślimy, bo to wtorkowa konfrontacja będzie kluczowa dla tej rywalizacji - powiedział skrzydłowy Trefla Marcin Stefański.

W półfinale play-off koszykarze Stelmetu Zielona Góra remisują z Treflem 1-1 a kolejne dwa spotkania odbędą się w Sopocie. - O czwartkowym meczu nie myślimy, bo to wtorkowa konfrontacja będzie kluczowa dla tej rywalizacji - powiedział skrzydłowy Trefla Marcin Stefański.

- W czwartek wszystko może się zakończyć, ale tak daleko nie wybiegamy myślami w przyszłość. Na razie koncentrujemy się na wtorkowym spotkaniu, bo moim zdaniem to będzie kluczowy mecz dla naszej rywalizacji. Walczymy o zwycięstwo, ale zdajemy sobie sprawę, że czeka nas niezwykle trudne zadanie, bo Stelmet to bardzo silna drużyna. My jednak gramy bez presji i jestem dobrej myśli - dodał Stefański.

W pierwszym spotkaniu obrońcy mistrzowskiego tytułu triumfowali 79:75, ale w drugim meczu lepsi 73:67 okazali się goście. W dodatku sopocianie musieli sobie radzić w tej konfrontacji bez podstawowego rozgrywającego Sarunasa Vasiliauskasa.

Reklama

- W wielu meczach Sarunas pokazał, że jest nie tylko bardzo dobrym rozgrywającym, ale również groźnym strzelcem z dystansu. Udało nam się jednak wyrwać zielonogórzanom zwycięstwo i teoretycznie we wtorek powinno być nam łatwiej o kolejny sukces, bo Vasiliauskas wraca po kontuzji do składu - przyznał.

Według Stefańskiego bohaterem ostatniego spotkania w Zielonej Górze był drugi rozgrywający Lance Jeter, który samodzielnie musiał odpowiadać za prowadzenie gry Trefla.

- Mam dla niego wielkie słowa uznania. Lance nie tylko rozgrywał i napędzał nasz szybki atak, ale walczył i zebrał aż 11 piłek, a jego energia i zaangażowanie udzieliły się pozostałych zawodnikom. Spudłował co prawda sporo rzutów, ale bardzo często był przez rywali podwajany, dzięki czemu łatwiej mieli pozostali nasi koszykarze - zauważył.

Pomimo remisu 1-1 i przewagi własnego parkietu 31-letni sopocianin nadal uważa, że faworytem półfinałowej rywalizacji są zielonogórzanie.

- Stelmet to znakomita drużyna, która chyba nie potrafi wykorzystać drzemiącego w niej potencjału. Coś może być z tą ekipą nie tak, ale nie wiem co, bo nie jestem wewnątrz tego zespołu. Wiem natomiast, że atmosfera w Treflu jest świetna, a właśnie dzięki niej oraz walce i zaangażowaniu można bardzo wiele osiągnąć i pokonać teoretycznie silniejszych rywali - ocenił.

Jako przykład podaje ostatni turniej Final Four koszykarzy w Mediolanie, który niespodziewanie zakończył się w niedzielę triumfem Maccabi Electra Tel Awiw.

- Na ten zespół chyba nikt nie stawiał, ale dzięki determinacji, ambicji, walce i chemii osiągnął niesamowity sukces. Widać było, że w tej drużynie wszyscy grają razem, zawodnicy na parkiecie i ławce oraz trenerzy. W półfinale Maccabi przegrywało w 30. minucie z CSKA Moskwa różnicą aż 15 punktów, jednak zdołało wygrać mecz. Śmialiśmy się, że koszykarze z Tel Awiwu musieli oglądać nasze spotkanie z Czarnymi, w którym w 34. minucie słupszczanie wygrywali 18 punktami, ale i tak zeszli z boiska pokonani. To również kolejny przykład, że w koszykówce trzeba być czujnym przez 40 minut, bo krótka drzemka może drogo kosztować - podsumował Stefański.

Reklama

Reklama

Reklama