Reklama

Reklama

  • 1 .Lech Poznań (18 pkt.)
  • 2 .Lechia Gdańsk (16 pkt.)
  • 3 .Śląsk Wrocław (14 pkt.)
  • 4 .Pogoń Szczecin (13 pkt.)
  • 5 .Jagiellonia Białystok (12 pkt.)
  • 6 .Zagłębie Lubin (12 pkt.)
  • 7 .Raków Częstochowa (11 pkt.)
  • 8 .Wisła Kraków (11 pkt.)

Raków - Arka Gdynia. Zwrot akcji w finale Fortuna Pucharu Polski

Selekcjoner Paulo Sousa tuż za Zbigniewem Bońkiem, a za nimi prawdopodobny następca prezesa PZPN-u Cezary Kulesza nie nudzili się na Arenie Lublin. Arka była bliska sprawienia sensacji, powtórki historii z 1979 r., gdy również w Lublinie sięgnęła po swój pierwszy Puchar Polski, ale ostatecznie, po wspaniałym finiszu, trofeum, a wraz z nim pięć milionów złotych, trafiło po raz pierwszy do Rakowa. Jego trener Marek Papszun w końcówce wyjął asa z rękawa – Davida Tijanicia, który wypracował bramę na 1-1 i strzelił zwycięską.

Trener gości Dariusz Marzec chciał zaskoczyć faworyta z PKO Ekstraklasy ofensywnym usposobieniem zespołu w pierwszych minutach. Animuszu Arce starczyło na 10 minut, w trakcie których udało się stworzyć jedną okazję - Mateusz Żebrowski posłał piłkę obok bramki.

Później pilota do kontroli tego meczu przejął Raków, ale długo nie mógł znaleźć guzika "sytuacje bramkowe". Atak pozycyjny nie należy do atutów ekipy Marka Papszuna, zwłaszcza wobec zagęszczenia pola karnego przez gdynian.

Znacznie lepiej wychodził częstochowianom szybki atak. Po tym Frana Tudora Marcin Cebula kopnął minimalnie obok słupka (21. min).

Reklama

Trener Papszun namawiał do większej aktywności napastnika Vadislavla Gutkovskisa. "Gutkis rób coś!" - krzyknął, gdy ten nie wyszedł do podania Iviego Lopeza. Choć Arka zainstalowała na Arenie Lublin dwa kibicowskie "młyny", podpowiedzi obu trenerów były dobrze słyszalne.

Arka nie miała armat, waliła głową w mur. Wrzutka Fabiana Hiszpańskiego w kierunku Macieja Rosołka, otoczonego czterema i to wyższymi o głowę rywalami, była klasycznym marzeniem ściętej głowy. Pierwszoligowcy sami ograniczyli sobie potencjał, zostawiając w domu jednego z najlepszych skrzydłowych Mateusza Młyńskiego, w zemście za to, że w styczniu podpisał obowiązujący od lipca kontrakt z Wisłą Kraków. Pikanterii sprawie dodaje fakt, że trener Arki Dariusz Marzec to przecież wiślak z krwi i kości, a wobec decyzji władz klubu nawet on jest bezradny - Młyński nie może być traktowany jak pełnoprawny zawodnik pierwszego zespołu i basta!

Podobny akt zemsty, za odmowę prolongaty umowy z Cracovią, przeżył bohater ubiegłorocznego finału Pucharu Polski Mateusz Wdowiak. W Rakowie odbudowuje swą pozycję. Na razie wystarcza na pozycję mocnego rezerwowego.

W 56. min Ivi Lopez rozprowadził akcję na prawo do Tudora, ten idealnie dograł do Patryka Kuna, którego strzał z 15 obronił Kacper Krzepisz. Za moment sensacyjnie prowadzenie objęła Arka. Hiszpański zauważył nadciągającego lewą flanką Mateusza Żebrowskiego, który centrostrzałem ulokował piłkę w siatce! Wychowanek Korony Ostrołęka podawał w kierunku dalszego słupka, jednak przy silnie wiejącym wietrze piłka wpadła pod poprzeczkę ku zaskoczeniu Dominika Holca!

Raków zepchnął Arkę w pole karne, ale gdynianie bronili się ofiarnie. Po dwóch-trzech rzucali się na murawę, by blokować strzały. Arka potrafiła się też utrzymywać przy piłce i to na połowie rywala

Trener Papszun wykazał się szczęśliwą ręką. Wprowadził Davida Tijanicia i ten tuż po wejściu wykorzystał stratę Rosołka, by dośrodkować w pole karne, a tam Ivi Lopez huknięciem z woleja w górny róg zapalił światło nadziei w obozie Rakowa!

Jakby tego było mało w doliczonym czasie do II połowy Tijanić zapewnił zwycięstwo częstochowianom. Ivi Lopez zainicjował kontratak, artystycznie, zewnętrzną częścią buta podał w pole karne do Kuna, który mógł strzelać, bo był sam przed bramkarzem, ale oddał do Słoweńca, który miał przed sobą tylko pustą siatkę!

Sędzia Paweł Gil doliczył pięć minut, ale Arka nie była w stanie wyrównać. Po meczu cieszyli się piłkarze Rakowa i "młyn" ich kibiców, który dotarł na Arenę Lublin dopiero po 60 minutach  gry. Jego doping z pewnością pomógł. Mieliśmy namiastkę normalności w czasach pandemii.

Finał Fortuna Pucharu Polski

Raków Częstochowa - Arka Gdynia 2-1 (0-0)

Bramki: 0-1 Żebrowski (57. Z podania Hiszpańskiego), 1-1 Ivi Lopez (81. Z podania Tijanicia), 2-1 David Tijanić (90. z podania Kuna)

Raków: Dominik Holec - Kamil Piątkowski, Andrzej Niewulis, Zoran Arsenić (82. Petr Schwarz) - Fran Tudor, Ben Lederman (85. Daniel Szelągowski), Igor Sapała (46. Marko Poletanović), Marcin Cebula (80. Tijanić), Ivan Lopez, Patryk Kun - Vladislavs Gutkovskis (68. Jakub Arak).

Arka: Kacper Krzepisz - Arkadiusz Kasperkiewicz, Michał Marcjanik, Haris Memić, Luis Valcarce (58. Kacper Skóra) - Adam Danch, Adam Deja, Fabian Hiszpański (58. Artur Siemaszko), Juliusz Letniowski (46. Marcus da Silva), Mateusz Żebrowski (80. Paweł Sasin) - Maciej Rosołek.

Sędziował Paweł Gil z Warszawy.

Żółte kartki: Kasperkiewicz, Marcus da Silva.

Z Areny Lublin Michał Białoński, Maciej Słomiński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje