Reklama

Reklama

Francesco Pianeta po najtrudniejszej walce życia

Wczoraj w Berlinie odbyła się konferencja prasowa z udziałem Francesco Pianety (20-0-1, 12 KO), podczas której pięściarz opowiadał o ciężkiej walce jaką od miesięcy toczy z nowotworem złośliwym jąder.

- Nigdy nie zapomnę dnia 22 lutego - zwierzył się Pianeta. ? Poczułem, że z moim ciałem jest coś nie tak. Zasłabłem. Trener umieścił mnie natychmiast w szpitalu. Kolejne diagnozy lekarzy były dla mnie niebywałym szokiem. Usłyszałem, że mam raka jąder. Kiedy mając 25 lat słyszysz taką informację, cały świat wali się w gruzy. Strasznie płakałem - wspomina dalej Francesco.

Fatalna wiadomość dotarła do trenera Ulli Wegnera, który akurat przebywał w San Francisco:

- Ta wiadomość była jak cios. Poradziłem Francesco natychmiast poddać się operacji - powiedział Wegner.

Reklama

Sześć dni później Pianeta znalazł się na stole operacyjnym. Nowotwór znajdujący się po lewej stronie jądra został usunięty.

- Teraz jestem tylko w połowie człowiekiem - to pierwsza myśl jaka przyszła Francesco po operacji. - Chciałem zachować wszystko w tajemnicy. Powiedziałem, że mam przepuklinę pachwinową. Przykro mi, że skłamałem - ale po prostu nie chciałem dodatkowo stresować rodziny (żona Concetta, syn Luciano, Alessio, matka Assonta). Po pierwszej chemioterapii zmieniłem zdanie, przekazując moim bliskim całą prawdę o moim stanie zdrowia. Nigdy nie zapomnę widoku mojej matki, czytającej dokumentację medyczną - kontynuował Pianeta.

Po chemioterapii waga pięściarza gwałtownie wzrosła ze 112 do 130 kg. Francesco - jak twierdzi - odczuwał słabość, nudności, obrzęk twarzy i gardła. Począwszy od 11 maja znowu rozpoczął zajęcia na sali treningowej

- W zwycięstwie nad rakiem bardzo pomogli mi ludzie z grupy Sauerland Event i książki Lance`a Armstronga. Dzisiaj patrzę już na życie przez zupełnie inny pryzmat niz pół roku temu - zakończył były rywal Alberta Sosnowskiego.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje