Reklama

Reklama

Sukcesy Justyny Kowalczyk

Lubi książki, nie ma czasu na kino, mówi o sobie, że jest leniwa, ale uchodzi za tytana pracy. Justyna Kowalczyk ma 27 lat i w środę zdobyła swój drugi olimpijski medal. W Whistler była druga w narciarskim sprincie na 1,4 km techniką klasyczną i trzecia w biegu łączonym 2x7,5 km.

Zawodniczka AZS AWF Katowice już raz zasmakowała olimpijskiego sukcesu. Cztery lata temu w Turynie na najniższym stopniu podium stanęła w ostatniej konkurencji - biegu na 30 km stylem dowolnym ze startu wspólnego.

Reklama

Przed wyjazdem do Vancouver apetyty były większe. Do Kanady poleciała jako liderka Pucharu Świata i zwyciężczyni prestiżowego cyklu Tour de Ski. Oliwy do ognia dolewa jeszcze jej trener Aleksander Wierietielny, który mimo kolejnych zwycięstw powtarzał, że jego podopieczna nie jest jeszcze w najwyższej formie.

W inauguracyjnym występie na trasach w Whistler zajęła piąte miejsce w biegu na 10 km techniką dowolną. Tłumaczyła, że nie jej styl i nie jej dystans. Potraktowała rezultat jako dobry prognostyk na kolejne konkurencje, choć niektórzy nieśmiało wysuwali obawy co do jej dyspozycji.

Jednak Kowalczyk i jej trener słowa dotrzymali. W środowym sprincie przegrała tylko z Norweżką Marit Bjoergen.

Jej przygoda z "nartkami" - jak sama je nazywa - rozpoczęła się dosyć późno, bo w wieku 15 lat. Podkreślała wielokrotnie, że nie wie jak do tego doszło, bo przecież straszny z niej zmarzluch.

- Ciągle było jednak lepiej i lepiej. To chyba pozwoliło mi je pokochać. Teraz nawet jak mam wolny dzień to często mówię do trenera, że idę sobie pochodzić na nartach. Nie wyobrażam sobie bez nich życia - powiedziała.

Jej dzieciństwo i początek kariery to dwa różne okresy. Jako dziecko nie uprawiała wyczynowo sportu, jednak wyróżniała się w ćwiczeniach fizycznych. Długo nie chciała słuchać, by zająć się tym na poważnie. Przeciwniczką była także jej matka, która marzyła o tym, by córka studiowała medycynę.

- Zacząłem jej uświadamiać, że Justyna ma wielki talent i może w sporcie wiele zdziałać. W końcu postanowiła, że jak córka zostanie mistrzynią Polski młodzików, to wówczas pójdzie do szkoły sportowej - wspominał pierwszy trener Kowalczyk Stanisław Mrowca.

Przygotował specjalny plan treningów, ale w klubie w Mszanie Dolnej brakowało pieniędzy i w końcu trafiła do szkoły sportowej w Zakopanem. Dość szybko zdobyła tytuł mistrzyni Polski juniorów, później seniorów i tak rozpoczęła się jej kariera.

Z perspektywy czasu oceniła, że cieszy się, iż miała normalne dzieciństwo i dopiero w wieku 15 lat zajęła się sportem. - Zostałam wszechstronnie przygotowana przez wuefistów, a siłę zdobyłam pomagając rodzicom na roli. Na pewno to pomogło - uważa.

W 1999 roku rozpoczęła współpracę z trenerem Aleksandrem Wierietielnym. Szkoleniowcem, który wcześniej zajmował się biathlonistą Tomaszem Sikorą.

9 grudnia 2001 roku zadebiutowała w zawodach Pucharu Świata. We włoskiej miejscowości Cogne w sprincie stylem dowolnym zajęła 64. miejsce. Pierwsze punkty w PŚ zdobyła dziesięć dni później - także w sprincie, ale techniką klasyczną, sklasyfikowano ją na 30. pozycji.

Na podium po raz pierwszy wbiegła 7 stycznia 2006 roku. W estońskiej Otepaeae była trzecia na 10 km techniką klasyczną. Sezon zakończyła na 13. miejscu w klasyfikacji generalnej, ale rok 2006 zapisał się w historii innym ważnym wydarzeniem - 24 lutego sięgnęła w Turynie po brąz igrzysk olimpijskich.

Otepaeae okazało się szczęśliwym miejscem dla Kowalczyk. Niespełna rok później - 27 stycznia wygrała jako pierwsza w historii Polka zawody narciarskiego Pucharu Świata. Była nie do pokonania na dystansie 10 km stylem klasycznym.

Kolejny historyczny krok miał miejsce w sezonie 2007/08, który zakończyła na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej. To był tylko przedsmak tego, co czekało kibiców w kolejnych jej startach.

W lutym 2009 roku szczęśliwy dla niej okazał się Liberec. W Czechach rywalizację w mistrzostwach świata rozpoczęła od trzeciego miejsca na 10 km techniką klasyczną. W biegu łączonym i na 30 km stylem dowolnym była już nie do pokonania. Ukoronowaniem była rywalizacja w Pucharze Świata. Została pierwszą w historii narciarką klasyczną, która wygrała klasyfikację łączną PŚ, pochodzącą z kraju, który nigdy nie organizował zawodów tego cyklu.

Na pytanie, do którego z dotychczasowych medali przywiązała się najbardziej, szybko odpowiada, że nie można robić rankingu. - To jest jak z matką, która ma dziesięć dzieci i każde kocha jednakowo.

Sezon 2009/10 to pasmo sukcesów, a finałem mają być igrzyska w Vancouver. Nazwisko Kowalczyk zaczęto kojarzyć jedynie ze zwycięstwami, a oczy całego świata zwrócone są w jej kierunku. Sama niechętnie mówi o olimpijskich nadziejach, ale podkreśla, że będzie szczęśliwa, jeśli z Kanady przywiezie choć jeden krążek - bez znaczenia jakiego koloru.

Gdy wszystkim wydaje się, że jest zawodniczką nie do zdarcia, sama przyznała się do chwil słabości.

- Nie jestem żadną maszyną, tylko zwykłym człowiekiem. Czasami nie chce mi się wstać rano z łóżka. Zwłaszcza gdy w perspektywie mam ciężki trening. Wtedy jednak sobie powtarzam, że to, czy mi się chce, czy nie, jest najmniej ważne, bo ja to po prostu muszę zrobić i tyle - powiedziała w jednym z wywiadów.

O jej ambicji, zawziętości, harcie ducha nie trzeba nikogo przekonywać. W treningach jest bardzo systematyczna i jak powiedział Wierierietielny "robi tyle, ile potrafią wykonać mężczyźni".

Kowalczyk szybko ripostuje, że "to jest normalna praca". - Wykonuję ją jak najlepiej potrafię. Gdy zaczynałam miałam duże zaległości - fizyczne, taktyczne, techniczne. Uczyłam się i nadal się uczę biegać na nartach. Każdy krok, minuta, a nawet sekunda jest koncentracją na tym, co się wykonuje. Staram się tak układać swoje ciało, by jak najlepiej wykonać ćwiczenie. Człowiek ma to w sobie, że chce być lepszy i lepszy. Tyle już poświęcił, że przecież nie może nie wyjść - podkreśliła.

Biegi narciarskie nadal kojarzą jej się przede wszystkim z bólem. - On jest wszędzie. Boli całe ciało. Czasem nawet płuca palą. Nasza praca polega jednak na tym, by umieć z tym walczyć. Wygrywa ten, kto potrafi ten ból lepiej znieść i którego głowa potrafi oszukać ciało - powiedziała.

Także kolejny start w Kanadzie przyniósł Justynie medal. Polak do ostatnich metrów walczyła o podium i uplasowała się na trzecim miejscu w biegu łączonym (2x7,5 km techniką klasyczną i dowolną). Kowalczyk na igrzyskach czeka jeszcze bieg na 30 km techniką klasyczną oraz w sztafecie 4x5 km.

Justyna Kowalczyk - sportowa sylwetka

data urodzenia: 23.01.1983, Limanowa

wzrost/waga: 173/50

klub: AZS AWF Katowice

trener: Aleksander Wierietielny

Osiągnięcia sportowe:

ZIO 2006 (Turyn): 3. miejsce - 30 km tech. dow.

8. miejsce - 15 km (7,5 km + 7,5 km)

44. miejsce - sprint tech. dow.

nie ukończyła - 10 km tech. klas.

ZIO 2010 (Vancouver):

2. miejsce - sprint na 1,4 km tech. klasyczną

3. miejsce - bieg łączony 2x7,5 km

5. miejsce - 10 km techniką dowolną

MŚ 2003 (Val di Fiemme): 48. miejsce - 10 km tech. dow.

31. miejsce - sprint

MŚ 2005 (Oberstdorf): 9. miejsce - 10 km tech. dow.

13. miejsce - 15 km (7,5 km + 7,5 km)

12. miejsce - sprint

4. miejsce - 30 km tech. klas.

MŚ 2007 (Sapporo): 17. miejsce - sprint

9. miejsce - 15 km (7,5 km + 7,5 km)

18. miejsce - 10 km tech. dow.

30 km - nie ukończyła

MŚ 2009 (Liberec): 1. miejsce - 15 km (7,5 km + 7,5 km)

1. miejsce - 30 km tech. dow.

3. miejsce - 10 km tech. klas.

6. miejsce - sztafeta 4 x 5 km

Puchar Świata:

debiut - 9.12.2001 (Cogne, 64. miejsce, sprint)

pierwwsze punkty w PŚ - 19.12.2001 (Astiago, 30. m, sprint)

pierwsze podium w PŚ - 7.01.2006 (Otepaa, 3. m, 10 km klas.)

pierwsze zwycięstwo w PŚ - 27.01.2007 (Otepaa, 10 km klas.)

ilość zwycięstw - 12

PŚ 2007/2008: 3 m. w klas. generalnej

2007/2008: 3 m. w klas dystansów

2008/2009: 1 m. w klas. generalnej

mała Kryształowa Kula (za dystanse)

Tour de Ski 2006/07 - 11. miejsce

2007/08 - 7. miejsce

2008/09 - 4. miejsce

2009/10 - 1. miejsce

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje