Reklama

Reklama

Pandemia koronawirusa. Cierpienie w Wielkiej Brytanii mogły nasilić wydarzenia sportowe

Kiedy Europa zgodnie reagowała na stopniowy rozwój pandemii koronawirusa, w Wielkiej Brytanii wydawało się, że życie niewiele się zmieniło. Sport na naszym podwórku już zamarł, a na Wyspach wciąż odbywały się kilkutysięczne biegi masowe. Zdaniem eksperta, ostatnie większe wydarzenia sportowe mogły mocno odbić się w statystykach zachorowań na koronawirusa.

Powoli myśli sportowców skierowane są w stronę powrotu do normalności. Otwierane obiekty sportowe oraz możliwość treningów w grupie napawają optymizmem przedstawicieli różnych dyscyplin, którzy byli zmuszeni zmodyfikować swoje treningi lub całkowicie porzucić plan z uwagi na brak możliwości jego realizacji.

Reklama

W marcu, kiedy Europa zaczęła zamykać się w domach, w Wielkiej Brytanii wciąż funkcjonowały między innymi siłownie, nie mówiąc już o organizacji imprez masowych. Zdaniem brytyjskiego naukowca, który na bieżąco pochyla się nad badaniami dotyczącymi koronawirusa, dwa główne wydarzenia sportowe, które odbyły się w marcu, "spowodowały wzrost cierpienia i śmierci".

Mowa o festiwalu wyścigów konnych w Cheltenham, na który przybyło 250 tysięcy osób, a także o meczu Liverpoolu z Atletico Madryt.

Zdaniem profesora Tima Spectora, odsetek przypadków wzrósł nawet kilka razy. Wyniki zostały ustalone na podstawie danych zebranych przez wolontariuszy.

Kiedy rząd brytyjski wzywał do niezaprzestawania prowadzenia swojej normalnej działalności, profesor z King's College London stwierdził, że ta decyzja prawdopodobnie będzie czynnikiem sprawczym przedwczesnej śmierci ludzi.

Dowiedz się więcej na temat: koronawirus | Wielka Brytania

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje