Reklama

Reklama

Błaszczyk: Klątwa He Zhiwena nie działa

- Narodziny drugiego syna dodały mi dodatkowej energii - zapewnił utytułowany tenisista stołowy Lucjan Błaszczyk. Jego zespół ZKS Palmiarnia Zielona Góra w hicie superligi wygrał z broniącym tytułu Dartomem Bogorią Grodzisk Mazowiecki 3:1.

We wtorkowy wieczór Błaszczyk, który w tym sezonie spisywał się średnio, pokonał uznawanego za jeden z największych talentów w krajowym ping-pongu Roberta Florasa oraz czołowego europejskiego zawodnika, choć urodzonego w Chinach, He Zhiwena. Reprezentant Hiszpanii niespodziewanie uległ też Danielowi Bąkowi.

Reklama

- Ostatni raz rywalizowałem z He Zhiwenem na olimpiadzie w Atenach, a więc blisko dziewięć lat temu. Wygrałem z nim po siedmiu setach, choć wcześniej trzykrotnie przegrywałem, m.in. w mistrzostwach świata i kontynentu. Najważniejsze, że okazałem się lepszy w najważniejszym pojedynku z nim w karierze. Wczoraj zaś zdominowałem doświadczonego rywala, kiedyś notowanego wysoko na listach światowych.

- Do tego dobraliśmy też dobrą taktykę Bąkowi, ale szczegółów nie będę zdradzał. Klątwa He Zhiwena nie działa - powiedział 38-letni Błaszczyk.

W niedalekiej przeszłości z 50-letnim dziś He Zhiwenem nie potrafił zwyciężyć żaden z polskich zawodników. Najczęściej w roli przegranego od stołu odchodził Jakub Kosowski.

Wielokrotny medalista ME wyjaśnił, że "dodatkowej energii" dodały mu narodziny dziecka. - W piątek 15 marca o godz. 17 na świat przyszedł mój drugi syn - Kuba Błaszczyk. Starszy z chłopców Maciek ma trzy lata, kilka rakietek w kolekcji i już próbuje odbijać. Kiedyś stworzą niezły debel. W ogóle ostatnie dni mam bardzo udane, bowiem wreszcie wprowadziłem się do nowego domu. Teraz będę miał czas więcej trenować. Oczywiście już nie dwa razy dziennie, jak kiedyś, bo nie mam tyle siły, ale z pewnością dwie godziny każdego dnia spędzę w hali. Mam ogromną motywację - dodał.

Palmiarnia w poprzednim sezonie wywalczyła wicemistrzostwo Polski. W obecnych rozgrywkach Superligi Wschodzący Białystok zdarzały się jej się "wpadki" w postaci porażek z niżej notowanymi drużynami z Torunia i Gorzowa Wielkopolskiego. Wygrywała za to z Dartomem Bogorią i liderującą Olimpią-Unią Grudziądz.

- W Drzonkowie koło Zielonej Góry spokojnie pieczemy małe bułeczki. Jeśli mamy dobry dzień, stać nas na wygrywanie ze wszystkimi w mocnej lidze. Polska superliga zalicza się absolutnie do najlepszych w Europie, razem z niemiecką, francuską i rosyjską. My gramy polskim składem, bo nie stać nas na obcokrajowców. I uważam, że znacznie lepszym rozwiązaniem jest inwestowanie w polskich tenisistów i trenerów, niż zatrudnienie średniej klasy zagranicznych pingpongistów na tzw. dojazd. W ten sposób nie da się zbudować silnego tenisa stołowego - ocenił Błaszczyk.

Zwrócił jeszcze uwagę na kwestie regulaminowe w play off. - W decydującej fazie Dartom Bogoria będzie mógł skorzystać z reprezentanta Hongkongu Jiang Tianyia, mimo że nie zagrał w żadnym spotkaniu rundy zasadniczej. W Niemczech, gdzie występowałem przez kilkanaście lat, do gry o medale dopuszczani byli pingpongiści, którzy zagrali w co najmniej połowie meczów w sezonie regularnym. To najlepsze wyjście - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: tenis stołowy | Lucjan Błaszczyk

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje