Reklama

Reklama

Żużel. PGE Ekstraliga. Wystrzelali się z Lamparta, a potem nie mieli kim jechać. Motor znów z błędami taktycznymi

Niewiele brakowało, aby na skutek konieczności wystawienia w 14. biegu słabego w niedzielę Jarosława Hampela, Motor Lublin przegrał mecz w Toruniu. Goście bowiem już wcześniej wykorzystali wszystkie starty bardzo szybkiego Wiktora Lamparta, a taki zawodnik na decydujące momenty byłby idealny. To kolejne ostrzeżenie dla Motoru, bo błędy taktyczne w tym zespole zdarzają się trochę za często.

Wiktor Lampart najpierw zastąpił Jarosława Hampela, który miał na koncie dwa zera. Co prawda jechał w kontakcie, a punktowane pozycje tracił na dystansie, ale co z tego. Pożytku nie było z niego żadnego. W biegu nr 8 jednak Hampel miałby bardzo dużą szansę na punkty, bo jechał przeciwko juniorowi, Krzysztofowi Lewandowskiemu, który co prawda u siebie potrafi zaskoczyć, ale z Motorem był przeciętny. Kolejny dodatkowy start Lampart otrzymał w wyścigu dwunastym, kiedy to zastąpił Krzysztofa Buczkowskiego. Ta decyzja również jest nieco niezrozumiała, bo wychowanek GKM-u wyglądał lepiej niż Hampel, a we wspomnianej gonitwie miałby pod taśmą dwóch młodzieżowców, i to tych słabszych: Kamila Marcińca oraz Mateusza Cierniaka. Z tym drugim oczywiście o punkty by nie walczył, ale zawsze ewentualna dwójka wygląda lepiej niż jedynka.

Reklama

Efekt wczesnego wykorzystywania Lamparta był taki, że na kluczowe momenty spotkania, przyjezdni zostali z rozwiązaniem pod tytułem: "tak źle i tak niedobrze". W czternastym wyścigu musiał pojechać Buczkowski lub Hampel. W zasadzie bez znaczenia było to, na kogo postawi duet Jacek Ziółkowski-Maciej Kuciapa. Postawiono na byłego wicemistrza świata, a ten świetnie wystartował. Na trasie został jednak wyprzedzony przez obu torunian, Motor przegrał bieg 1:5 i przed ostatnim przegrywał dwoma punktami. Na jego szczęście, w decydującym momencie sprawy w swoje ręce wzięła para Grigorij Łaguta-Mikkel Michelsen, zapewniając drużynie wygraną.

W play-offach ktoś to wykorzysta

Nie da się ukryć, że patrząc na przebieg niedzielnego meczu, decyzja o eksploatowaniu młodego Lamparta w tak wczesnej fazie, była błędna. Był jednym z trzech pewnych punktów, obok wspomnianych Łaguty i Michelsena. Zapewne gdyby Motor nie prowadził na skutek puszczania Hampela czy Buczkowskiego, inni szybko wzięliby się do roboty. A tak, lublinianie w 14. biegu byli zmuszeni wystawić słabego żużlowca, który niestety na tak newralgiczne wyścigi już chyba się nie nadaje. Hampel to wciąż wielkie nazwisko, ale gołym okiem widać, że określonych zadań dźwignąć już nie daje rady.

Motor musi mieć na uwadze to, że taktyka z meczu z eWinner Apatorem uszła na sucho tylko dlatego, że rywal był słaby. W fazie play-off, do której zespół na 99,9% awansuje, takie pomyłki mogą zostać bezlitośnie skarcone. Zwłaszcza przy systemie meczu i rewanżu, w którym liczyć się będą dosłownie pojedyncze punkty. Inna sprawa, że słaba forma Hampela i Buczkowskiego to już duży problem Motoru. Jedną dziurę w składzie da się załatać, ale z dwiema może to już być nierealne. Nadchodzi kluczowa faza sezonu, a obaj zawodnicy wyglądają naprawdę kiepsko. Zastępców nie ma szans znaleźć.




Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje