Po jego upadku skryła twarz w dłoniach. Długo się nie podnosił
Występ Fredrika Lindgrena w Grand Prix Warszawy na PGE Narodowym to był prawdziwy rollercoaster. Czego tam nie było? Z jednej strony wygrane biegi, z drugiej defekt i długi bieg z motocyklem, ale i też przykry upadek na plecy w wyścigu kończącym serię zasadniczą. Sektor kibiców Szweda w tym momencie zamarł, a z twarzy jego żony Caroliny zniknął szeroki uśmiech.

Fredrik Lindgren miał na PGE Narodowym swój sektor. Duża grupa ludzi ubrana w jego teamowe koszulki towarzyszyła jego żonie Carolinie i dziecku.
Żona Lindgrena mocno przeżywała jego występ w Grand Prix
Carolina, która jeszcze nie tak dawno pełniła rolę menedżera swojego męża i była z nim w parku maszyn, tym razem siedziała na trybunach, trzymając na kolanach ich córeczkę. I mocno przeżywała występ Lindgrena.
Biła mu brawo, kiedy po defekcie w drugiej serii chwycił za zepsuty motocykl i dobiegł z nim do mety, choć nie miał już szansy na punkt. Biegł po czwarte miejsce i zero, a cały stadion dopingował go równie mocno, jak Caroline.
Największe wrażenie na pani Lindgren zrobił jednak przykry upadek w wyścigu kończącym serię zasadniczą. Lindgren już brał udział w poważnych kraksach. W tamtym roku w jednych zawodach poleciał niczym pocisk w dmuchaną bandę i cud, że nic mu się nie stało. Tym razem upadł na plecy i długo się nie podnosił, a uśmiechnięta dotąd Carolina nagle się zasmuciła i skryła twarz w dłoniach. Jakaż była jej radość, gdy Fredrik wstał z pomocą służb medycznych i o własnych siłach poszedł do parku maszyn.
Carolina i Fredrik, to wyjątkowa para w żużlowym światku. Swego czasu nagrali nawet klip, w którym śpiewają piosenkę wykonywaną przez Lady Gagę i Bradleya Coopera w filmie "Narodziny gwiazdy".
Lindgren przyznaje, że nie ma celu na ten sezon
Lindgren słabo zaczął ten sezon, ale dzięki trzeciemu miejscu w Warszawie jest piąty w klasyfikacji cyklu. - Nie mam jednak żadnych konkretnych planów na ten sezon - przyznał po zawodach i dodał: - To ma związek, z tym że miałem problemy ze zdrowiem (Lindgren ciężko przechodził koronawirusa - dop. red.), ale teraz jest już lepiej - dodał.
Szwed ma nadzieję, że w najbliższych tygodniach wszystko się poukłada. Liczy, że utrzyma się tendencja zwyżkowa w Grand Prix, ale i też na to, że przebudzi się jego ligowy klub - zielona-energia.com Włókniarz Częstochowa. - Mimo braku wyników atmosfera w drużynie jest dobra - wyznał Lindgren, dając niejako do zrozumienia, iż liczy na to, że to się wkrótce przełoży na wyniki.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje