Reklama

Reklama

Miedziński po wypadku zostanie w czeskim szpitalu

Żużlowiec Unibaksu Toruń Adrian Miedziński, który w środę uległ wypadkowi podczas meczu Czechy - Polska, pozostanie w szpitalu w Pradze. Zawodnik nie doznał żadnego poważnego urazu, ale po kolejnych badaniach postanowiono zatrzymać go na obserwacji.

Upadek Miedzińskiego miał miejsce w 13. biegu. Atakując drugą pozycję Czecha Mateja Kusa uderzył w jego motocykl i obaj upadli na tor. Polak po kolizji stracił przytomność na niemal pół godziny. Karetką został odwieziony do szpitala, w którym wstępne badania nie wykazały żadnych poważnych obrażeń.

Reprezentant Polski przeszedł w czwartek kolejną serię badań, po których lekarze postanowili pozostawić go na obserwacji. Jak przekazała Jitka Zinke, rzecznik Centralnego Szpitala Wojskowego w Pradze, zawodnik Unibaksu nie doznał żadnych złamań, jednak by uniknąć jakichkolwiek komplikacji, pozostanie w nim być może do poniedziałku. Nie chciała mówić o szczegółach związanych ze stanem zdrowia żużlowca, ograniczając się jedynie do stwierdzenia, że to nic poważnego.

Reklama

Wszystko wskazuje na to, że Miedziński nie wystartuje w sobotę w rundzie kwalifikacyjnej eliminacji do indywidualnych mistrzostw świata, która rozegrana zostanie w Debreczynie (Węgry). W przypadku dłuższego pobytu w czeskim szpitalu zabraknie go także w niedzielnym meczu ligowym w Rzeszowie.

Szansę na zaprezentowanie swoich umiejętności dostanie wówczas najprawdopodobniej czekający na swoją szansę Edward Kennett. Pewne jest to, że nawet jeśli Unibax wystartuje w osłabieniu i przegra mecz w Rzeszowie, fotelu lidera żużlowej ekstraligi nie straci.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL