Reklama

Reklama

PŚ w skokach. Adam Małysz o najtrudniejszym powrocie do Polski

Od kilkudziesięciu godzin warunki drogowe w Polsce, ale też niektórych krajach Europy, są istną katorgą. Przekonał się o tym Adam Małysz, który wracał samochodem do ojczyzny z zawodów Pucharu Świata w Klingenthal.

Ogromne problemy w niektórych częściach kraju zaczęły się już w niedzielny wieczór, gdy pojawiły się marznące opady deszczu.

I to właśnie to zjawisko atmosferyczne, a nie śnieg, sprawiło, że na wielu drogach zaczęła tworzyć się gołoledź. A tam, gdzie ruch był mniejszy, jezdnie na niektórych odcinkach zamieniały się w ślizgawki.

W tych bardzo trudnych warunkach do Polski wracał Adam Małysz. Wyruszył z Klingenthal, w Saksonii, gdzie w ostatni weekend skoczkowie rywalizowali w zawodach Pucharu Świata.

Reklama

Dyrektor w PZN ds. skoków narciarskich i kombinacji norweskiej już mnóstwo lat jeździ za kółkiem, przez kilka lat również parał się wyczynową rywalizacją, ale takiego ekstremum nigdy wcześniej nie doświadczył.

"Droga z Klingenthal do Wisły była okropna - deszcz, śnieg, wiatr, wszystko co najgorsze. Widać to po samochodzie. Pierwszy raz spotkałem się z czymś takim, żeby przy - 7 stopniach padał deszcz, a później marzł na szybie. Warunki na drodze są teraz bardzo zdradliwe, dlatego uważajcie i jedźcie ostrożnie" - napisał w mediach społecznościowych Orzeł z Wisły, a jako dowód dodał fotografię oblodzonego samochodu.

Dowiedz się więcej na temat: Adam Małysz

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje