Reklama

Reklama

PGE Skra Bełchatów przegrała z Zenitem Kazań 0:3 w meczu o Final Four Ligi Mistrzów

Siatkarze PGE Skry Bełchatów nie zagrają w Final Four Ligi Mistrzów. Bełchatowianie sprawili w Kazaniu sensację pokonując Zenit 3:2, ale w rewanżu w Łodzi obrońcy tytułu pokazali wielką moc wygrywając 3:0. Oprócz Zenita w Krakowie wystąpią jeszcze: Asseco Resovia, jako gospodarz, oraz dwa włoskie kluby - Trentino Diatec i Cucine Lube Civitanova.

"Rezultat z Kazania jest ważny, lecz w gruncie rzeczy na razie niewiele on znaczy" - mówił kapitan Skry Mariusz Wlazły. Trudno było się z nim nie zgodzić, ale w lepszej sytuacji byli właśnie siatkarze z Bełchatowa.

Podopiecznym Miguela Falaski do awansu wystarczyło każde zwycięstwo. Zenit natomiast zapewniłby sobie występ w Krakowie wygraną 3:0 lub 3:1. Jeśli mistrz Rosji pokonałby Skrę 3:2, to finalistę wyłoniłby dodatkowy tzw. "złoty set".

Reklama

Skrę w Łodzi czekałó trudne zadanie, bo w składzie Zenita jest wielu światowej klasy zawodników. Wystarczy wymienić Kubańczyka z polskim paszportem Wilfredo Leona, Amerykanina Matthew Andersona czy Rosjanina Maksima Michajłowa. Włodarze klubu z Kazania wydają mnóstwo pieniędzy na gwiazdy w jednym celu - obrony tytułu w Lidze Mistrzów.

Na trybunach Atlas Areny zasiadło ponad 12 tysięcy widzów, którzy nie szczędzili gardeł, aby pomóc Skrze. Bełchatowianie wyglądali na skoncentrowanych i w pełni zmobilizowanych, żeby znów sprawić sensację. Początek spotkania bardzo wyrównany. Na soczyste ataki Wlazłego czy Facundo Conte odpowiadali równie mocno Leon i Anderson. Pierwsza przerwa techniczna odbyła się przy minimalnym prowadzeniu Skry 8:7.

Przy stanie 9:9 w polu zagrywki stanął Leon. Przymierzany do gry w reprezentacji Polski zawodnik popisał się kapitalnymi zagrywkami, co od razu odbiło się na wyniki - 11:9 dla Zenita. Miguel Falasca poprosił o czas, żeby wybić go z rytmu. Udało się, ale tylko na chwilę, bo inni zawodnicy z Kazania również nie wstrzymywali ręki na zagrywce.

Przewaga gości rosła. Wlazły atakując dotknął siatkę, a Teodor Salparow obronił zbicie Conte, co wykorzystał Michajłow. Zenit "odskoczył" na 16:11. Po asie serwisowym Sreczko Lisinacia Skra odrobiła część strat (18:21). Końcówka należała jednak do graczy Władimira Alekny. Kiedy Conte zaatakował w aut Zenit miał setbola (24:19). W kolejnej akcji błąd w przyjęciu bełchatowian wykorzystał Andriej Aszczew wbijając "gwoździa" z przechodzącej piłki.

Drugą partię Skra rozpoczęła od prowadzenia 2:0, a potem było 7:5. Zenit jednak szybko odrabiał straty. Po pierwszej przerwie technicznej coraz lepiej funkcjonował blok obrońców tytułu. Najpierw zatrzymany został Wlazły, a chwilę potem Leon w pojedynkę zablokował Conte (12:10). Skra wyrównała po ładnym ataku z krótkiej Lisinacia (13:13). Goście znów "odskoczyli", kiedy zostali nagrodzeni za ofiarną obronę Aleksandra Butki. Rozgrywający Zenita "wyciągnął" piłkę niemal z trybun, ale zagrał na tyle dokładnie, że Michajłow zaatakował po bloku (15:13).

Kolejny zryw gospodarzy przyniósł powodzenie, a w roli głównej wystąpił Conte. Argentyńczyk kapitalnie obronił i popisał się znakomitym atakiem z drugiej linii (17:17). Anderson znów wyprowadził Zenit na prowadzenie, a następnie goście siali popłoch w szeregach Skry zagrywką. Ogromne kłopoty mieli bełchatowianie zwłaszcza z serwisem Michajłowa. O rozgrywaniu kombinacyjnych akcji nie było mowy, a na to tylko czekali goście. O sile bloku Zenita przekonał się m.in. Wlazły (18:22).

Wydawało się, że takiej przewagi Rosjanie już nie roztrwonią. Chwila rozluźnienia mogła się dla nich źle skończyć. Anderson pomylił się w ataku i Skra miała już tylko jeden punkt do odrobienia (22:23). Alekno natychmiast wziął czas. Po powrocie na boisko zrehabilitował się Anderson dając Zenitowi setbola. Drugą odsłonę zakończył mocnym atakiem Michajłow.

Skra znalazła się pod ścianą, bo porażka w trzecim secie oznaczała koniec marzeń o Final Four. Zenit jednak nie zamierzał zwalniać tempa. Już na początku trzeciej partii goście wypracowali bezpieczną przewagę (5:2). W Skrze brakowało zawodnika, który "pociągnąłby" grę. Nawet Wlazły nie dawał rady. Zenit rozpracował dobrze kapitana Skry. Kiedy Wlazły po raz kolejny został zablokowany (2:6) Falasca ściągnął go z boiska. Jego miejsce zajął Marcel Gromadowski.

Bełchatowianie walczyli ambitnie i zanotowali ładną serię trzech zdobytych punktów z rzędu (8:10). Alekno wziął przerwę, żeby przerwać passę Skry. Ten manewr się powiódł, a Zenit jeszcze "przycisnął". Anderson zatrzymał pojedynczym blokiem Gromadowskiego i zrobiło się 14:10 dla gości, a chwilę później 16:10.

Siatkarze z Bełchatowa już nie byli w stanie zatrzymać rozpędzonego Zenita. Obrońca tytułu wygrał trzecią partię gładko 25:19 i cały mecz 3:0.

Turniej finałowy Ligi Mistrzów z udziałem czterech najlepszych zespołów zaplanowano na 16 i 17 kwietnia. Gospodarzem imprezy, która odbędzie się w Tauron Arenie Kraków jest Asseco Resovia Rzeszów. Oprócz mistrza Polski w Final Four zagrają dwa włoskie zespoły - Trentino Diatec oraz Cucine Lube Civitanova. Pierwsza z wymienionych drużyny dwukrotnie okazała się lepsza od rosyjskiego Biełogorje Biełgorod (3:0 w siebie, a w rewanżu 3:2). Lube natomiast wyeliminowało turecki Halkbank Ankara, którego barw broni Michał Kubiak. Stawkę uzupełnił Zenit.

PGE Skra Bełchatów - Zenit Kazań 0:3 (19:25, 23:25, 19:25)

Skra: Karol Kłos, Mariusz Wlazły, facundo Conte, Nicolas Uriarte, Nicolas Marechal, Sreczko Lisinać, Konrad Piechocki (libero) oraz Andrzej Wrona, Marcel Gromadowski, Robert Milczarek

Zenit: Matthew Anderson, Wilfredo Leon, Aleksander Butko, Andriej Aszczew, Aleksander Gucaljuk, Maksim Michajłow, Teodor Salparow (libero) oraz Igor Kobzar

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama