Reklama

Reklama

Dziennik Barcy i Realu

Droga Mourinha wiodła m.in. przez Warszawę i Płock

Obchodzący w sobotę 50. urodziny trener Realu Madryt Jose Mourinho, którego podczas Euro 2012 witano w Polsce i na Ukrainie niczym gwiazdę Hollywood, był dziesięć lat wcześniej w Warszawie i Płocku. Wówczas jednak mało kogo to interesowało...

Wczesną jesienią 2002 roku prowadzone przez Mourinho FC Porto grało w 1. rundzie Pucharu UEFA z Polonią Warszawa. Mało znany jeszcze Portugalczyk przyleciał do stolicy Polski, aby 14 września obejrzeć rywala swojego ówczesnego zespołu w ligowym meczu z Ruchem Chorzów. Ubrany w elegancki cienki płaszcz Mourinho i dwa tysiące widzów oglądało jak Sebastian Kęska, Stanley Udenkwor i koledzy wygrywają z chorzowskimi piłkarzami 2-1.

Reklama

Delegacja z Porto, którą w Warszawie opiekował się były piłkarz tego klubu Grzegorz Mielcarski, zasiadła na trybunach stadionu przy Konwiktorskiej pod niewielkim, wstydliwie prowizorycznym daszkiem, zamontowanym na potrzeby licencji na grę w ekstraklasie. Wśród dziennikarzy i fotoreporterów przyjazd gości z Portugalii nie wzbudził zainteresowania. Jeśli ktoś skupiał uwagę, to głównie Mielcarski - chyba jedyna rozpoznawalna przez polskich kibiców osoba w tym towarzystwie...

Pięć dni później Portugalczycy rozgromili u siebie Polonię 6-0. Mecz odbył się 19 września, ale zakończył już po północy czasu polskiego. Sprawa awansu była rozstrzygnięta, więc w rewanżu trener "Smoków" oszczędził kilku czołowych graczy. Spotkanie odbyło się 3 października w Płocku, ponieważ obiekt Polonii nie spełniał wymogów UEFA. "Czarne Koszule" przy niemal pustych trybunach wygrały 2-0 po golach Antoniego Łukasiewicza i Marcina Kusia (piłka odbiła się jeszcze od portugalskiego obrońcy).

W tej samej edycji Porto sięgnęło po Puchar UEFA, a w następnej - wciąż prowadzone przez Mourinho - triumfowało w Lidze Mistrzów. Sława Portugalczyka rosła, a statystycy mogli odnotować, że w sezonach 2002/2003 i 2003/2004 jego Porto z nikim - oprócz Polonii - nie przegrało na wyjeździe różnicą dwóch goli lub więcej.

Konferencja po meczu w Płocku nie wzbudziła zainteresowania. Duża sala świeciła pustkami, zjawiła się ledwie garstka dziennikarzy. Z jednej strony nieznany w Polsce trener Porto, z drugiej ówczesny szkoleniowiec Polonii Janusz Białek. Niewiele pytań, krótkie pomeczowe wypowiedzi.

- Dla niektórych moich zawodników droga do domu będzie bardzo długa, ponieważ powinni wiele przemyśleć. Mam do nich sporo zastrzeżeń, przede wszystkim za brak profesjonalizmu i koncentracji - przyznał wówczas poirytowany Mourinho.

Po dziesięciu latach Portugalczyk, tym razem jako trener Realu Madryt (po drodze były jeszcze Chelsea Londyn i Inter Mediolan), znów zawitał do tej części Europy. 10 czerwca zasiadł na trybunach w Gdańsku podczas meczu Euro 2012 Hiszpania - Włochy. Elegancka marynarka, niebieska koszulka, ciemne okulary, obok ochroniarz. Dzień wcześniej Mourinho odwiedził ukraiński Lwów, gdzie oglądał spotkanie swoich rodaków z Niemcami.

Pojawił się w centrum akredytacyjnym we Lwowie niczym gwiazda Hollywood. Czarna limuzyna z przyciemnianymi szybami podjechała pod same drzwi, a szkoleniowcowi towarzyszyło dwóch ochroniarzy. Mimo to portugalscy kibice szybko go rozpoznali i wywołali spore zamieszanie. Opuszczając biuro Mourinho tylko uśmiechnął się do fanów i wsiadł do samochodu.

Zanim odjechał, przedstawiciele portugalskich mediów niemal przekrzykiwali się w uwielbieniu dla jego warsztatu i osiągnięć trenerskich. Kibice wykorzystali ten moment na robienie zdjęć. Widoczny był jedynie uniesiony kciuk trenera Realu.

Dziesięć lat wcześniej na stadionach w Warszawie i Płocku nikt jeszcze nie myślał o ochronie, ciemnych szybach i równie ciemnych okularach.

Maciej Białek

Dowiedz się więcej na temat: Polonia Warszawa | Real Madryt | Jose Mourinho