Reklama

Reklama

Robert i Anna Lewandowscy. Mieszkają w Niemczech, pochodzą z Polski

Niezwykłą historią podzielił się kibic Bayernu Monachium – Robert Lewandowski. Tak samo, jak jego idol jest zakochany w piłce nożnej, w domu czeka na niego żona Anna, a do Niemiec przyjechał z Polski. Podobna tożsamość do króla strzelców Ligi Mistrzów rządzi się jednak swoimi prawami. Listy, telefony i prośby o darowiznę. Z tym na co dzień musi zmagać się drugi Robert Lewandowski.

Takich przypadków nie brakuje. Noszą takie same imiona i nazwiska jak wielkie gwiazdy sportu, artyści, czy ikony kultury. Czasami bywa zabawnie. Szczególnie gdy zamawiają stolik w restauracji i ktoś po drugiej stronie słuchawki poprosi o podanie danych. Ta historia jest jednak szczególna.

Reklama

Robert Lewandowski na szyi nosi szalik kibica Bayernu Monachium. To jego ukochana drużyna od 20 lat. Życie ułożył sobie z Anną. Kobieta podobnie jak on pochodzi z Polski. Do stolicy Bawarii przenieśli się jeszcze w poprzednim wieku - w 1989 roku. Sześć lat później na świat przyszedł... ich syn Emil. Tutaj wszystko przestaje się zgadzać.

54-letni mężczyzna często ma powody do tego, aby czuć się dumnym Polakiem. Jedną z takich chwil był moment, kiedy cały 70-tysięczny stadion wiwatował "Robert Lewandowski". Wszystko przez celne strzały w meczu Bayern-Hoffenheim, których autorem był "Lewy" - piłkarz.

"Kiedy idę z ojcem na zakupy do sklepu meblowego i sprzedawca czyta jego imię, ludzie zawsze się uśmiechają" - powiedział syn mężczyzny Emil w rozmowie z "Abendzeitung".

Podobna tożsamość niesie jednak za sobą również spore obciążenie. Szczególnie jeśli drugi Robert Lewandowski odnosi coraz większe sukcesy, a jego nazwisko znają kibice niemal na całym świecie. Do domu przychodzą listy, prośby o darowizny, rozdzwaniają się telefony.

"Otrzymywaliśmy listy z całego świata: Chin, Japonii, Szwecji, Stanów Zjednoczonych, Polski i Szwajcarii. To naprawdę szalone. Kiedyś ojcu wysłano koszulkę Bayernu z prośbą o jej podpisanie. [...] Powiedział mu, że jest "niewłaściwym" Robertem Lewandowskim, ale on nie był tym zainteresowany. Nadal miał podpisać koszulkę i ją odesłać" - wspomniał syn 54-latka, który kibicuje Borussi Dortmund.

Zdarzają się sytuacje, które wywołują uśmiech na twarzy. Czasami państwo Lewandowscy naprawdę się dziwią, co jeszcze zobaczą w paczkach i kopertach.

"Nazwisko jest dla nas zarówno przekleństwem, jak i błogosławieństwem" - dodał syn Roberta Lewandowskiego w niemieckich mediach.

Rodzina była już kilka razy zmuszona do tego, aby zmienić numer telefonu. Niektórzy są bowiem bardzo natrętni, potrafiąc dzwonić nawet kilkanaście razy jednego dnia.

"Byłem bardzo szczęśliwy, kiedy Lewandowski przeprowadził się z Dortmundu do Bayernu. Chciałbym też go kiedyś spotkać. Jest moim ulubionym zawodnikiem i gra w moim ulubionym klubie" - stwierdził 54-latek.

AB

Dowiedz się więcej na temat: Bayern Monachium | Robert Lewandowski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje