Piłkarz Wisły stracił wszystko. To była jedna decyzja
Były znakomity piłkarz Wisły Kraków, Kamil Kosowski opowiedział Łukaszowi Kadziewiczowi w podcaście "W cieniu sportu" w Onecie jak grał dla "Białej Gwiazdy" za 2 tysiące złotych miesięcznie i jak jednego dnia stracił oszczędności całego życia, które trzymał w cypryjskim banku. Kosowski dziś jest cenionym ekspertem piłkarskim.

Kamil Kosowski to piłkarz niezwykle utalentowany, trzykrotny mistrz Polski z Wisłą Kraków (lata 2001, 2003 i 2008) oraz 52-krotny reprezentant Polski w latach 2001-9. To skrzydłowy, który bardzo kojarzy się z "Białą Gwiazdą" trenera Henryka Kasperczaka, która była groźna dla najlepszych w europejskich pucharach. Wisła z Maciejem Żurawskim, Tomaszem Frankowskim, Mauro Cantoro, Mirosławem Szymkowiakiem, Marcinem Kuźbą i właśnie Kamilem Kosowskim wyeliminowała włoską Parmę, niemieckie Schalke 04 i była o krok od pokonania wielkiego wtedy Lazio Rzym.
W 2008 r. "Kosa" odszedł z Wisły, ale jego wybory transferowe były mało fortunne - niemieckie Kaiserslautern, angielski Southampton, włoskie Chievo Werona - nigdzie nie odnalazł się do końca.
Stosunkowo najlepiej Kosowski radził sobie na Cyprze, gdzie grał w APOEL-u Nikozja i Apollonie Limassol. Niestety, to właśnie na Wyspie Afrodyty, skrzydłowy wpadł w kłopoty finansowe. Opowiada o nich Łukaszowi Kadziewiczowi w podcaście "W cieniu sportu" w Onecie.
- Stanęło na tym, że jedną decyzją to, co zebraliśmy przez 10 lat, w jedną sobotę przestało istnieć - Kamil Kosowski w wywiadzie z Łukaszem Kadziewiczem w podcaście "W cieniu sportu".
Kosowski mówi siatkarzowi o powrocie do polskiej Ekstraklasy, gdzie najpierw występował w barwach GKS Bełchatów, by zakończyć karierę w 2013 r. w Wiśle Kraków. Zawodnik ujawnia, że był tak zdeterminowany, by wystąpić w ukochanych barwach, że zgodził się grać za pensję...dwóch tysięcy złotych miesięcznie. Plus oczywiście premie za dobre wyniki. "Kosa" opowiada o tym jak jednego dnia stracił właściwie wszystkie oszczędności, które trzymał w cypryjskim banku.
- (...) zamknęli mój bank, był miesiąc przepychanek, że zabiorą 20 proc. wszystkim ludziom, którzy zdeponowali tam pieniądze. Stanęło na tym, że jedną decyzją to, co zebraliśmy przez 10 lat, w jedną sobotę przestało istnieć. (...) Nie miałem czasu za bardzo na to, żeby pomyśleć nad tym, czy zostać agentem, czy może się bawić w trenerkę. Trzeba było po prostu zmierzyć się z życiem — dodał Kosowski, który dziś jest cenionym ekspertem piłkarskim, czyli skutecznie wziął się z życiem za bary.
Maciej Słomiński, INTERIA













