Reklama

Reklama

Lekkoatletyczne ME: Majewski w finale pchnięcia kulą

Dwukrotny mistrz olimpijski Tomasz Majewski awansował do finału pchnięcia kulą 22. lekkoatletycznych mistrzostw Europy w Zurychu. Zawodnik AZS-u AWF-u Warszawa w pierwszej próbie eliminacji uzyskał 20,50 m o 40 cm lepszą od minimum kwalifikacyjnego. Z dziesięciorga startujących naszych reprezentantów w sesji przedpołudniowej, do kolejnego etapu przeszło dziewięcioro.

Mimo że wielokrotnie bywał w Zurychu, to we wtorek, 12 sierpnia, zadebiutował na... otwartym obiekcie. - Wcześniej startowałem tu pięć, a może sześć razy w mityngach, ale nigdy na stadionie. Konkursy odbywały się w hali dworca kolejowego, przy muzyce i bliskim kontakcie z publicznością. Klimat był super i jego nie można porównać z tym na stadionie, kiedy jesteśmy z dala od widzów - powiedział Majewski (AZS AWF Warszawa).

Nie powiodło się Jakubowi Szyszkowskiemu (WKS Śląsk Wrocław). W pierwszej próbie miał 19,15, drugą spalił, a w trzeciej uzyskał 19,46. - Nie był to mój dzień. Dziwnie się czułem, nie wiem dlaczego. Jestem dobrze przygotowany i spokojnie powinienem uzyskać 20 metrów. Nie wyszło, szkoda - skwitował.

Reklama

Bez strat obyło się na 400 m. Do środowego półfinału awansowało trzech Polaków: Jakub Krzewina, Łukasz Krawczuk (obaj WKS Śląsk Wrocław) i Rafał Omelko (AZS AWF Wrocław). Największe zainteresowanie zagranicznych mediów, zwłaszcza fotoreporterów i kamerzystów, wzbudził kolorowy tatuaż na nodze Krzewiny "Bóg, honor i ojczyzna - chwała wielkiej Polsce".

- Nie zrobiłem tego na pokaz. Jestem wychowany w duchu patriotycznym od szkoły podstawowej. Miałem tak fantastycznie prowadzone lekcje historii, że chciało się chodzić. Na siłowni, jak ćwiczę, to przy piosenkach +Czerwone maki na Monte Cassino+, +My pierwsza brygada+, ale... wszystko ma też swoje granice i również słucham innej muzyki, zazwyczaj hiphopowej - zaznaczył urodzony w Kruszwicy, a od roku mieszkający we Wrocławiu mistrz Polski.

Do czwartkowego finału awansowali Mateusz Demczyszak (WKS Śląsk Wrocław) i Krystian Zalewski (UKS Barnim Goleniów). Obaj wygrali swe serie eliminacyjne biegu na 3000 m z przeszkodami i obaj odważnie mówili o swych planach.

- Nie boję się mocnego tempa w finale - stwierdził Zalewski i nawet nie zauważył, że ma zakrwawione nogi. - To się zdarza na przeszkodach, że ktoś z rywali zahaczy cię kolcem. Mam nadzieję, że to tylko drobne zadrapania, ale dla bezpieczeństwa trzeba je szybko zdezynfekować - dodał.

Demczyszak podkreślił, że obecność dwóch Polaków w finale jest dużym plusem: - Taka sytuacja nas dowartościowuje. O taktyce pomyślimy, na razie chcę odpocząć. 

Patryk Dobek (SKLA Sopot), który awansował do półfinału biegu na 400 m przez płotki przyznał, że lubi startować z dnia na dzień. - Nie muszę mieć długiego wypoczynku, dobrze że kolejny bieg czeka mnie w środę i mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej - zaznaczył. 

Problem ma Renata Pliś (MKL Maraton Świnoujście), która wystąpi w piątkowym finale 1500 m, a w sobotę w finale 5000 m. - Nie wiem jak to pogodzę, ale na razie o tym nie myślę. Na pewno bardziej wolę 1500 m, bo na +piątce+ nie czuję się zbyt pewnie. Dopiero raz biegłam tak długi dystans, trzy tygodnie temu w Belgii. Trzeba mieć silną głowę i nogi, a ja na poważnie wzięłam się za trenowanie niedawno. Wcześniej to była zabawa w sport - powiedziała pochodząca ze Świnoujścia podopieczna Zbigniewa Króla.

Najdłużej w niepewności, przez prawie godzinę, była Karolina Kołeczek (UKS Trójka Sandomierz). Po czterech seriach eliminacyjnych biegu na 100 m przez płotki trzy zawodniczki, brane pod uwagę do startu w półfinale, miały ten sam czas - 13,12. Oprócz Polki Słowenka Marina Tomic i Holenderka Nadine Visser. Przy dokładnej analizie zapisu z mety okazało się, że Kołeczek i Tomic mają identyczny wynik w pomiarze do tysięcznych części sekundy - po 13,115, natomiast Visser - 13,120. Ostatecznie zadecydowano o powiększeniu wieczornych półfinałów z 16 do 17 zawodniczek, kwalifikując do nich Polkę i Słowenkę.

Z Zurychu Janusz Kalinowski

Dowiedz się więcej na temat: Tomasz Majewski | David Storl

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje