Reklama

Reklama

Uli Hoeness zaatakował agenta Davida Alaby

Były prezydent Bayernu Monachium Uli Hoeness nie pozostawił suchej nitki na agencie Roberta Lewandowskiego, Pinim Zahavim, który reprezentuje także interesy m.in. Davida Alaby. I to właśnie żądania 77-letniego Izraelczyka w sprawie nowego kontraktu Austriaka tak rozsierdziły słynnego Niemca.

Rozmowy w sprawie pozostania 28-latka w klubie ze stolicy Bawarii spędzają sen z powiek szefom Bayernu.

Kontrakt Alaby, który w aktualnie najlepszym zespole na Starym Kontynencie gra od 2010 roku, obowiązuje jeszcze tylko przez osiem miesięcy. A dokładnie jest ważny do końca czerwca 2021 roku.

W Bayernie są zdeterminowali, aby zatrzymać głównego dyrygenta bloku obronnego, ale wokół negocjacji pojawia się coraz więcej emocji. Alaba i jego menedżer, słynny Pini Zahavi, doskonale wiedzą, że to może być ostatnia w karierze Austriaka okazja do podpisania naprawdę lukratywnego kontraktu i formułują twarde żądania.

Reklama

Kilka dni temu Kicker poinformował, powołując się na swoje źródła, że Izraelczyk walczy dla swojego klienta o zarobki na poziomie 25 milionów euro za sezon. A zatem łącznie chodzi o potężną sumę 125 mln euro, jako że kontrakt miałby obowiązywać przez pięć lat.

Takie stanowisko Zahaviego spotkało się ze stanowczym odporem ze strony Hoenessa. Były prezydent Bayernu sięga wręcz po agresywny język, żeby wyrazić swoje emocje. - David ma chciwą piranię jako swojego doradcę - komentuje dla Kickera Hoeness i idzie jeszcze dalej: - Ojciec Davida, którego naprawdę bardzo lubię, z którym zawsze prowadziłem świetne rozmowy, jest pod tym wpływem. 

Swoje chce zarobić także sam Zahavi, który miał zażądać dla siebie opłaty rzędu kilkunastu milionów.

Temperatura rozmów nie może dziwić, Bayern też wydaje się być zdeterminowany, aby zatrzymać Alabę. Klub próbuje wpłynąć na zawodnika, że przecież występuje w obecnie najlepszym klubie i gdzie indziej będzie mu lepiej. Pada także argument, że obecnie miarą wszystkiego w Bayernie są Robert Lewandowski i Manuel Neuer oraz ich uposażenia. A spełnienie oczekiwać Alaby i jego otoczenia zaburzyłoby strukturą wynagrodzeń w klubie.

Z drugiej jednak strony w Bawarii mają świadomość, że ewentualne fiasko sprawi, że tej klasy piłkarz już wkrótce może odejść zupełnie za darmo. A na to nikt nie chce sobie pozwolić.

AG

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL