Reklama

Reklama

Nie obchodzą go Legia i Lech

- Nie wierzę, że walka o mistrzostwo rozstrzygnie się już w najbliższej kolejce - deklaruje szkoleniowiec Wisły Kraków, Maciej Skorża przed wyjazdowym meczem z Lechią Gdańsk. Na stadionie przy Traugutta nie będzie jednak nasłuchiwał wieści z innych stadionów - skoncentruje się na własnej drużynie.

- Rafał Boguski nie pojedzie z nami do Gdańska, ta kontuzja stawu skokowego jest na tyle poważna, że eliminuje go z meczu z Lechią. Być może postawimy go na nogi na Śląsk, ale to duży znak zapytania. Paweł Brożek dziś po raz pierwszy od kilku dni ma wyjść na trening, mam nadzieję, że wszystko będzie w porządku. Mauro Cantoro wczoraj po raz pierwszy trenował, ale wciąż uskarża się na pewne dolegliwości, dopiero po dzisiejszym treningu zadecydujemy, czy pojedzie z nami. Konrad Gołoś wrócił po kontuzji, trenował z nami, wszystko jest z nim w porządku, choć trzeba pamiętać, że piłkarz ten miał dużą przerwę w treningach - opowiadał o sytuacji kadrowej szkoleniowiec.

Reklama

Spotkanie w Gdańsku będzie tak zwanym "meczem przyjaźni", bo fanów obu drużyn łączy tradycyjna kibicowska "zgoda". Jednak na boisku nie będzie miejsca na sentymenty. Może się okazać, że ewentualna wygrana Wisły Kraków będzie oznaczała spuszczenie Lechii do I ligi. Z kolei gdańszczanie będzie z całych sił walczyli o pozbawienie Białej Gwiazdy punktów niezbędnych do mistrzostwa. - To będzie mecz dwóch bardzo zmotywowanych drużyn, które dodatkowo będą pod dosyć dużą presją, nie chciałbym żeby ta presja zdominowała poczynania boiskowe jednych i drugich. Obie drużyny potrzebują, jak ryba wody, trzech punktów i będą o to walczyć z całych sił. Lechia pokazała w ostatnim meczu w Poznaniu bardzo dobrą organizację gry. Paweł Kapsa kilka razy popisał się bardzo dobrymi interwencjami - komplementował rywala Skorża.

- Nie zastanawiałem się, co się będzie działo na trybunach. Niestety, taka jest piłka. Patrzmy na to pozytywnie - na pewno ktoś się będzie cieszył po tym meczu. Nawet jeżeli jednej z tych drużyn nie uda się wygrać w sobotę, to liczę, że na koniec sezonu obie osiągną swój cel, my mistrzostwo, a Lechia utrzymanie - zadeklarował Skorża.

- Liczę w tym meczu na Marka Zieńczuka, on traktuje ten występ jako dodatkową motywację, bardzo będzie chciał zagrać dobre spotkanie przed kibicami z rodzinnego Gdańska - przyznaje Skorża. - O ile oczywiście go rozpocznie w pierwszej jedenastce.

- W Gdańsku musimy być od pierwszej minuty agresywni, przygotowani również na ostre ataki ze strony Lechii. Bez względu na to, jak ciężkie warunki nam Lechia postawi, my musimy zrobić wszystko, żeby ten mecz wygrać.

Szkoleniowiec Wisły tylko zaśmiał się, gdy usłyszał sugestię, że mógłby śledzić w trakcie meczu wyniki rozgrywanych równolegle spotkań Legii i Lecha. - Tak, zamontujemy sobie na ławce rezerwowych taki duży monitor i będziemy na żywo śledzić wyniki innych spotkań- ironizował. - Oczywiście, że zupełnie nas to nie będzie interesowało - dodał już poważnie. - O wynikach Lecha i Legii nie chcę nic wiedzieć, dopóki nie skończy się mecz, to może tylko nas zdekoncentrować. Nie sądzę zresztą, żeby mistrzostwo rozstrzygnęło się w tej kolejce, ale życie jest najlepszym reżyserem.

Na koniec Maciej Skorża odpowiedział na prasowe 'zaczepki' ze strony trenera Lecha Poznań, Franciszka Smudy, który w wypowiedzi dla mediów zasugerował, że Skorża chodzi ostatnio zdenerwowany, bo obawia się o swoją posadę. - Jeżeli trener Smuda zauważył jakieś oznaki zdenerwowania, to na pewno nie były one spowodowane obawą o utratę pracy. Nie chcę tego komentować. Nie chcę odbijać piłeczki. Znamy Franka Smudę, on się w takich rzeczach lubuje, on ma taki styl pracy z mediami. Ja życzę wszystkiego dobrego trenerowi Smudzie i Lechowi, życzę mu żeby pracował w tym Lechu jeszcze przez najbliższe pięć lat - wzruszył ramionami Skorża.

Reklama

Reklama

Reklama