Reklama

Reklama

Matlak: Nie obiecam medalu

- Nie obiecam medalu. Po co? Jak się nie uda, to co wtedy zrobię? Tę drużynę stać na wygrane z najlepszymi. Dziewczyny muszą tylko w siebie uwierzyć - powiedział szkoleniowiec kadry Jerzy Matlak. Polskie siatkarki 25 września rozpoczynają walkę w mistrzostwach Europy na własnych obiektach.

- Nie obiecam medalu. Po co? Jak się nie uda, to co wtedy zrobię? Tę drużynę stać na wygrane z najlepszymi. Dziewczyny muszą tylko w siebie uwierzyć - powiedział szkoleniowiec kadry Jerzy Matlak. Polskie siatkarki 25 września rozpoczynają walkę w mistrzostwach Europy na własnych obiektach.

- Jesteśmy od niedzieli w Warszawie. Mamy dwa treningi dziennie, do tego obowiązki marketingowe. W środę wylot na bardzo silnie obsadzony turniej do Werony. Tam gramy piątek, sobota, niedziela. Potem powrót do Polski. Dziewczyny będą miały czas, żeby się przepakować i 17 września rozpoczynamy bezpośrednie przygotowania do mistrzostw Europy. Ten turniej to nie jest jakaś próba generalna. Po prostu dopinamy wszystko na ostatni guzik, żeby w mistrzostwach wszystko było w porządku - mówił szkoleniowiec polskich siatkarek. Podczas będącego ostatnim etapem przygotowań do mistrzostw Europy w Polsce towarzyskiego turnieju we Włoszech biało-czerwone zagrają z bardzo silnymi Włoszkami, Serbkami i nieco słabszymi Belgijkami.

Reklama

Trener Matlak objął reprezentację po Marco Bonicie, pod którego przewodem Polki (wcześniej dwukrotne mistrzynie Europy) były na ME czwarte i zanotowały kiepski start na igrzyskach. Teraz turniej jest w Polsce, więc wzrasta presja. Opinia publiczna oczekuje bowiem na medal. A losowanie było bardzo trudne. W grupie eliminacyjnej nasze siatkarki zmierzą się z Holandią, Hiszpanią oraz Chorwacją.

- Ostatnio każdy mecz z europejskim zespołem jest dla nas trudniejszy niż z reklamowanymi Azjatkami. Niestety to są mistrzostwa Europy. Przegraliśmy też z Turcją. Z Rosją raz wygraliśmy, raz przegraliśmy. A Rosjanki w finale Grand Prix prowadziły w ostatnim secie z Brazylijkami 14:12. Prawie więc wygrały. Na Rosjanki możemy trafić w kolejnej fazie mistrzostw. Mamy na pewno trudniejsze losowanie niż miała męska reprezentacja. Przed turniejem mistrzowskim sen z powiek spędza nam Holandia, z którą dwukrotnie ostatnio przegraliśmy. Musimy coś zrobić, żeby następny mecz rozegrać na zupełnie innym poziomie i z innym zakończeniem. Nic nie wiemy o sile Chorwacji. Ale wszystkie jej zawodniczki grają w silnych zespołach ligi włoskiej. Może to być przeciwnik równie godny jak Holandia. Najsłabiej w tym towarzystwie wygląda Hiszpania, chociaż tej drużyny także nie lekceważymy - stwierdził szkoleniowiec "Złotek". Ta nazwa przylgnęła do Polek od czasu pierwszych zwycięskich ME. I nadal jest używana, chociaż to już zupełnie inna drużyna.

- Teraz trwają mistrzostwa panów i to na nich skupia się uwaga mediów. Dla nas to bardzo dobrze. Tym bardziej, że ostatnio nie graliśmy dobrze i wokół mojego zespołu rozpętały się negatywne emocje. Nawet pomimo że awansowaliśmy do mistrzostw świata. Dziewczyny bardzo przeżyły tę nagonkę. Zamiast zadowolenia, że mimo iż drużyna idzie do przodu jest tylko niezadowolenie. Wszyscy powinniśmy dmuchać w tę samą trąbę. Nie chodzi o to, żeby chwalić nawet, gdy jest źle. Ale jak jest nieźle - mając przed sobą turniej u siebie - trzeba dodać pozytywnej energii - jakby na zapas usprawiedliwiał się szkoleniowiec.

- Nie obiecam medalu. A co mi zrobicie jak obiecam i się nie uda? Byli tacy trenerzy, którzy mówili, że jadą tylko po złoto. W naszej historii raz to się potwierdziło. To może być dla zespołu forma mobilizacji, ale może też drużynę usztywnić. Bardzo chcemy zdobyć medal. Mamy też mnóstwo problemów. Ileż to było zawodniczek, które miały nas zbawić, a których ostatecznie nie ma. Całe szczęście, że to już poza nami i możemy pracować w miarę spokojnie - stwierdził Matlak.

- Zawsze jest nad czym pracować. Cały czas będziemy szukać. Każdy mecz daje wiele materiału do przemyśleń. U kobiet tak jest, że wygrywa się w świetnym stylu z Chinkami, a potem jest wtopa z przeciętnym zespołem. Forma na pewno będzie. Trzeba jeszcze, żeby dziewczyny były silne psychicznie. Moc dają jednak wyniki. Jak zawiedzie wiara, na boisku brakuje liderek, to dobra forma nic nie pomoże. Same dziewczyny muszą wierzyć, że po wszystkich negatywnych niespodziankach są w stanie od serca powiedzieć, że mogą wygrać z każdym. Nie wiem jeszcze, kto będzie liderką tego zespołu. Lena Dziękiewicz? Ona jeszcze z tym zespołem nie grała. Nie ma tak, że kiedyś liderem była Glinka czy Świeniewicz i do nich kieruje się wszystkie ostatnie piłki. Raczej odpowiedzialność trzeba będzie rozdzielić na wszystkie zawodniczki. Ale jak się pomylę i ktoś nagle obrośnie w piórka i weźmie odpowiedzialność to będę bardzo zadowolony. To wszystko się tworzy. Mogę tylko powiedzieć, że te dawne liderki też kiedyś dorastały, kiedyś się rodziły. Może te mistrzostwa to będzie właśnie ten moment - zakończył selekcjoner "biało-czerwonych".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL