Frankowski: Mariusz Lewandowski powołany, aby grać
Tomasz Frankowski, były kadrowicz i jeden z najlepszych w historii ligowych strzelców, uważa, że Mariusz Lewandowski, który wrócił po piłkarskiej reprezentacji po czteroletniej przerwie, w piątkowym meczu z Ukrainą w Charkowie zagra w podstawowym składzie.

- Przypuszczam, że z takim zamiarem został powołany. Nie sądzę, że selekcjoner sięgnął po tego doświadczonego zawodnika po to, by był rezerwowym i tylko ze względu na jego świetną znajomość rywali - powiedział Frankowski przed przedostatnim spotkaniem "Biało-czerwonych" w eliminacjach mistrzostw świata.
Jak dodał, nie potrafi ocenić boiskowej dyspozycji 34-letniego pomocnika PFK Sewastopol, bo dawno nie widział go w akcji. Nie sądzi również, że jego powrót wpłynie znacząco na atmosferę w drużynie narodowej i wokół niej.
- Atmosfery nie buduje się w trzy dni. Nawet taki piłkarz jak Mariusz Lewandowski tego nie zrobi. Definiują ją wyniki, a te ostatnio nie były najlepsze - zauważył.
Polacy chcąc myśleć o awansie do brazylijskiego mundialu muszą zwyciężyć nie tylko w piątek, ale i we wtorek na Wembley z Anglią. Ostatnio dwa wyjazdowe spotkania o punkty z rzędu "Biało-czerwoni" wygrali w październiku 2004 roku - w Austrii i Walii. Frankowski w obu zdobył gole.
- To była jednak zupełnie inna sytuacja. Wtedy eliminacje do mistrzostw świata w Niemczech dopiero się rozkręcały. Teraz nie ma miejsca na choćby drobny błąd. Każda strata punktów nas eliminuje - ocenił 22-krotny reprezentant kraju.
Żałuje, że FIFA zawiesiła karę dla Ukrainy i wbrew wcześniejszej decyzji na stadionie w Charkowie zasiądą kibice. - Na pewno naszym piłkarzom byłoby łatwiej, gdyby Ukraińcy nie mogli liczyć na wsparcie własnych kibiców. Jakie to ma znaczenie pokazał choćby niedawny mecz Legii z Apollonem Limassol w Lidze Europejskiej. Gdyby w Warszawie był pełny stadion, nie sądzę, że gospodarze by przegrali - zauważył 39-letni Frankowski.
Przyznał, że tradycyjnie w odniesieniu do reprezentacji Polski jest optymistą. - To się nie zmienia, choć już nieraz się zawiodłem. Chciałbym bardzo, by piłkarze dobrze zakończyli te eliminacje i wierzę, że to możliwe - dodał.
Pytany, którego z meczów "Biało-czerwonych" w trwających kwalifikacjach najbardziej mu żal, odparł, że pierwszego, w Czarnogórze, który zakończył się remisem 2-2. - Tam była szansa wygrać. Gdybyśmy zaczęli eliminacje od zwycięstwa, mogły się lepiej potoczyć, choć tego już nie sprawdzimy - podkreślił były piłkarz m.in. Jagiellonii Białystok, Wisły Kraków, francuskiego Strasburga, japońskiej Nagoi czy hiszpańskiego Elche, który latem tego roku zakończył karierę.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje