Hiszpania w finale! Portugalia przegrywa w rzutach karnych!
Obrońcy tytułu zagrają w wielkim finale! Hiszpania pokonała Portugalię po rzutach karnych 4-2. Decydującą bramkę zdobył Cesc Fabregas.

Na Donbas Arenie w Doniecku piłka długo nie chciała wpaść do bramki. Dopiero Andres Iniesta wpakował ją do siatki w drugiej serii rzutów karnych. Wcześniej swoje szanse solidarnie zmarnowali Xabi Alonso oraz Joao Moutinho. W kolejnych jedenastkach pomylił się już tylko Bruno Alves - trafił w poprzeczkę - i to Hiszpania zagra w finale.
Vicente del Bosque zaskoczył wyjściowym składem - od pierwszej minuty na boisku przebywał Alvaro Negredo, który we wcześniejszych fazach turnieju grał przez zaledwie kilkadziesiąt sekund. Być może miał być talizmanem - z nim w składzie Hiszpania wygrała wszystkie 11 spotkań - być może taranem. Negredo słynie z siły, której w dodatku w boiskowych starciach z entuzjazmem nadużywa. Jeśli ktoś miał nie truchleć ze strachu przed zapaśniczymi pojedynkami z królującym w defensywie Portugalii Pepe, to przede wszystkim właśnie Negredo. Przy nim Fernando Llorente, wyższy i lepiej zbudowany, ale na boisku zdecydowanie bardziej subtelny, wygląda na grzecznego chłopca.
Jednak pojedynków Pepe z Negredo odciętym od podań Negredo nie było wiele. Hiszpanie nie wykorzystywali swojej "dziewiątki". Wyglądało to trochę tak, jakby La Roja już oduczyła się grać z napastnikiem w składzie.
Na przedmeczowej konferencji prasowej del Bosque żartował, że życzyłby sobie, by Portugalczycy grali wyłącznie na swojej połowie. Podopieczni Paulo Bento postanowili zrobić trenerowi rywali na złość. Zadomowili się na połowie Hiszpanii i wcale nie zamierzali jej opuścić.
Hiszpańska tiki-taka funkcjonowała źle. Reprezentanci La Roja byli niedokładni, niecelnie podawali nawet nieatakowani. Grający bardziej bezpośrednio Portugalczycy niewiele potrzebowali do stworzenia okazji. Czyhali na błąd rywala, przejmowali piłkę i natychmiast parli naprzód. Momentami Hiszpania, obezwładniona agresywnym pressingiem, nie potrafiła wybić piłki spod własnej bramki. Brakowało klarownych sytuacji, ale raz po raz pod bramką Casillasa robiło się naprawdę gorąco.
Hiszpanie próbowali usypiać grę podawaniem piłki w poprzek boiska, jednak Portugalczycy umiejętnie im w tym przeszkadzali. Jeśli ktoś narzucił w tym meczu rywalowi swój styl, była to Portugalia. Przed meczem wydawało się to niemożliwe.
Nie tylko to mogło zaskakiwać. Alvaro Arbeloa, w teorii najbardziej narażony na ataki ze strony Cristiano Ronaldo, miał nie wyściubiać nosa przed własne pole karne, a na początku występował w roli najbardziej wysuniętego hiszpańskiego piłkarza. Nie znaczy to, że miał aż taką swobodę na swojej stronie - nie miał. Cristiano Ronaldo, gdy zbiegał na skrzydło, był dla niego prawdziwym utrapienie.
Zresztą nie tylko dla niego - Cristiano przebijał się również środkiem boiska, ku wyraźnemu niezadowoleniu stoperów Hiszpanii. Za zamanifestowanie swojego niezadowolenie rajdami Ronaldo taktycznym faulem Ramos zarobił żółtą kartkę. Nie był jedynym zawodnikiem Realu Madryt, który podnosił rękę - lub nogę - na Cristiano Ronaldo. Alvaro Arbeloa czy Xabi Alonso bez skrupułów ścinali kolegę z drużyny równo z murawą.
Atakująca zrywali Portugalia wyglądała znacznie groźniej, jednak Hiszpanie bardziej cierpliwi, także dochodzili do swoich sytuacji. Na początku spotkania David Silva i Andres Iniesta wymienili trzy podania na dziesięciu centymetrach kwadratowych murawy, czym uczynili spory wyłom w defensywie Portugalii. Piłkę otrzymał Negredo, który nie zdołał strzelić, ale przytomnie zagrał do Arbeloi, który nieznacznie spudłował. Kilkanaście minut później minimalnie niecelnie strzelał Iniesta.
Na pierwszy celny strzał Hiszpanie czekali aż do 68. minuty. Chwilę wcześniej na boisku pojawili się Cesc Fabregas i Jesus Navas, zmieniając Negredo i Silvę. Po części dzięki zmiennikom, po części z powodu zmęczenia intensywnie grających Portugalczyków Hiszpanie powoli przejmowali inicjatywę. Del Bosque wpuścił też Pedro, kolejny raz wybierając dość awangardową taktykę - z dwoma skrzydłowymi, ale bez napastnika.
Przesunięcie się pod pole karne Portugalii mogło się na Hiszpanach zemścić. W 90 minucie, po kontrataku czterech na dwóch, Cristiano Ronaldo mógł rozstrzygnąć losy meczu. Strzelał jednak niecelnie. Konieczna była dogrywka.
W 102. minucie swoją szansę na przełamanie zmarnowała La Roja. Po kiepskim strzale Jesusa Navasa - tak kiepski, że piłka nie wyszła nawet za boisko - futbolówkę przy linii bocznej mimo wściekłych ataków rywali opanował Iniesta. Podał do Alby, który wpadł w pole karne i oddał piłkę Inieście, ale jego strzał z kilku metrów znakomicie obronił Rui Patricio.
W dogrywce Portugalczycy myśleli już tylko o rzutach karnych. Powinien im je wybić z głowy Pedro, wybiegający sam na sam z bramkarzem, jednak dał się złapać pędzącym co tchu rywalom. Pierwszego finalistę Euro 2012 wyłoniły rzuty karne.
Łukasz Kwiatek
Półfinał
Portugalia - Hiszpania 0-0, karne 2-4
Żółta kartka - Portugalia: Fabio Coentrao, Pepe, Joao Pereira, Bruno Alves, Miguel Veloso. Hiszpania: Sergio Ramos, Sergio Busquets, Alvaro Arbeloa, Xabi Alonso.
Sędzia: Cuneyt Cakir (Turcja). Widzów 47˙400.
Portugalia: Rui Patricio - Joao Pereira, Bruno Alves, Pepe, Fabio Coentrao - Raul Meireles (112. Silvestre Varela), Miguel Veloso (106. Custodio), Joao Moutinho - Nani, Hugo Almeida (81. Nelson Oliveira), Cristiano Ronaldo.
Hiszpania: Iker Casillas - Alvaro Arbeloa, Sergio Ramos, Gerard Pique, Jordi Alba - Xavi Hernandez (87. Pedro Rodriguez), Sergio Busquets, Xabi Alonso, David Silva (60. Jesus Navas), Andres Iniesta - Alvaro Negredo (54. Cesc Fabregas).
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje