Michał Kwiatkowski: Z roku na rok chcę być coraz lepszy
Gwiazda Michała Kwiatkowskiego coraz jaśniej świeci na kolarskim firmamencie. Polak przykuwa już uwagę rywali w peletonie, ale do swoich dobrych wyników podchodzi z dużą pokorą. - Wciąż muszę pracować nad każdym elementem kolarskiego rzemiosła - podkreślił.

- Nie mam jakiegoś szczególnego sportowego marzenia. Nie ma jakiegoś konkretnego wyścigu, który bardzo chciałbym wygrać. Dla mnie najważniejsze jest robienie stałych postępów. Z roku na rok chcę być coraz lepszy - powiedział Kwiatkowski podczas wtorkowego spotkania z dziennikarzami w Warszawie.
Jak na razie w pełni udaje mu się realizować ten plan. Od 2010 roku ściga się w zawodowym peletonie. Najpierw w drużynach Caja Rural i RadioShack, a od 2012 broni barw Omega Pharma-Quick Step. W ubiegłym roku zadebiutował w Tour de France. "Wielką Pętlę" ukończył na 11. miejscu. W dwóch etapach był trzeci, a przez dziesięć jechał w koszulce lidera klasyfikacji młodzieżowej.
To był dopiero początek. Szefowie belgijskiej grupy dostrzegli postępy Kwiatkowskiego i wiosną w wielu imprezach uczynili go liderem. Polak szybko udowodnił, że na zaufanie zasługuje. W marcu triumfował w Strade Bianche, w końcówce wyprzedzając Słowaka Petera Sagana i Hiszpana Alejandro Valverde.
- Ten sukces jak na razie sprawił mi najwięcej radości. Samotne minięcie mety w Sienie było czymś niesamowitym i na długo pozostanie mi w pamięci - przyznał.
Świetnie Polak spisywał się w kwietniu. Najpierw w wyścigu Dookoła Kraju Basków musiał uznać wyższość jedynie Hiszpana Alberto Contadora, a następnie stawał na najniższym stopniu podium dwóch ardeńskich klasyków - Strzały Walońskiej i Liege-Bastogne-Liege.
W Tour de Romandie natomiast udowodnił, że miejsce w grupie, która w ubiegłorocznych mistrzostwach świata zdobyła złoty medal w drużynowej jeździe na czas w pełni mu się należało. Wygrał "czasówkę" będącą prologiem wyścigu, a w pokonanym polu zostawił m.in. kolegę z ekipy i mistrza świata w tej specjalności Niemca Tony'ego Martina.
- Praca jaką wykonałem przez te wszystkie lata teraz procentuje. Jestem coraz silniejszy, a o to przecież chodzi. Jednak wciąż muszę pracować nad każdym elementem kolarskiego rzemiosła - zaznaczył.
Odnoszone sukcesy mają swoją cenę. Od ubiegłorocznego Tour de France Kwiatkowski przykuwa znacznie większą uwagę organizacji antydopingowej. Od tamtego czasu był kontrolowany ponad 20 razy. Inaczej patrzą też na niego rywale w peletonie.
- Jestem teraz bardziej pilnowany. Łatwiej zająć miejsce w pierwszej dziesiątce jeśli wcześniej było się zawodnikiem z okolic setnej lokaty. Walka o zwycięstwo jest już trudniejsza. To także obciążenie dla całej ekipy, która czasem musi wziąć odpowiedzialność za to co się dzieje w wyścigu - powiedział.
Po intensywnej wiośnie Kwiatkowski dostał trochę wolnego i mógł spędzić czas z bliskimi w Toruniu. W tym mieście powołał do życia Akademię Kolarską i kiedy tylko może służy radą młodym adeptom tej niezwykle wymagającej dyscypliny sportu.
- Trzeba być przede wszystkim cierpliwym, wytrwałym i systematycznym. Kariera kolarza jest bardzo długa, a sukcesy często nie przychodzą od razu. A nawet jeśli przychodzą, to trzeba uważać żeby się w tym wszystkim nie zgubić - podkreślił.
Do ścigania Polak wróci 8 czerwca, kiedy rozpocznie się Criterium du Dauphine. Tour de France zaczyna się natomiast 5 lipca. W międzyczasie czekają go mistrzostwa Polski w Sobótce oraz rekonesans kilku etapów "Wielkiej Pętli". Choć TdF to dla niego impreza sezonu, to nie ma w niej wyznaczonego konkretnego celu.
- Ani drużyna, ani ja sam na siebie nie nakładam żadnej presji. Nikt nie mówi o walce w klasyfikacji generalnej. Dla mnie to będzie przede wszystkim kolejna cenna lekcja. Bardzo trudną rzeczą do opanowania i zarazem niezwykle ważną jest umiejętność odpowiedniego gospodarowania energią. Wyścigi co roku są praktycznie takie same, więc zdobywane doświadczenie ma olbrzymie znaczenie - podsumował.
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje