Reklama

Reklama

Mateusz Masternak spragniony energii polskiej publiczności

- Nie życzę tego sobie, ani nikomu innemu, nawet swojemu rywalowi. Coś takiego niszczy sport – mówi w rozmowie z Interią polski bokser wagi junior ciężkiej Mateusz Masternak, który kilka miesięcy temu został oszukany podczas gali w RPA.

W czerwcu ubiegłego roku Mateusz Masternak pojechał do Republiki Południowej Afryki po wydawało się łatwą wygraną i szybką wypłatę. Tak się jednak nie stało, bo Polak został po prostu oszukany.

Przez całą walkę był zdecydowanie lepszy od ulubieńca gospodarzy Johny’ego Mullera i powinien wygrać na punkty. Reprezentant RPA tuż po pojedynku ledwo stał na nogach i czekał na werdykt sędziów. Uśmiechnięty Masternak chodził po ringu i już odbierał gratulacje. Gdy tylko usłyszał, jaka jest decyzja arbitrów, omal się nie załamał.

W skład jury wchodzili trzej sędziowie z RPA. Jeden z nich punktował na korzyść Polaka, a dwóch na zawodnika z Afryki. Oficjalnie wygrał Muller, choć po walce powinno mu być po prostu wstyd.

Werdykt wywołał wielki skandal w świecie boksu. Oburzeni byli znani pięściarze, którzy jawnie mówili, że Masternak został "przekręcony". Dodawali, że już przed galą ustalono, że to reprezentant gospodarzy ma wygrać i tak też się stało. Wyrazy współczucia spływały z całego świata.

Reklama

Masternak świeżo po walce czuł się bardzo rozbity, przede wszystkim psychicznie. Nie mógł uwierzyć, że takie rzeczy mają miejsce w zawodowym sporcie. Teraz przyjmuje to już z większym spokojem.

- Nie siedzi mi to już w głowie. To jest sport i takie rzeczy się zdarzają. Na pewno coś takiego niszczy sport i nie ma na to miejsca. To, co wydarzyło się w RPA, już było. Nie zmienię tego. Historii nie zmienimy, ale na pewno ma ona wpływ na przyszłość. Nie życzę tego sobie, ani nikomu innemu, nawet swojemu rywalowi - mówi Interii Masternak, po ośmiu miesiącach od tamtych wydarzeń.

Zresztą znakomity polski bokser znalazł sprytną receptę na wyjście z psychicznego dołka. Postanowił złość przekuć w ciężką pracę i dlatego w tym czasie już dwa razy wyszedł na ring. Najpierw we wrześniu bez problemu rozprawił się z Carlosem Ailtonem Nascimento, a trzy miesiące później stanął do walki z Tonym Bellewem. Polak stoczył zacięte starcie, ale przegrał decyzją sędziów. Tym razem sprawiedliwie.

Była to jego czwarta porażka w karierze. Bilans i tak ma imponujący, bo wygrał 36 pojedynków, z czego aż 26 przed czasem. Walczył ze ścisłą czołówką wagi junior ciężkiej, m.in. Grigorijem Drozdem, Jeanem-Markiem Mormeckiem czy Yourim Kalengą. Miał też pas mistrza Europy EBU. A wszystko to przed skończeniem 30 lat!

Teraz wraca, a 2 kwietnia w Tauron Arenie Kraków jego rywalem będzie Eric Fields. Amerykanin, który nie walczył od dwóch lat.

- Miałem już jednego przeciwnika, który miał dość długą przerwę. Mam tu na myśli Grigorija Drozda. Wszyscy widzieliśmy, jak rozbrat z ringiem pozytywnie na niego wpłynął - przypomina Masternak.

- On boksuje na wyjeździe, a ja przed własną publicznością. Z tego względu można powiedzieć, że mam więcej do stracenia i to na mnie będzie większa presja. Tylko że jestem przyzwyczajony do jednej sytuacji i drugiej. Poza ringiem niewiele może mnie już zaskoczyć. W ringu natomiast będę bardzo skoncentrowany i konsekwentny. Chcę wykonać moją pracę na sto procent, tak by Tauron Arena Kraków wrzała - zapowiada polski pięściarz.

Masternak dawno temu założył, że będzie jednym z najmłodszych mistrzów świata wagi junior ciężkiej. Na razie nie realizuje planu, bo w tej kategorii wagowej mieliśmy już dwóch mistrzów - Tomasza Adamka i Krzysztofa Włodarczyka, a w tej chwili pas federacji WBO dzierży Krzysztof Głowacki.

Masternak: - Do 30. roku życia chciałem zdobyć pas. Mam na to jeszcze rok i kilka miesięcy. Jestem na takim etapie kariery, że można to zrobić bardzo szybko. Potrzeba tylko odrobiny szczęścia i może to być realne. Na pewno traktuję karierę bardzo poważnie. To że mam porażki na koncie, w żaden sposób nie zniechęca mnie do treningów i poświęcenia. Nadal jestem głodny sukcesów i mam już pewien bagaż doświadczeń. Najwyższa pora, by zaczęło to procentować w ringu.

Bokser wraca do Polski po latach spędzonych za granicą. Ostatni raz nad Wisłą boksował w 2011 roku w rodzinnym Wrocławiu. Potem walczył m.in. w Rosji, Danii, Niemczech, Francji czy pamiętnej RPA. Łącznie w tym czasie stoczył 16 pojedynków, aż w końcu zawitał do Polski.

- Wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Liczę na to, że dzięki publiczności będę mógł eksplodować - zapowiada.

- Wychodząc do ringu będę się karmił energią polskiej publiczności. Przez te kilka lat zazdrościłem innym zawodnikiem, że boksują u siebie, na fajnych, dużych galach. Może ta zazdrość przyczyniła się do tego, że moje marzenia się ziściły i będę mógł teraz walczyć w Polsce. Teraz ważne jest, by skupić się na przygotowaniach i pokazać się tu z bardzo dobrej strony - kończy Masternak.

Gala Polsat Boxing Night odbędzie się 2 kwietnia w Tauron Arenie Kraków. W walce wieczoru Tomasz Adamek zmierzy się z Amerykaninem Erikiem Moliną.

Łukasz Szpyrka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne