Partner merytoryczny: Eleven Sports

Porażki Legii i Wisły były wkalkulowane

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij

Zmorą naszej piłki jest przeszywające do szpiku kości uczucie niedosytu, frustracji, bezsilności. Takie jak po ostatnich meczach Wisły i Legii w Lidze Europejskiej.

Ledwo oprzytomnieliśmy po fakcie, że po trzech dekadach oczekiwania dwa polskie kluby przetrwały w europejskich rozgrywkach do wiosny, a już nie ma ani jednego. Patrząc na listę rywali, porażki Wisły i Legii w 1/16 finału Ligi Europejskiej można było wziąć pod uwagę. Większość z nich przewyższa nasze kluby potencjałem, dobry los się jednak zlitował przydzielając im Sporting Lizbona i Standard Liege dwa zespoły średnie, przeżywające masę wewnętrznych problemów. Ale jak to w naszej piłce bywa, co wydawało się cudownym zrządzeniem losu i tak okazało się za mało.

Gervasio Nunez powinien zostać "rozszarpany" w szatni. Ratując jego błąd w pierwszym meczu Michał Czekaj faulował w polu karnym i wyleciał z boiska, w drugim Nunez sam bezmyślnie skosił rywala mając żółtą kartkę. Jeśli był zmęczony lub nie miał ochoty grać dalej, mógł poprosić o zmianę. Tymczasem osłabił kolegów w chwili, gdy po zmarnowaniu pierwszej połowy szykowali się do ataku.

Zmarnowaniu? Tak. Łukasz Garguła radośnie oznajmia, że w pierwszej części gry drużyna chciała utrzymać wynik 0-0. Kuriozalne, bo przecież dawał on awans Standardowi Liege. Czyli, aż 45 minut z 90 w rewanżu zostało przez wiślaków wyrzucone do kosza. Atak miał nastąpić w drugiej połowie, ale od 63. min trzeba było grać w dziesiątkę. Wychodzi na to, że Wisła podarowała sobie zaledwie kwadrans normalnej walki o awans!

"Byliśmy lepsi, ale pechowo odpadliśmy" - powtarzają przy takich okazjach gracze Ekstraklasy prowokując do gorzkiej refleksji: "trzeba było być gorszym i awansować". Rywale grają o zwycięstwo, nasi o zachowanie twarzy, co zazwyczaj i tak niestety się nie udaje. Zmorą naszej piłki jest przeszywające do szpiku kości uczucie niedosytu, frustracji, bezsilności. Ono znowu powraca, paradoksalnie w tak szczególnym dla polskich klubów sezonie. Następnego takiego doczekają pewnie nasze wnuki.

INTERIA.PL

Lubię to
Lubię to
0
Super
0
Hahaha
0
Szok
0
Smutny
0
Zły
0
Udostępnij
Masz sugestie, uwagi albo widzisz na stronie błąd?Napisz do nas
Dołącz do nas na:
instagram
  • Polecane
  • Dziś w Interii
  • Rekomendacje