Reklama

Reklama

Po zawodach do zoo

Zawodnicy, którzy mają już za sobą występy na olimpijskich arenach, ale nie wyjeżdżają z Pekinu, szukają wszelkich sposobów spędzania wolnego czasu. Ci, którzy zobaczyli już Wielki Mur oraz Zakazane Miasto, kupili wszystko co niezbędne w wielkich sklepach, wybierają inne możliwości - we wtorek liczna grupa zawodników, trenerów i kibiców odwiedziła pekińskie zoo.

Pierwszym miejsce, do którego kierują się wszyscy zwiedzający, jest główna atrakcja ogrodu - wybieg dla pandy wielkiej. W Pekinie, tych będących na granicy wymarcia zwierząt, jest co najmniej kilkanaście. Większość w ciągu dnia leniwie wysypia się na wybiegu. Ku uciesze dzieci oraz dorosłych jedna zdecydowała się wejść na wysokie drzewo i z lubością pozowała do fotografii.

Reklama

"Jest piękna" - powtarzała w kółko, robiąc zdjęcia zawodniczka z Jamajki.

Atrakcję ogrodu stanowi również niedawno wybudowane oceanarium. Rekiny, delfiny oraz... błazenki - to najbardziej "oblegane" zwierzęta. Te ostatnie są szczególnie lubiane przez dzieci - błazenek był bowiem bohaterem popularnego filmu animowanego.

W ciągu dnia kilkakrotnie organizowane są pokazy sztuczek i akrobacji w wykonaniu delfinów oraz słoni morskich. Wielki ssak bardzo zachwycił siedzącego obok mnie kibica koszykówki z Litwy - "Rewelacja, ten stwór tańczy break dance, jakby był z Nowego Jorku" - ocenił okiem "eksperta".

Wolontariusze pomagający obcokrajowcom na terenie zoo pokazali we wtorek wielkie zaangażowanie w budowę wizerunku nowoczesnych, uśmiechniętych Chin.

Gdy okazało się, że brakuje mi gotówki, by wejść do oceanarium (na teren zoo sportowcy i dziennikarze wchodzą za darmo) ruszyli z pomocą. Nie udało się jednak załatwić zniżki w kasie, a na pytanie czy mogą wymienić 100 dolarów zgodnie zaprzeczyli - "Niestety nie mamy takiej gotówki, ale tu niedaleko jest bank, tam pewnie się uda".

W Chinach większość banków nie ma zezwolenia na przeprowadzanie wymiany - musiałem więc skierować się do oddalonego o około 2 km Banku Chin. Nim jednak ruszyłem w drogę podbiegł wolontariusz - Cheng Long Wei i zaproponował, że zawiezie mnie tam na rowerze.

Jazda po drogach stolicy Państwa Środka to wielkie przeżycie dla przyzwyczajonego do porządku przybysza z Zachodu. Tym większą przygodą okazała się jazda na bagażniku roweru, który służył także poprzednim pokoleniom rodziny Wei. W Pekinie kierowcy nie przejumują się bowiem obecnością innych pojazdów - ich jazdę może zatrzymać jedynie czerwone światło.

Było to też przeżycie dla mierzącego około 165 cm wzrostu Cheng Longa, który nalegał bym nazywał go Neo - od imienia bohatera filmu Matrix. Wagowo bliżej mi bowiem do Szymona Kołeckiego niż Łukasza Maszczyka. Zdyszany, ale zadowolony, że mógł pomóc Cheng, nie chciał w zamian żadnej gratyfikacji. Pozostało mi tylko jedno - zamieniliśmy się miejscami i w drodze powrotnej to ja byłem kierowcą.

I tylko jedno miejsce w dużym ogrodzie zoologicznym budzi nie zachwyt, a przygnębienie. To pomieszczenia, w których mieszkają największe koty świata - tygrysy, lwy, pantery, gepardy. Ich pawilon jest przestarzały, zniszczony, a klatki w których przebywają mają nie więcej niż 15-20 metrów kwadratowych.

Zza przerdzewiałych krat wielkie koty przeszywają wzrokiem zwiedzających. Tak smutnych oczu nie spotka się nigdzie w Pekinie.

Z ogrodu zoologicznego w Pekinie - Maciej Malczyk

Dowiedz się więcej na temat: wielki mur | ZOO

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje