Reklama

Reklama

Włosi odetchnęli z ulgą po meczu z Japonią

Z podkrążonymi z niewyspania oczami Włosi opowiadają sobie od rana, co przeżyli ubiegłej nocy. Mecz z Japonią w ćwierćfinale Pucharu Konfederacji w Brazylii miał być czystą formalnością, tymczasem mało brakowało, a byłby powodem licznych zawałów wśród kibiców.

Do 41. minuty Włosi przegrywali 0-2. Ewentualna porażka byłaby tym dotkliwsza, że selekcjonerem reprezentacji Japończyków jest Włoch Alberto Zaccheroni.

Trener Cesare Prandelli ostrzegał swoich piłkarzy, że Zaccheroni na pewno przygotuje im jakąś niespodziankę. Nie tylko miał rację, ale "Azzurri" i od siebie dodali tego dnia wyjątkową ospałość i niepojęty wręcz brak koncentracji. 

Po wyrównaniu raz jeszcze dali się zaskoczyć i końcowe zwycięstwo wcale nie było tak pewne, jak to się wydaje w tej chwili.

Komentatorzy bez żadnych zahamowań przyznają, że na zwycięstwo zasługiwali Japończycy: grali oni znacznie lepiej od Włochów, którym po prostu się poszczęściło.

Reklama

Tego zdania jest także Prandelli, który kładzie wszystko na karb zmęczenia; rzeczywiście mieli oni o jeden dzień odpoczynku mniej niż przeciwnicy.

Tak czy inaczej "Azzurri" weszli do półfinału Pucharu Konfederacji, co nie udało im się cztery lata temu i czego nie zmieni już ewentualna porażka z Brazylią w sobotę. Wygrywając jednak to spotkanie, mogliby uniknąć w następnej fazie Hiszpanów.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL