• 1 .FC Barcelona (25 pkt.)
  • 2 .Valencia CF (21 pkt.)
  • 3 .Real Madryt (17 pkt.)
  • 4 .Atletico Madryt (16 pkt.)
  • 5 .Real Betis Balompié (16 pkt.)
  • 6 .Sevilla FC (16 pkt.)
  • 7 .CD Leganés (14 pkt.)
  • 8 .Villarreal CF (13 pkt.)

Espaneta, ostatnia gwiazda Valencii

W rok po sprzedaży Davida Villi i Davida Silvy Valencia znowu pozbyła się największych gwiazd - Juana Maty i Joaquina Sancheza. Na Estadio Mestalla pozostał tylko jeden człowiek, o którym można mówić "galaktyczny": Espaneta.

Bernardo Espana Edo, w piłkarskim świecie znany jako Espaneta, nie jest tak bramkostrzelny jak Villa, nie drybluje jak Joaquin, ani nie podaje tak finezyjnie, jak Silva czy Mata, ale ma na koncie więcej trofeów wywalczonych z Valencią niż cała ta czwórka razem wzięta. W czym się specjalizuje? W przygotowywaniu strojów, sprzętu treningowego i ... podrabianiu autografów.

Reklama

Zawodnicy mówią, że rozpieszcza ich bardziej niż ich własne żony, bo sprząta po nich prysznice i czyści im buty z trawy. Na uroczystych prezentacjach zespołu wybiega jako ostatni i zbiera największe owacje publiczności. Publiczności, dla której istnieje od zawsze i od zawsze ogląda mecze z ogrodowego plastikowego krzesełka, ustawianego nieopodal ławki rezerwowych. Ma grupę kilkuset fanów na Facebooku i fanklub kibiców Valencii swojego imienia.

Od podawacza piłek do członka sztabu szkoleniowego

Legenda Espanety rodziła się w bólach. Młody Bernardo chciał być piłkarzem. Żeby spędzać więcej czasu na boisku uciekał ze szkoły i warsztatu, gdzie pracą fizyczną już jako nastolatek musiał zarabiać na utrzymanie. Wróżono mu świetlaną przyszłość, w barwach lokalnych drużyn wygrywał dziecięce turnieje. Ale piłkarską karierę musiał zakończyć, zanim na dobre ją rozpoczął. Miał 16 lat, gdy motor, na którym wracał po pracy razem z bratem, w kałuży paliwa wpadł w poślizg i przygniótł Bernardo lewą nogę, zrywając mu ścięgno Achillesa. Pojawiło się ryzyko, że do końca życia będzie poruszał się o kulach. O uprawianiu sportu musiał zapomnieć, ale o samym sporcie - nie mógł.

Od tamtej chwili nie marzył o niczym innym, tylko o pracy w charakterze "utilliero" - "rekwizytora" - pojęcie zaczerpnięte z terminologii teatralnej - "człowieka od narzędzi" w klubach odpowiedzialnego za przygotowywanie strojów przed meczami i sprzętu do treningów (angielski "kitman"). Po wypadku dalej uciekał ze szkoły i pracy, by choć oglądać treningi piłkarzy Valencii i podawać im piłki. Zawodnicy, widząc zaangażowanie kulejącego nastolatka, nagradzali go drobnymi napiwkami i zapraszali na posiłki. Wkrótce dostał posadę w zespole rezerw, a po kilku latach - w pierwszej drużynie.

W Hiszpanii "utilieros" są pełnoprawnymi członkami sztabów szkoleniowych, co znaczy, że formalnie razem z zespołem zdobywają trofea. 73-letni Espaneta, po niemal półwiecznym stażu w Valencii, ma na koncie trzy tytuły mistrza Hiszpanii, Puchar UEFA, dwa Superpuchary Europy, Puchar Zdobywców Pucharu, cztery Puchary Króla i Superpuchar Hiszpanii.

Syn Di Stefano i brat Kempesa

W swojej karierze służył pod rozkazami trzydziestu trenerów, przez ten czas zetknął się z setkami piłkarzy. Najlepiej wspomina Alferedo di Stefano, który był dla niego "jak drugi ojciec" oraz Quique Floresa i Mario Kempesa, o których mówi jako o "braciach".

Właśnie dzięki Kempesowi odkrył swój nieprzeciętny talent. W latach 70-tych i 80-tych Valencia zarabiała krocie na sprzedaży pamiątek z autografami Kempesa, jednej z największych gwiazd ówczesnego futbolu. Popyt był tak wielki, że Argentyńczyk nie był w stanie własnoręcznie podpisać wszystkich gadżetów. Wyręczał go w tym Espaneta, który w tym procederze osiągnął perfekcję. Kiedyś założył się z Kempesem, że zatrzyma dla siebie pieniądze, jeśli bank zrealizuje sfałszowany czek. Prawdopodobnie nigdy nie zarobił łatwiej stu tysięcy peset.

"Drugi ojciec" Espanety, legendarny piłkarz i honorowy prezes Realu Madryt, w sezonie 1979-80 pracował jako szkoleniowiec Valencii. Wspominał później, że razem z trenujący zawodnikami podziwiał żonglującego piłką Espanetę. Naliczyli mu ponad 300 podbić, zanim Di Stefano kazał Espanecie przestać, żeby nie deprymował piłkarzy.

Zobacz zabawy Espańety z piłką

W 1982 roku "Don Alfredo" jako trener wrócił do Realu Madryt, zespołu, który trzy dekady wcześniej poprowadził do pięciu triumfów w Pucharze Europy. Chciał zabrać ze sobą Espanetę, kusząc go sowitą podwyżką. "Utillero" Valencii odpowiedział: "Bardzo panu dziękuję. Doceniam pański gest, ale moje serce i moje życie są aż do śmierci z Valencią. Nigdzie się stąd nie ruszam".

Legenda i żywa maskotka w jednym

Z Valencią faktycznie był na dobre i na złe. W 1986 r. klub przez pięć miesięcy nie wypłacał pensji piłkarzom i pracownikom. Espaneta w pracy pojawiał się codziennie. W ciągu 43 lat pełnoetatowej pracy przegapił tylko dwa spotkania. W 1981 r. przeszedł operację na wyrostek robaczkowy. Miał wypoczywać przez co najmniej trzy ligowe kolejki, wytrzymał dwie, na następną - mecz w Pampelunie - już pojechał. Wspomina, że trudno mu było dźwigać walizki tak szybko po operacji, ale pracował normalnie. Meczu nie opuścił nawet w 1986 r., gdy jego matka zmarła w przeddzień wyjazdowego spotkania z Barceloną. Po pogrzebie dołączył do ekspedycji. Valencia wygrała 1-0, zwycięstwo zadedykowano Espanecie.

Obecnie od kilku lat nie pracuje już w pełnym wymiarze, nie jeździ na wyjazdowe mecze, ale spotkań na Estadio Mestalla nie opuszcza nigdy. Pełni rolę nie tylko żywej maskotki i ulubieńca kibiców, ale i symbolu klubu, co często wykorzystują sponsorzy. W 2009 r., gdy Florentino Perez rozpoczynał budowę "drugiego galacticos", ściągając na Santiago Bernabeu Cristiano Ronaldo i Kakę, reklamująca się na koszulkach Valencii firma bukmacherska zaczęła przyjmować zakłady, czy następnym transferem Realu zostanie Espaneta. I czy będzie droższy od Kaki.

Spece od marketingu w ogóle lubią przypominać, że Espaneta odrzucił ofertę "transferu" do Realu Madryt. Na jednym z nakręconych filmów promocyjnych zdesperowani kibice "Królewskich" uprowadzili legendarnego "utillero" Valencii, ale ostatecznie udało się go odbić.

Koledzy po fachu Espanety podkreślają, że Bernardo jest tym dla wszystkich "utilleros" tym, kim dla innych piłkarzy są Leo Messi czy Cristiano Ronaldo. Doczekał się nawet książek na własny temat. Gdziekolwiek się nie pojawi, z obecnej, pozbawionej gwiazd kadry Valencii rozdaje najwięcej autografów.

Dowiedz się więcej na temat: 'Gwiazdy' | piłka nożna | Valencia CF | david villa

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje