Reklama

Reklama

Czy Zakopane żegna Małysza?

Już od 46 miesięcy Adam Małysz nie wygrał zawodów Pucharu Świata. Gdzie mógłby się przełamać, jeśli nie w Zakopanem?

Kiedy 25 marca 2007 roku na planickim mamucie Adam Małysz kompletował na koniec sezonu hat-tricka, byliśmy absolutnie pewni, że kolejną barierą złamaną przez Polaka będzie rekord zwycięstw w Pucharze Świata Matti Nykaenena. Legendarny Fin zwyciężał 46 razy, Małysz 38 - wystarczyło więc przez kolejne cztery lata wygrywać po dwa razy w sezonie, by zostać w tej prestiżowej klasyfikacji numerem 1. Tymczasem zdarzyło się coś przedziwnego: w ostatnich 46 miesiącach Polak stawał na podium Pucharu Świata aż 15 razy, nigdy jednak na jego najwyższym stopniu.

Reklama

Nie znaczy to, że był to dla Małysza okres stracony. Przeciwnie. Na igrzyskach w Vancouver zdobył dwa srebrne medale, co stawia go w gronie poważnych kandydatów do tytułu sportowca wszech czasów w Polsce. W ciągu ostatnich czterech lat Małysz bywał kilka razy w wielkiej formie, zawsze znajdował się jednak rywal, który był w jeszcze większej - Simon Ammann, Gregor Schlierenzauer, czy ostatnio Thomas Morgenstern. Pięć dni temu na Okurayamie w Sapporo Polak prowadził po pierwszej serii, w drugim skoku spadł jednak na trzecie miejsce.

Kibice poniosą go po zwycięstwo?

Nadchodzi najlepsza okazja, by się w końcu przełamać. Przed nami trzy konkursy w Zakopanem, gdzie Małysz jest u siebie, przed swoimi fanatycznymi kibicami, których entuzjazm utrzymuje go w locie ułamki sekundy dłużej. Formę ma dobrą - w tym sezonie już sześć razy stawał na podium, co daje mu czwarte miejsce w klasyfikacji generalnej. Mimo tak długiego czasu bez wygranej w PŚ, Polak jest wciąż najbliżej latającego Fina.

W zawodach Pucharu Świata na Wielkiej Krokwi skoczek z Wisły zwyciężał dotąd trzy razy (w 2002 i dwa razy w 2005 roku), a poza tym jeszcze czterokrotnie był w trójce. Konkursy w Zakopanem dorobiły się własnej aury i historii, napisanej przede wszystkim przez Małysza.

Legendarny pojedynek

Takich tłumów, jakie dotarły pod Wielką Krokiew w styczniu 2002 roku nikt w Tatrach nie pamięta. Kiedy o czwartej nad ranem ochroniarze przybyli pod skocznię, na trybunach było już 20 tys ludzi (niestety głównie bez biletów). Małysz przegrał w sobotę, ale w niedzielę skakał najlepiej ze wszystkim pokonując nawet rewelacyjnego wtedy Svena Hannawalda. "Ale za to niedziela, była dla nas" - śpiewał tłum na Krupówkach.

Rok później Małysz był dwa razy trzeci w Zakopanem. Wygrywał Hannawald ustanawiając rekord Wielkiej Krokwi. Pamiętam dobrze wzruszenie Niemca, który jeszcze 12 miesięcy wcześniej przyjmowany był w Polsce jak wróg publiczny numer 1, a 19 stycznia 2003 roku już jak bohater. Pod kierunkiem Małysza jego fanatyczni kibice uczyli się obiektywizmu i szacunku dla rywali, co różni skoki narciarskie, od kilku innych dyscyplin. Sportowa odpowiedź Polaka przyszła na mistrzostwach świata w Val di Fiemme, gdzie dwa razy zdeklasował Hannawalda i wszystkich pozostałych.

Dowiedz się więcej na temat: Zegna | Morgenstern | ammann | schlierenzauer | Adam Małysz | wielka krokiew

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy