Reklama

Reklama

Tenis. Hubert Hurkacz i jego wielki atut

W tenisie przeciwnicy często chcą zobaczyć po drugiej stronie osobę, która jest zdenerwowana, wkurza się, reaguje emocjonalnie, okazuje słabość, bo wtedy „ma się ją na widelcu”. A Hubert był skupiony, opanowany – mówi w rozmowie z Interią Paweł Habrat, psycholog sportu, od wielu lat współpracujący z polskimi tenisistami.

W niedzielę 24-letni Hubert Hurkacz odniósł największy sukces w karierze i jeden z największych w historii polskiego tenisa. Wrocławianin wygrał ATP Masters 1000 Miami Open. Od początku turnieju pokazywał wielką siłę mentalną. Nie denerwował się, wychodził z trudnych sytuacji w meczach. Czy da się tak wielki turniej wygrać "głową"?

Olgierd Kwiatkowski, Interia: Czy pan jako psycholog potwierdzi opinię, że Hubert Hurkacz wygrywał mecze w Miami Open nie tylko dzięki świetnej grze, ale też mentalnie?

Paweł Habrat, psycholog sportu, od wielu lat współpracujący z PZT i czołowymi polskimi tenisistami:  Z przyjemnością patrzyło się na postawę Huberta na korcie. Widać było dużo elementów psychologicznych, którymi przewyższał rywali - był cierpliwy, wytrzymał presję, zachowywał chłodną głowę. To były mocne atuty. Przeciwnicy sami mieli z tym problem i kiedy rodziła się presja w ważnych momentach meczu, to byli słabsi i przegrywali kluczowe punkty.

Reklama

Przez wiele lat niektórzy eksperci mówili, że to słabość Hurkacza, że "jest za grzeczny".

- Tenis jest pięknym sportem, może dlatego że to jest sport różnych osobowości. Nigdy nie wiadomo, który zawodnik, z jaką osobowością, odniesie sukces. Ja od najmłodszych lat u Huberta widziałem determinację i profesjonalizm. Grzeczność jest jego naturalną cechą, która mu w niczym nie przeszkadza. Ma rodziców, którzy zadbali o to, żeby miał wysoką kulturę osobistą. A to jest ogromna wartość, która rzeczywiście wpływa na jego grę, ale jak widać również pozytywnie. Dzięki temu w kluczowych momentach potrafi zachować chłodną głowę i kontrolę nad emocjami. Po meczach, kiedy puszczają emocje widać, że ich skrywanie trochę go to kosztuje.

Jeśli ktoś mniej się denerwuje zyskuje kilka punktów więcej?

- W tenisie przeciwnicy często chcą zobaczyć po drugiej stronie osobę, która jest zdenerwowana, wkurza się, reaguje emocjonalnie, okazuje słabość, bo wtedy "ma się ją na widelcu". Hubert był skupiony, opanowany, nawet jak wydawało się, że przeżywa mały kryzys, potrafił z niego wyjść. Przechytrzył takim zachowaniem rywali.

Najbardziej emocjonalnie reagującym przeciwnikiem Polaka w Miami był Stefanos Tsitsipas. Czy dlatego przegrał? Grek w pewnym momencie był bliżej zwycięstwa?

- Tsitsipas sam przyznał w wywiadzie, że był wrogiem sam dla siebie i presja, która na niego spadła była tak silna, że nie poradził sobie. Dobrze pamiętam spotkanie Huberta z Tsitsipasem w Pucharze Davisa (w 2019 roku - przyp. ok). Wtedy gra była wyrównana, ale jednak rywal był nieco lepszy tenisowo. Mecz w Miami pokazał, jak Hubert poprawił przez dwa lata swoje umiejętności techniczne i taktyczne, a do tego był silniejszy mentalnie.

W Miami Open Hurkacz wygrał cztery tie-breaki. To bardzo trudny psychologicznie element meczu tenisowego, chyba najtrudniejszy...

- Zawodnik pracuje całą karierę, żeby odnaleźć się w takich momentach. W męskim tenisie, w którym mecze są bardziej wyrównane, tie-breaki często decydują o końcowym rezultacie. Wtedy "głowa" może przeszkadzać, może także pomagać. Właśnie wtedy Hubert pokazywał, jak w meczu tenisowym można wykorzystać przewagę psychologiczną.

Na Florydzie Hurkacz odniósł największy sukces w karierze. Jaki wpływ będzie miało to zwycięstwo na najbliższe turnieje?

- To zwycięstwo było bardzo potrzebne Hubertowi. Wygrana w dużym turnieju przekłada się na dużą pewność siebie. Pokonał czterech zawodników, którzy zajmowali wyższą pozycję w rankingu niż on, wygrywał z teoretycznie lepszymi od siebie. Pokazał światu własną wartość. Wie już o tym, że jest w stanie tego dokonać, jego przeciwnicy będą podchodzili do niego z większym respektem. To jest bardzo pokorny chłopak i nie zaszumi mu w głowie od tego sukcesu. Będzie potrafił sobie poradzić z tą sytuacją.

Kiedy pan poznał Huberta Hurkacza?

- Znam go od 12. roku życia. Hubert od najmłodszych lat przyjeżdżał na zgrupowania kadry Polskiego Związku Tenisowego. Jak wszyscy był objęty opieką psychologa sportu. Potem pracowałem z nim w dorosłej kadrze w Pucharze Davisa. Mogłem z blisko przyglądać się jego karierze, jego rozwojowi krok po kroku.

Czym się wyróżniał?

- Z mojego punktu widzenia ważne było, że zawsze był zainteresowany działką mentalną. Ważne było dla niego wszystko to, dzięki czemu może poprawić swoją grę i poukładać swój tenis. Lubił pracować. Zawsze poukładany, solidny, pracowity.

Zapowiadał się na zwycięzcę turniejów ATP?

- Robiliśmy z trenerami listę zawodników, którzy mogą w przyszłości odnieść sukces. Był na niej Hubert, choć nie on jeden. Po cichu liczę na osiągnięcia kolejnych polskich tenisistów z tej listy.

Rozmawiał Olgierd Kwiatkowski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL