Reklama

Reklama

ME siatkarek. Niemczyk: Z kobietami trzeba mieć oczy dookoła głowy 24 godziny na dobę

W sobotę polskie siatkarki rozpoczną rywalizację w mistrzostwach Europy. To ważny test dla Jacka Nawrockiego, który od kwietnia prowadzi kadrę. Po raz pierwszy pracuje z kobietami. – Są bardziej skomplikowane niż mężczyźni. Z nimi trzeba mieć oczy dookoła głowy 24 godziny na dobę. Patrzeć czy nie obraziły się na jakieś twoje słowo, czy na koleżankę. Trzeba to szybko załagodzić, bo jak nabrzmieje, to będzie „rozpierducha”. U mężczyzn tego nie ma. Dadzą sobie po pysku i sprawa załatwiona – mówi w rozmowie z Interią Andrzej Niemczyk, który doprowadził „Biało-czerwone” do dwóch złotych medali mistrzostw Europy.

- Skład Polki mają bardzo dobry. Jeśli przygotowania się udały i trafiły z formą, to stać je nawet na strefę medalową - uważa Niemczyk.

Reklama

Polki w grupie A zagrają z gospodyniami turnieju Holenderkami, z którymi przegrały 1 sierpnia w finale grupy 2 Grand Prix, a także Włoszkami i Słowenkami. Najlepsza drużyna awansuje od razu do ćwierćfinału. Reprezentacje z drugiego i trzeciego miejsca w barażach zagrają o miejsce w najlepszej ósemce.

- Najbardziej obawiam się Włoszek, mimo tego, że w Holandii od pewnego czasu wykonywana jest dobra praca. Trwa ona jednak za krótko. To zespół perspektywiczny, z dobrym trenerem (Giovannim Guidettim - przyp. red.). Jeśli my nie zagramy na swoim poziomie, to mogą nas ograć. W finale Grand Prix graliśmy w gorszym składzie - ocenia były trener "Złotek".

Od początku kwietnia trenerem kadry jest Jacek Nawrocki. Zastąpił Piotra Makowskiego. Nawrocki wcześniej przez wiele lat był związany ze Skrą Bełchatów. Najpierw pracował jako asystent, a potem przez cztery lata jako pierwszy trener. Po sukcesach w Skrze był nawet kandydatem do objęcia kadry mężczyzn. Przed powołaniem na selekcjonera reprezentacji siatkarek prowadził juniorów, z którymi wywalczył srebrny medal mistrzostw Europy. Teraz pierwszy raz pracuje z kobietami.

- Nawrocki to bardzo dobry trener. Zobaczymy jak przygotował zespół. Jedyny jego minus jest taki, że nie ma doświadczenia w pracy z kobietami. Różnica między prowadzeniem damskiego i męskiego zespołu jest bardzo duża. Praca z kobietami jest zupełnie inna. Nie dlatego, że trudniejsza, ale one są bardziej skomplikowane. Trzeba dać z siebie więcej - mówi Niemczyk.

- Gdy ja w prowadziłem chłopaków i w tym samym czasie kobiety, to ja przy chłopakach odpoczywałem. Z kobietami trzeba mieć oczy dookoła głowy 24 godziny na dobę. Patrzeć, czy nie obraziły się na jakieś twoje słowo, czy na koleżankę. Trzeba to szybko załagodzić, bo jak nabrzmieje, to będzie "rozpierducha". U mężczyzn tego nie ma. Opieprzą trenera, albo siebie nawzajem. Dadzą sobie po pysku i sprawa załatwiona. Mężczyźni nie noszą w sobie urazy, a kobiety tak - twierdzi Niemczyk.

Sporym problemem dla kadry jest kontuzja Katarzyny Zaroślińskiej. Siatkarka Atomu Trefla Sopot ma problemy z kolanem. W tej sytuacji Nawrocki musiał znaleźć nową atakującą. Wybrał Katarzynę Skowrońską-Dolatę. Zaczynała ona grę w kadrze jako środkowa. Potem była atakującą,  a ostatnio przyjmującą. Teraz wraca na pozycję, na której gra w klubie.

- Skowrońska-Dolata na ataku to osłabienie. To błąd Jacka. Mówiłem trenerowi: Dlaczego nie powołujesz do reprezentacji Joanny Kaczor? W 2009 roku była najlepszą atakującą w całych mistrzostwach Europy. W lidze grała słabiej, ale to znaczy, że trener Impelu Gwardii Wrocław Norweg Tore Aleksandersen źle ją przygotował. Zaroślińska jest kontuzjowana i miałby teraz Kaczor, a tak musi przestawiać Skowrońską. Kasia jak poćwiczy przyjęcie to nie ma z tym elementem problemu - uważa trener, który z Polkami wywalczył złote medale mistrzostw Europy w 2003 i 2005 roku.

Niemczyk twierdzi, że największe problemy Polki będą mieć z przyjęciem zagrywki. Jakie zawodniczki na tej pozycji widziałby trener?

- Gdyby Skowrońska-Dolata grała na przyjęciu, to grałbym z nią i Anną Werblińską - twierdzi.

- Gdy ja prowadziłem kadrę, to odciążałem przyjmującą z pierwszej linii. Gdy trzy zawodniczki przyjmują zagrywkę, to serwujący zespół omija libero i ona ma najmniej przyjęć, a chodzi o to, żeby miała najwięcej. Gdy dwie zawodniczki przyjmują, to pierwsza linia odpowiedzialna jest za skróty - lekkie zagrywki można przyjąć na palce. Druga linia ma 45 metrów kwadratowych do przyjęcia. Dobra libero, jak Mariola Zenik, z tych 45 metrów brała 30. Wszystko działało i tak wygrało się dwa złote medale - dodaje.

Polki w tym sezonie sięgnęły po srebrne medale igrzysk europejskich w Baku. W finale przegrały z Turczynkami. Z tymi rywalkami "Biało-czerwone" spotkały się także w meczach sparingowych 11 i 12 września. Niemczyk mówi, że na podstawie tych spotkań należy analizować grę naszych siatkarek.

- Wiadomo w jakim kierunku idzie forma, jak trener zestawia zespół. Nawrocki zrobił bardzo dobrą rzecz. W pierwszym meczu wystawił rezerwowe, pooglądał sobie Turczynki. Przeciwniczki wygrały 3:0, ale on zobaczył jak zachowują się zmienniczki. Na drugi mecz wystawił pierwszą szóstkę i wygraliśmy 3:2. Dlatego nie możemy bać się Holenderek. Słowenek też z pewnością nie, a nawet Włoszek - twierdzi Niemczyk.

Grzegorz Zajchowski


Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje