Reklama

Reklama

Wojciech Kowalewski dla Interii: Być może kiedyś będziemy wspominać właśnie to Euro

- Przed nami kolejny mecz o wszystko i dopiero po tym spotkaniu zobaczymy, w jakim miejscu jesteśmy. Być może wtedy będzie czas na wstępne oceny pracy Paulo Sousy, a może jeszcze będziemy cieszyli się udziałem w tym turnieju. Kto wie, być może za jakiś czas będziemy nawet wspominać, że nasza drużyna budowała się właśnie podczas tego Euro - mówi w rozmowie z Interią były bramkarz reprezentacji Polski Wojciech Kowalewski.

Zbigniew Czyż, Sport.Interia.pl: Po remisie z Hiszpanią nastroje w społeczeństwie wyraźnie się poprawiły, u wielu kibiców ocena kadry, ale też jej potencjału, zmieniła się nawet o 180 stopni. Pan też należy do tego grona, czy raczej tonuje swoje i nie tylko swoje oczekiwania przed decydującym meczem o awansie do dalszej fazy Euro ze Szwecją?

Wojciech Kowalewski, były bramkarz reprezentacji: - Wynik zmienia odczucia. Tak jak po meczu ze Słowacją nie mogłem zgodzić się ze wszystkimi negatywnymi opiniami o naszej drużynie, tak po spotkaniu z Hiszpanią nie mogę zgodzić się z niektórymi bardzo emocjonalnymi i optymistycznymi ocenami.

Reklama

Po pierwszym meczu ze Słowacją, który nie dawał kibicom nadziei, był duży niedosyt. W spotkaniu z Hiszpanią zobaczyliśmy zupełnie inną drużynę, w dużej mierze ze względu na bardzo agresywne podejście do meczu. Dzięki takiej postawie pojawiła się nadzieja, że ten turniej się jeszcze dla nas nie skończył. Właśnie takiej walczącej drużyny o każdy metr boiska kibice oczekują. Końcowy wynik jest wypadkową tego co się na boisku wydarzy, ale jeśli widzimy walczącą drużynę, to takiemu zespołowi chcą kibicować i chcą wspierać tysiące fanów.

Strefa Euro - zaprasza Paulina Czarnota-Bojarska i goście - Oglądaj!

Wyraźnie tonuje pan nastroje przed meczem ze Szwecją.

- Tak, bo zadanie wyjścia z grupy jest wciąż bardzo trudne. To rozchwianie w ocenach i bardzo duże oczekiwania kibiców pokazują tylko, jak bardzo społeczeństwo jest głodne emocji, jak oczekuje sukcesu, pozytywnego nastroju związanego ze świętem piłkarskim. Nie ma się co oszukiwać, jednak te ostatnie miesiące pandemii, to jak funkcjonujemy jako społeczeństwo, pozostawiło pewien deficyt pozytywnych emocji. Popadanie w nadmierny optymizm i przechodzenie ze skrajności w skrajność nie należą jednak do moich naturalnych zachowań. I także w tym przypadku nie będę się z nich wyłamywał. Tym bardziej, że mecz z Hiszpanią pokazał również mankamenty w grze naszej drużyny.

Co się panu nie podobało?

- Widzieliśmy dużą nerwowość, szczególnie w szeregach defensywnych. Komunikacja nie wygląda jeszcze sprawnie. To nie jest formacja, która jest doskonale zorganizowana i która daje spokój i podstawę do budowania gry w ofensywie. Zdarzają się nam błędy indywidualne. Należy też pamiętać, że w meczu z Hiszpanią mieliśmy więcej szczęścia niż przeciwko Słowacji, choć szczęście jest potrzebne. Samym szczęściem się jednak niczego nie wygra. Cieszy mnie jednak, że piłkarze potrafili odpowiednio zareagować na krytykę, która na nich spadła po pierwszym meczu.

Po remisie z Hiszpanią zapanowała wręcz euforia, tymczasem ze Szwecją czeka naszą reprezentację zupełnie inny mecz.

- Zgadzam się. Tym bardziej, że Szwedzi nie muszą prowadzić otwartego meczu, nie muszą ryzykować i angażować się w działania ofensywne. To będzie naszym zadaniem, a jak wiemy atak pozycyjny i próba narzucenia tempa gry przez reprezentację Polski to nie jest komfortowa sytuacja dla zespołu Paulo Sousy. Nasz zespół pokazał już odpowiednią reakcję, pokazał, że z pełną konsekwencją i determinacją potrafi realizować plan na grę z wyżej notowanym przeciwnikiem. Teraz czas, żeby te doświadczenia wykorzystać przeciwko Szwecji, bo oni będą prezentowali raczej pragmatyczny futbol, są bardzo niebezpieczni w kontratakach. Dla nas dobrą informacją jest to, że nie mamy nic do stracenia. Trzeba wyjść na murawę i zagrać o zwycięstwo. Ono było bliskie w rywalizacji z Hiszpanią i mam nadzieję, że dziś taką szansę będziemy mieli.

Gdziekolwiek jesteś, słuchaj meczu na żywo! - Relacja live tylko u nas!

Po dwóch meczach na Euro Szwecja ma bardzo niski procent posiadania piłki, zaledwie 28, w spotkaniu z Hiszpanią Szwedzi zaprezentowali solidną defensywę, zadanie jej rozpracowania będzie trudne.

- No właśnie. Jeśli chodzi o ten niski procent posiadania piłki, to trzeba zadać sobie pytanie, czy to jest zamiar, czy wynika z intensywności gry przeciwnika z jakim Szwedzi grają. Myślę, że jest to raczej ich zamiarem. Oni wolą szukać swoich szans w kontratakach, tak jak nasza reprezentacja. Do meczu ze Szwecją musimy podejść z taką samą intensywnością jak przeciwko Hiszpanii, tylko zmienią się trochę role. To my będziemy musieli częściej utrzymywać się przy piłce i szybką grą, szybką zmianą ciężaru gry starać się zdezorganizować defensywę przeciwnika.

Po meczu ze Słowacją gorzkich słów nie szczędzono Wojciechowi Szczęsnemu. Jak by pan ocenił postawę bramkarza Juventusu Turyn w dwóch pierwszych spotkaniach na Euro?

- Nie zgodzę się z ocenami, że Szczęsny zawinił przy pierwszej bramce w meczu ze Słowacją. Moim zdaniem niezbyt wiele miał do zrobienia w tej sytuacji. W starciu z Hiszpanią jego kluczowa interwencja w ostatnich minutach była bardzo ofiarna, odważna i przede wszystkim skuteczna. Ale w kilku wcześniejszych sytuacjach szczęście było po stronie Wojtka Szczęsnego i tak to zostawmy, bo szczęście bramkarzowi jest bardzo potrzebne.

Czy to, że Paulo Sousa już w styczniu ogłosił, że Wojciech Szczęsny będzie bramkarzem numer jeden było dobrym posunięciem selekcjonera?

- Taka rywalizacja do końca o miejsce w składzie, zwłaszcza przed wielkim turniejem, zawsze moim zdaniem wpływała pozytywnie na cały zespół. To że Paulo Sousa zmienił sposób budowania drużyny, uważam, że nie było korzystne dla drużyny. Patrzę na to z dystansu, ale też z perspektywy własnych doświadczeń. Uważam, że rywalizacja do końca o miejsce w składzie na pozycji bramkarza byłaby wartością dodaną dla zespołu, dla atmosfery w drużynie, dla podnoszenia motywacji. Taki zbytni spokój zgubił nas właśnie w meczu ze Słowacją.

Na Euro pojechało trzech bramkarzy już po trzydziestce, nie warto powoli stawiać na młodszych golkiperów?

- Z jednej strony to jest jakiś sygnał, że mamy bramkarzy trzydzieści plus, ale jeśli popatrzymy na zmiany w bramce naszej reprezentacji w ostatnich kilkunastu latach, to zobaczymy, że zmiany na tej pozycji są u nas pewnym naturalnym procesem. To nie były wymuszone decyzje i myślę, że teraz stanie się podobnie.

Po dwóch meczach na Euro ma pan problem z oceną pracy Paulo Sousy?

- Czas trwania tak wielkiego turnieju to nie jest czas na wystawianie ocen, tym bardziej dopóki zespół jest w grze o wyjście z grupy. Ja obserwuję taki pęd, rywalizację pomiędzy wieloma ekspertami, kto szybciej oceni pracę trenera albo, kto szybciej wystawi mu świadectwo i podsumuje jego działalność.

Po pierwszym meczu został niemal zlinczowany, a po drugim pojawiły się głosy, że to może być selekcjoner na lata.

- No właśnie. To tylko pokazuje, jak rozchwiane jest również to środowisk ekspertów, jak w tych ocenach brakuje chłodnej głowy i czysto merytorycznego spojrzenia. Wiadomo, że nikogo nie cieszą porażki, a tych przy Paulo Sousie jest już kilka. Ważne jest, jakie wnioski trener wyciąga, mecz z Hiszpanią pokazał, że potrafi to robić. Przed nami kolejny mecz o wszystko i dopiero po tym spotkaniu zobaczymy, w jakim miejscu jesteśmy. Być może wtedy będzie może czas na wstępne oceny, a może jeszcze będziemy cieszyli się udziałem w tym turnieju. Kto wie, być może kiedyś będziemy nawet wspominać, że nasza drużyna budowała się właśnie podczas tego Euro.

Z Wojciechem Kowalewskim w Warszawie rozmawiał Zbigniew Czyż

Dowiedz się więcej na temat: Wojciech Kowalewski | reprezentacja Polski

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje