Reklama

Reklama

Szwecja - Polska na Euro 2020. Siedem wniosków po meczu i odpadnięciu z ME

Co zawiodło, dlaczego ze Szwecją przegraliśmy 2-3 i odpadliśmy z Euro 2020, zajmując ostatnie miejsce w grupie E - zapraszamy na lekturę analizy Michała Białońskiego, który prosto z Petersburga opisuje siedem grzechów głównych "Biało-Czerwonych".

Przespany początek

Można wysnuć prosty wniosek: Polacy wychodzą na mecz nie do końca skoncentrowani. W meczach z Węgrami, Słowacją i Hiszpanią musieli odrabiać straty. W starciu z "Trzema Koronami" miało być inaczej, tymczasem już po 87 sekundach wyjmowaliśmy piłkę z siatki. Za miękkie wejście Bartosza Bereszyńskiego, zbyt łatwo ograny Kamil Jóźwiak przez Forsberga i nieszczęście stało się faktem.

Zamknięci na bokach w I połowie

Szwedzi, wykorzystując swe przygotowanie atletyczne i taktyczne, zbyt łatwo zamykali nas w bocznych sektorach boiska, szczególnie na lewej stronie, gdzie operował Tymoteusz Puchacz. Brakowało nam tam przegrania na drugą stronę, staraliśmy się operować piłką wzdłuż linii, ale ten sektor boiska był zamknięty przez piłkarzy "Trzech Koron".

Reklama

Nikt nie odpowiadał za krycie Forsberga

Emil Forsberg w ustawieniu 1-4-4-2 był fałszywym lewoskrzydłowym, tymczasem pełno go było na środku boiska i stamtąd stwarzał największe zagrożenie. Aż dziw bierze, że nie przykleiliśmy mu piłkarskiego plastra. Dlatego straciliśmy dwa gole po jego strzałach, choć w żadnej sytuacji Szwedzi nie mieli przewagi liczebnej.

Zbyt nerwowy początek II połowy

Polacy zaczęli drugie 45 minut zbyt nerwowo, podejmowali zbyt pochopne decyzje, brakowało im cierpliwości w budowaniu ataku. A to Wojciech Szczęsny wybijał  daleko w kierunku osamotnionego Karola Świderskiego, a to Kamil Jóźwiak podawał prostopadle do nikogo. Traciliśmy za łatwo piłki, a z nimi czas i siły. To się zemściło, gdy trzeba było odrabiać dwubramkową stratę.

Paulo Sousa poprawił ofensywę, ale zepsuł defensywę

Trzeba oddać Sousie, że po dwóch zgrupowaniach, jakie miał z drużyną, zaczęliśmy grać w piłkę, ofensywa rozwinęła się i tak radzących sobie z atakiem pozycyjnym "Biało-Czerwonych" miło się ogląda. Sęk w tym, że jednocześnie poważnemu rozszczelnieniu uległa nasza defensywa, którą tak pieczołowicie przez dwa i pół roku budował Jerzy Brzęczek. Po dwa gole strzelają nam nie tylko Szwedzi, ale też Słowacy. Ktoś powie, że większość tych bramek to pochodna błędów indywidualnych, ale nie będzie to prawdą do końca. To wina również ryzykownego ustawienia, przez które przegrany jeden pojedynek oznacza dla rywala stuprocentową okazję, bo nie mamy asekuracji.


Szczęsny i Krychowiak nie pomogli

Wojciech Szczęsny w meczu z Hiszpanią obronił niewiarygodną sytuację. Takiej interwencji zabrakło w starciu ze Szwedami, zwłaszcza przy stanie 2-2. Nie pomógł przy trzecim golu Victora Claessona, gdy za szybko położył się na murawie i zostawił odsłonięty krótki róg rywalowi. Cieniem samego siebie z Euro 2016 był też Grzegorz Krychowiak, który nie był liderem. Niewiele wnosił do defensywy, jak i ofensywy. Był wypoczęty po pauzie w meczu z Hiszpanią, ale nie było tego widać.

Sousa powinien zostać

Wbrew zajęciu ostatniego miejsca w łatwej grupie E Euro 2020 Paulo Sousa powinien prowadzić "Biało-Czerwonych" co najmniej do końca eliminacji do MŚ. Wyjście z tej grupy było stosunkowo łatwe, wystarczyło nie przegrać ze Słowacją. Można zrzucić to na karb totalnego braku czasu portugalskiego selekcjonera. Jesienią, gdy będzie kontynuowana kampania eliminacji MŚ, Sousa powinien się nauczyć na błędach. Także tych selekcyjnych, jak wzięcie na ME Dawida Kownackiego, który nie przydał się nawet na minutę, a pozostawienie w domu jednego z najlepszych zawodników rosyjskiej Premjer Ligi - Sebastiana Szymańskiego.

Z Petersburga Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama