Reklama

Reklama

Euro 2020. Nowości w reprezentacji Polski. "Sportowiec musi czuć presję"

Cezary Kowalski zdradza, że w związku z pandemią koronawirusa szykującą się do występu w mistrzostwach Europy reprezentację Polski czekają duże zmiany. Ma się między innymi zmniejszyć "zamieszanie", jakie wywoływały poboczne aktywności przebywającej na zgrupowaniu drużyny.

Piłkarze reprezentacji Polski zjechali do Opalenicy, gdzie szykują się na Euro. Na dzień dobry odbyła się konferencja prasowa z kapitanem Robertem Lewandowskim. Nasz napastnik, na którym opieramy nadzieję, że turniej zakończy się lepiej niż poprzedni (na mundialu w Rosji nie wyszliśmy z grupy), wprost promieniał ze szczęścia. Widać było wyraźnie, jak fantastyczny sezon, podczas którego pobił rekord Gerda Muellera i strzelił w Bundeslidze 41 goli, działa na stan jego ducha.

Pewną nowością w związku z pandemią, będzie ograniczenie tzw. imprez towarzyszących podczas zgrupowania i generalnie najprawdopodobniej zmniejszy się zamieszanie wokół drużyny, jakie widzieliśmy choćby przed dwoma poprzednimi turniejami. Jeden z byłych zawodników reprezentacji twierdzi, że może to mieć bardzo pozytywny wpływ na koncentrację drużyny. - Te całe dożynki, latanie helikopterem, prywatne koncerty, warsztaty dla żon, kibice, którzy szturmowali hotel, bajery, rowery, nigdy nie pomagały - tłumaczył.

Reklama

Prezes PZPN Zbigniew Boniek jest jednak innego zdania. - Nigdy nie robiliśmy czegoś, co mogłoby zawodnikom przeszkodzić w przygotowaniach. Wszystkie imprezy towarzyszące oni sami akceptowali i odbywały się na zasadzie porozumienia. Teraz z wiadomych względów jest inaczej, ale to wcale nie jest dobrze. Sportowiec musi czuć presję ze strony kibiców, musi być przez nich stymulowany. Wiem to także na podstawie swojej kariery. Oczywiście nie stworzymy żadnej twierdzy, jak będą chcieli wyjść na spacer z żonami czy przyjaciółmi, to założą maski i sobie pójdą. Wybieram się do chłopaków, aby parę dni z nimi pomieszkać, porozmawiać. Tu nie chodzi o pilnowanie. Ale, wiadomo, pańskie oko okonia tuczy - śmiał się "Zibi". 

Szef PZPN i wiceprezydent UEFA bagatelizował też decyzję europejskiej federacji, która postanowiła, że na mecze z Gdańska (bazą ekipy podczas Euro będzie Sopot) nasza kadra podróżować będzie tysiące kilometrów do Rosji i Hiszpanii.

- Tak wypadło i nie ma co płakać. Kiedyś się po siedem godzin dziennie grało na podwórkach i nikt nie był zmęczony, bo się człowiek cieszył, że może grać. Nic nam się nie stanie, jak polecimy 3,5 godziny wygodnym samolotem na mecz. Każdy będzie miał trzy miejsca do dyspozycji, jak będzie chciał to się będzie mógł nawet położyć. A że w Hiszpanii ciepło, a w Rosji chłodniej? No nie róbmy jaj. To jest specyfika tego zawodu. Piłkarze dobrze zarabiają również dlatego, bo wykonują swoją pracę w różnych warunkach - tłumaczył prezes.

Boniek nie chciał zdradzić ile konkretnie mają obiecane nasi gracze za dobrą pracę podczas turnieju, ale przyznał, że nie są to większe kwoty niż podczas mundialu w Rosji.

Cezary Kowalski, Polsat Sport

Czytaj więcej na Polsatsport.pl!



Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje