Reklama

Reklama

Polski hokej nad przepaścią. Dług PZHL-u jest większy, niż się wydawało

Okazuje się, że dług PZHL-u wobec Ministerstwa Sportu wynosi nie cztery miliony zł tylko sześć. W ten sposób dług hokejowej centrali może przekroczyć nawet 15 mln zł.

Okazuje się, że dług PZHL-u wobec Ministerstwa Sportu wynosi nie cztery miliony zł tylko sześć. W ten sposób dług hokejowej centrali może przekroczyć nawet 15 mln zł.

Dociera do nas coraz więcej szczegółów niegospodarności w Polskim Związku Hokeja na Lodzie, w wykonaniu pary byłych jego sterników Piotr Hałasik - Dawid Chwałka.

MSiT zakwestionowało całą dotację na szkolenie młodzieży za rok 2017, czyli cztery miliony zł. Oczekuje także zwrotu połowy pieniędzy z roku 2016. Zarząd PZHL-u przedstawił wprawdzie dokumenty na całą dotację z roku 2016, ale rachunki opiewające na dwa miliony złotych nie zostały zapłacone, a pokrycie ich jest warunkiem rozliczenia dotacji.

To potęguje kłopoty PZHL-u. Prezes Chwałka złożył dymisję. Obradujący już bez Chwałki zarząd nakłonił do odejścia sekretarza generalnego i szefa Polskiej Hokej Ligi Janusza Wierzbowskiego, który dodatkowo miał kłopoty rodzinne. W obu organizacjach trwa audyt. Jego wynik może być przerażający. Skala niegospodarności i nieodpowiedzialności może przekroczyć wszelkie granice.

Reklama

Przed walnym zgromadzeniem w 2016 r. komisja rewizyjna PZHL-u udokumentowaliśmy 300 tys. zł nierozliczonych zaliczek. Wszystkie pochodziły z karty, którą dysponował prezes Chwałka. Wyciąg z niej wykazał wypłaty kwot po około trzy tysiące złotych w Warszawie i Rzeszowie. Nikt z rewidentów wówczas nie wiedział, na co poświęcono te pieniądze. Główny księgowy związku Kos upierał się, że jest inaczej.

Z innego źródła dowiadujemy się, jak Chwałka i jego najbliżsi współpracownicy sztucznie poprawiali kondycję finansową PZHL-u, by pochwalić się podczas walnego. Przychody z organizacji MŚ Dywizji IA w Krakowie i rok później w Katowicach wędrowały na konto ... PHL-u. Nie mogli ich wówczas przejąć komornicy, którzy często zajmowali konto związku. Przed walnym środki finansowe transferowany na konto PZHL-u, a później następowała transakcja powrotna.

Chwałka potrafił zamącić ludziom w głowie. Przez 11 miesięcy wiceprezesem w jego zarządzie był Jacek Chadziński, który popłakując, po meczu Polska - Ukraina na MŚ w Krakowie, powiedział przed kamerą, wskazując na Chwałkę: "Ten małolat to uczynił". Mariusz Czerkawski poparł publicznie kandydaturę Chwałki na drugą kadencję, komentując w TV finał MŚ elity. Płomienną przemową przed wyborami wskazał prezesa Dawida Chwałkę jako gwaranta znalezienia sponsorów poseł Marek Matuszewski, który wszedł do zarządu PZHL-u.  Czy nie miał racji Zbigniew Boniek, który w PZPN-ie próbował doprowadzić do zakazu pełnienia funkcji w zarządzie PZPN-u czynnych polityków? To stara prawda, że polityka powinna się trzymać z dala od sportu. 

Co do uczciwości Chwałki, jako pierwszy złudzenia stracił Chadziński.

- Przez 11 miesięcy byłem na pięciu posiedzeniach zarządu i zorientowałem się, że to strata czasu i nerwów. Zadałem 29 pytań o ważne kwestie i na żadne nikt i nigdy nie odpowiedział. Nie miałem szans na wygranie żadnego głosowania - opowiada nam Chadziński.

Chadziński, czyli wiceprezes związku, domagał się rozliczenia Pucharu Polski i MŚ w Krakowie. Podania przychodów ze sprzedaży biletów, lóż VIP, reklam na bandach. Domyślając się, że dług PZHL-u rośnie, domagał się wiedzy na temat kosztów utrzymania PZHL.tv, wyjazdu integracyjnego do Arłamowa. "Co ze sponsorem dla ligi i PZHL-u?" - pytał na piśmie szefa związku. Bez odpowiedzi.

Wiceprezes z Krakowa miał wsparcie tylko związkowego skarbnika Damiana Delekty, który w lutym 2016 r. zrezygnował z tej funkcji.

- Chwałka zaprosił mnie do współpracy w zarządzie, przed organizacją Pucharu Polski w Krakowie, działałem także podczas organizacji MŚ w Krakowie. I byłem jedynym, z którym miał problemy. Nie dałem się kupić ani zastraszyć, ja jestem typem drania i łatwo się nie poddaję - dodaje Chadziński.

Kiedy pan Jacek postanowił zrezygnować z udziału w zarządzie PZHL-u?

- Przełom nastąpił, gdy Chwałka po MŚ w Krakowie opowiadał brednie, że polski hokej nie zarobił na tym turnieju, ani na rozgrywanym w Kraków Arenie wcześniej Pucharze Polski. Dostałem wtedy białej gorączki - wspomina w rozmowie z nami.

Czarę goryczy u Chadzińskiego przelało wyrzucenie przez Chwałkę ze związku byłego zasłużonego sędziego Leszka Więckowskiego.

- Leszek dwoił się i troił w pracy, a dużo młodszy Chwałka zbeształ go w obecności reprezentantów Polski. Leszek ma syna starszego od niego. Opisałem zarząd jako bandę kolesiów, z którymi nie da się współpracować. Gdy publicznie zapytałem, gdzie jest 46 tys. biletów z MŚ w Krakowie, nikt nie odpowiedział do dziś. Zamiast tego do redaktora Zawioły z "N Sportu" wpłynęły groźby podania mnie do sądu po moim wywiadzie dla tej stacji. Czekam na ten pozew już trzy lata i doczekać się nie mogę - opowiada Chadziński.

Popularny w środowisku "Chadziaj" nie patyczkował się na posiedzeniach zarządu. Zagroził prezesowi, że jeśli będzie nadal "kłamał i intrygował", to ... złamie mu szczękę. Wypowiedź ta została zaprotokołowana na życzenie Dawida Chwałki.

Gdy zapytaliśmy Jacka Chadzińskiego o to, czy nie postępował za ostro, odpowiedział:

- Nie wolno być dyplomatą, gdy masz do czynienia z chamami.

Obradujący bez Chwałki zarząd postanowił, że reprezentacji Polski nie będzie już prowadził Ted Nolan, który na ostatnich MŚ Dywizji IA z kadrą spadł do światowej III ligi. Jeśli ktoś jest winny upadkowi polskiego hokeja, to Nolan jako ostatni. O niepowodzenie kadry bardziej należy winić tego, kto wymyślił, że selekcjoner hokejowych Orłów będzie stacjonował za oceanem, a do Polski przyjedzie tuż przed MŚ.

Sytuację w polskim hokeju powinno oczyścić nadzwyczajne walne zgromadzenie delegatów, które w pierwszej kolejności powinno zweryfikować nowych członków PZHL-u. Zarząd Chwałki do hokejowej rodziny, z prawem głosu na wyborach władz, przyjął kluby amatorskie. To sytuacja bez precedensu w polskim sporcie.

Czytaj więcej: W polskim hokeju najpierw audyt, a potem wybory!

Po interwencji ministra sportu Witolda Bańki finansowanie hokejowej reprezentacji Polski odbywa się za pośrednictwem Polskiego Komitetu Olimpijskiego.

- My tak naprawdę jesteśmy pośrednikiem w przekazywaniu środków. Na przykładzie PZHL-u widać, że nie wszyscy prezesi potrafią liczyć przychody z rozchodami - powiedział nam szef PKOl-u Andrzej Kraśnicki.

Michał Białoński

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL