Siódmiak: Dziewczyny są wreszcie drużyną

Artur Siódmiak był zbudowany postawą polskich piłkarek ręcznych w wygranym 29-26 meczu z Rosją, który dał im awans do drugiej fazy mistrzostw Europy. "Dziewczyny zagrały wreszcie jak zespół i pokazały spory potencjał" - powiedział były reprezentant Polski.

Siódmiak jest ostatnio dość zapracowany, bo w grudniu organizuje dwie imprezy "Aktywuj się z Mistrzem", ale stara się oglądać wszystkie spotkania rozgrywanego na Węgrzech i w Chorwacji turnieju.

Reklama

- Impreza "Aktywuj się z Mistrzem" to połączenie dziecięcego turnieju piłki ręcznej z prezentacją różnego rodzaju sportowych aktywności. Szóstego grudnia odbyła się ona w Kiełpinie, natomiast w najbliższą niedzielę spotykamy się w hali AWFiS Gdańsk. Pomimo nawału prac nie wyobrażam sobie, abym nie obejrzał meczu Polek. I po ostatnim spotkaniu z Rosją jestem zbudowany ich postawą - zapewnił.

133-krotny reprezentant Polski podkreślił, że "Biało-czerwone" zaprezentowały się wreszcie jak prawdziwa drużyna.

- Wcześniej nie potrafiły chyba poradzić sobie z presją i dlatego w potyczkach z Węgierkami i Hiszpankami nie były zespołem. Na szczęście w decydującym spotkaniu, w którym znalazły się pod ścianą, przełamały się i wreszcie pokazały spory potencjał. To była prawdziwa drużyna, w której dobrze funkcjonowała bramka i defensywa. Bardzo się cieszę się, że dziewczyny nie wróciły do domu, bo dzięki temu czekają nas jeszcze spore emocje - dodał.

W ekipie "Biało-czerwonych" występuje żona jego brata, Marcina, Karolina Siódmiak, z którą srebrny i brązowy medalista mistrzostw świata miał okazję wiele razy podczas tego turnieju rozmawiać.

- Widać, że nasze zawodniczki odżyły. Karolina zapewniła mnie, że atmosfera w kadrze jest świetna. Wszystkie są zdrowe, dopisują im humory i z wielkimi nadziejami przystępują do drugiej rundy - skomentował.

W tej fazie, czyli w sobotnim meczu z Danią oraz w konfrontacjach z Norwegią (15.12) i Rumunią (17.12), nie wystąpi bramkarka Małgorzata Gapska (Vistal Gdynia), którą w piątek zastąpiła Anna Wysokińska (SG BBM Bietigheim).

- Dziewczyny były zaskoczone tą roszadą, ale moim zdaniem trzeba zaufać trenerowi Rasmussenowi. Słyszałem różne zastrzeżenia dotyczące naszej taktyki w trakcie mistrzostw i stosowanych rozwiązań, ale moim zdaniem duński szkoleniowiec to świetny fachowiec i razem z Antkiem Pareckim bardzo dobrze prowadzą naszą reprezentację. Trzeba dać mu spokojnie pracować, bo widać jego rękę na tym zespole. Zawodniczki również są zadowolone z tej współpracy - ocenił.

Były znakomity obrotowy uważa, że Polki stać na odniesienie kolejnych zwycięstw, jednak na zajęcie miejsca na podium daje naszym reprezentantkom bardzo małe szanse. Dwa pierwsze premiowane awansem do półfinału miejsca rezerwuje dla Hiszpanek i Norweżek.

- Słabsze mecze z Węgrami i Hiszpanią raczej przekreśliły nasze medalowe szanse. Weszliśmy do drugiej rundy z zerowym dorobkiem i miejsce na podium jest bardzo mało realne. Jesteśmy jednak w stanie pokonać zarówno Danię i Rumunię, a cztery punkty zapewnią nam miejsce w czołowej ósemce, co też będzie sporym sukcesem. W kolejnych spotkaniach wiele będzie zależało od zawodniczek, które do tej pory mniej grały, a teraz zapewne dostaną szansę. Podstawowe piłkarki mogą być zmęczone i kluczowe znaczenie będzie miała postawa zmienniczek - zauważył.

W 2009 roku podczas mistrzostw świata w Chorwacji Polacy również zakwalifikowali się do drugiej rundy z zerowym dorobkiem, ale później wygrali trzy spotkania. A awans do półfinału zapewnił legendarny rzut właśnie Siódmiaka z własnej połowy w konfrontacji z Norwegią. Ostatecznie "Biało-czerwoni" wywalczyli podczas tej imprezy brązowy medal.

- Byłoby fantastycznie, gdyby historia się powtórzyła, ale realnie oceniając wydaje się, że utytułowane Norweżki są poza zasięgiem - podsumował Artur Siódmiak. 

Dowiedz się więcej na temat: Artur Siódmiak | ME w piłce ręcznej mężczyzn

Reklama

Reklama

Reklama