Reklama

Reklama

Piłka nożna - zakała polskiego sportu

Eliminacje MŚ w RPA kończą się dla polskich piłkarzy blamażem i dymisją selekcjonera, który jeszcze półtora roku temu uchodził za zbawcę.

Człowiek roku 2007 w Polsce, obsypywany wtedy hołdami i komplementami spada ze sceny po najgorszym meczu swojej drużyny. Ktoś z goryczą zauważył, że to, co się stało w meczu ostatniej szansy w Mariborze nie było pogrzebem, ale bezczeszczeniem zwłok. Zwłok reprezentacji Polski, która okazała się trupem zanim wybiegła na boisko w obronie resztek zszarganej reputacji. Wolni, przewidywalni, bezradni jak dzieci we mgle - na ich tle Słoweniec Kirm, który przecież gra w słabiutkiej polskiej lidze, wyglądał jak piłkarz z innego świata.

Reklama

Polska zajmuje przedostatnie miejsce w grupie wyprzedzając jedynie San Marino, nie pozostał nam cień wątpliwości, że Leo Beenhakker wyczerpał swoje możliwości. Nie ma już najmniejszego wpływu na drużynę, której, co przyznał kapitan Michał Żewłakow, zabrakło w Mariborze wszystkiego: od pomysłu, po ambicję. Beenhakker miał zbudować solidny zespół, jeszcze półtora roku temu zdawało się, że może być w Polsce następcą Kazimierza Górskiego, dziś zostawia reprezentację na dnie głębszym niż zastawał po Pawle Janasie.

Ciężki kac, z jakim obudził się dziś polski kibic pogłębia PZPN i jej prezes, tradycyjnie załatwiający sprawy bez odrobiny klasy (dymisja selekcjonera ogłoszona w telewizji zanim dowiedział się o niej sam Beenhakker). Ale też Grzegorz Lato reprezentuje organizację, po której niczego innego nie można się spodziewać. Znienawidzony w PZPN (m.in. za wysokie zarobki) Leo Beenhakker znika z polskiej piłki, tymczasem Lato i jego koledzy żyć z niej będę nadal. I kosztować ją więcej niż Holender.

Lato nie rozumie, że to w znacznie większym stopniu prezes PZPN, niż selekcjoner decyduje o tym jaka jest piłka. Choćby dlatego, że odpowiada za system szkolenia produkujący piłkarskie buble. Potem ze słabych piłkarzy, którzy nie znaczą w europejskiej piłce nic, selekcjoner ma sklecić dobrą drużynę. Oczywiście nie zdejmuje to z niego odpowiedzialności za wyniki. Beenhakker właśnie płaci dymisją za klęskę w eliminacjach.

Prezesowi nie grozi nic. Już jego pierwsze zdanie dotyczące następcy Beenhakkera budzi śmiech i grozę. Zamiast ogłosić, że do budowy drużyny na Euro 2012 Związek zatrudni trenera najlepszego, Lato zastrzega, że będzie to trener polski. Brakuje mi tylko otwarcie głoszonego hasła: "polska piłka dla polskich działaczy". W czasach, gdy Włoch Fabio Capello przywraca pozycję reprezentacji Anglii, a Holender Guus Hiddink kadrze Rosji, kiedy światowa piłka leczy się z nacjonalizmu i ksenofobii - prezesa PZPN stać tylko na tak błyskotliwą refleksję, że u nas jest to, co jest, bo selekcjonerem był Holender.

Tymczasem to "polska społeczność pzpnowska" utopiła nasz futbol w korupcji i patologiach różnych maści. Do dziś nie miała zresztą krztyny przyzwoitości, by się do tego przyznać. To nie trenerzy z Holandii sprawili, że wszystkie polskie kluby pożegnały europejskie rozgrywki przed początkiem września. Porażka Beenhakkera jest więc przykładem nędzy w naszym futbolu, a nie kryzysu zagranicznej myśli szkoleniowej.

Nie twierdzę, że nie ma w Polsce trenerów godnych reprezentacji, są jednak wyjątkami od ponurej reguły. To między innymi nasi szkoleniowcy, zajęci przez lata kupowaniem i sprzedawaniem ligowych punktów, doprowadzili do tego, co mamy.

Jeśli więc dla Laty i jego kolegów z PZPN refleksja nad polską piłką ograniczy się do pozbycia się drogiego Holendra, to możemy być pewni jednego: nie dość, że Euro 2012 będzie sportową klapą, to przy okazji mistrzostw w RPA można od razu zapomnieć o mundialu w Brazylii. Polscy piłkarze byli dotąd losowani do eliminacji z drugiego koszyka, teraz spadną w hierarchii niżej. A przecież grupa ze Słoweńcami, Słowakami, Irlandczykami i pogrążonymi w kryzysie Czechami wydawała się najłatwiejsza w całej Europie. Nasi gracze wyprzedzają jedynie San Marino i wygląda na to, że będą się musieli przyzwyczajać do odgrywania roli chłopca do bicia. Tak jak w Mariborze.

Sukces lekkoatletów, dobra gra siatkarzy, piłkarzy ręcznych, powstanie z popiołów kadry koszykarzy to wszytko sprawia wrażenie, że piłka nożna - najbogatsza i najbardziej popularna dyscyplina w kraju - jest zakałą polskiego sportu. Może to zdanie zbyt ogólne i pochopne, ale tak właśnie odbierają ją kibice. A PZPN dodaje do tego swoje robiąc co można, żeby piłka nie była dla fanów, tylko dla działaczy. Mimo że futbol ma się u nas fatalnie, "rzeczpospolita działaczowska" żyje z niego znakomicie.

DYSKUTUJ O ARTYKULE Z DARKIEM WOŁOWSKIM!

Czytaj także:

Lato zwolnił Beenhakkera!

El. MŚ 2010: Słowenia - Polska 3:0

Boruc: Zwolnienie Beenhakkera? To przykre

Oceń Polaków po meczu ze Słowenią

Kirm: Szkoda mi Pawła i "Łobo"

Kibice przechytrzyli PZPN

Żewłakow: Na ten mecz nie dojechaliśmy

Dowiedz się więcej na temat: sporty | holender | kibice | RPA | beenhakker | lato | piłka nożna | sport | PZPN | piłka

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje