Iniesta bywa leniwy i irytujący, ale jest geniuszem
Podczas treningów bywa nonszalancki, chwilami wręcz leniwy i irytujący. Przez lata kariery Andres Iniesta poznał jednak swój wątły organizm, i nauczył się dozować wysiłek.

Kadra Vicente Del Bosque pełna jest graczy mających problemy z przekroczeniem bariery 170 cm wzrostu: Xavi, Silva, Pedro, Mata, Cazorla. Ale nawet wśród nich, Iniesta wygląda jak chucherko. Wystarczy takiego dotknąć, żeby stracił kontakt z ziemią. Najdoskonalszym dopełnieniem tej "gry pozorów" jest nie tyle dziecinna postura pomocnika Barcy, ale wręcz chorobliwie jasny kolor skóry.
Co dzieje się z Iniestą, gdy dochodzi do gry w wielki meczu, wszyscy wiedzą. Człowiek o powierzchowności notorycznego pacjenta sanatorium, jest bożyszczem kibiców nie tylko w Hiszpanii. Żaden inny sportowiec z tego kraju nie ma tylu odbiorców na facebooku i twitterze, choć z jego ust i spod jego ręki nie wyszło nigdy nic kontrowersyjnego. "Urok Iniesty zawarty jest w jego nieśmiałości" - powiedział reżyser filmu o sukcesach reprezentacji Hiszpanii.
Złoty gol w finale mundialu 2010 dał Inieście miejsce w panteonie "La Roja", wśród piłkarskich "trofeów" tego delikatnego i nieśmiałego piłkarza są rywale dwa razy od niego więksi i cztery razy silniejsi. "Nie mogę sobie nawet wyobrazić, co by było, gdyby Andres miał charakter Puyola" - mówi były włoski pomocnik Demetrio Albertini. Na szczęście natura niezbyt często "tworzy" takie niezwykłe krzyżówki. Iniesta dostał od niej geniusz i wątłą powłokę, by go w niej zmieścić.
Przed Euro 2008 Andres leczył kontuzję, a na Luisa Aragonesa, który niemal na siłę wstawiał go do składu, sypały się początkowo gromy. Z Pucharu Konfederacji wyeliminowały go kłopoty zdrowotne, przez cały sezon 2009-2010 gracza Barcy prześladowały urazy mięśni. Kontuzja odnowiła mu się w pożegnalnym sparingu z Polakami (6-0) tuż przed mundialem, a także na jego inaugurację ze Szwajcarami (0-1). Z Hondurasem nie wystąpił na wszelki wypadek, ale potem wytrwał aż do 118. minuty finału...
Euro w Polsce i na Ukrainie jest pierwszym wielkim turniejem, na który przyjechał bez kłopotów ze zdrowiem. Ma 28 lat, a więc wkracza w najlepszy wiek dla piłkarza. To już nie jest wielkie objawienie, ale kandydat na gwiazdę nr 1 Euro 2012. "Geniusz osiągnął dojrzałość" - napisała o nim "Marca", gdy swoim wejściem do gry w drugiej połowie odmienił ostatni sparing z Chińczykami.
Iniesta całkiem sprawnie radzi sobie także poza boiskiem. Wyprodukował wino swojej własnej marki. "Próbował Pan wino Iniesty?" - zapytano kiedyś Vicente del Bosque. "Oczywiście, bardzo dobre. Nie znam się, co prawda na winach, ale to było smaczne, więc dobre" - odpowiedział w swoim stylu selekcjoner.
Dziś błysk geniuszu Andresa ma pozwolić Hiszpanom przebić się przez "catenaccio". Włosi raczej nie podejmą w Gdańsku otwartej gry, wiedząc doskonale czym to grozi. Na Iniestę i jego kolegów jest tylko jeden sposób: gra musi się zmienić w batalię, wtedy szanse rywali Hiszpanów znacząco rosną.
Dariusz Wołowski, korespondencja z Gniewina
Więcej na ten temat
Zobacz także
- Polecane
- Dziś w Interii
- Rekomendacje